Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Policjanci skuci i wyprowadzeni na oczach kolegów. Jaki nie wytrzymał: Murem za tymi mundurowymi

Czwórka policjantów, która sześć lat temu z trudem zapanowała nad silnym mordercą i zapobiegła kolejnej tragedii, właśnie mierzy się z zarzutem przekroczenia uprawnień. Sprawa odbiła się szerokim echem w mediach. Krytyczny głos w sprawie zabrał zarówno polityk opozycji, ale też bliski współpracownik jednego z kluczowych ministrów w rządzie Donalda Tuska.

W połowie lipca br. funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji wpadają równocześnie do mieszkań, komendy i lokalu na Mazowszu. Dochodzi do spektakularnego zatrzymania. W kajdanki zostaje zakutych troje policjantów i jeden były funkcjonariusz policji. Na oczach kolegów wyprowadzani są jak bandyci i wiezieni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Tam wszyscy słyszą zarzut "działając wspólnie i w porozumieniu, przekroczyć uprawnienia w ten sposób, że zastosowali względem zatrzymanego niedopuszczalną technikę obezwładniania poprzez przełożenie stóp leżącego brzuchem na ziemi pokrzywdzonego za kajdanki zapięte na jego ręce od tyłu".

Kiedy mieli się dopuścić rzekomego nadużycia? Sześć lat temu! Chodzi o głośne zabójstwo z 11 kwietnia 2019 r. na plebanii kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipki na Woli w Warszawie.

Tam Jan B. w szale zamordował 65-letniego Marka T., ojca jednego z duchownych pracujących w Archidiecezji Warszawskiej. Gdy na miejscu zjawili się policjanci, mieli spory problem z unieruchomieniem napastnika. Ostatecznie funkcjonariusze obezwładniają mężczyznę, przekładając jego stopy za kajdanki zapięte na jego ręce z tyłu. Niedługo po tym mężczyzna traci przytomność i trafia do szpitala. Tam zostaje wybudzony, nie ma uszczerbku na zdrowiu.

W emocjach o całym zajściu opowiada wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Patryk Jaki. Przypomina, że podobnie potraktowani zostali wojskowi na granicy:

Za policjantami wstawił się również Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, bliski współpracownik Tomasza Siemoniaka.

„Nie pojmuję dlaczego tych, którzy od lat łapią różnego kalibru bandytów i rzezimieszków prokurator w taki sposób potraktował”

- protestuje.

Źródło: niezalezna.pl, X

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane