Nowy prokurator - referent sprawy, prok. Roman Kostowski, przydzielony do jej prowadzenia po przejęciu śledztwa przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy, podjął tę decyzję w drodze konsultacji z przedstawicielem Rady Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów oraz biegłego z Instytutu Medycyny Weterynaryjnej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ten ruch prokuratury poprzedzony został ponownymi oględzinami na terenie Zoo Łączna.
Oględziny wykazały konieczność podjęcia działań co do poprawy warunków bytowania zwierząt, która wiąże się z potrzebą poprawy wieloletnich zaniedbań w infrastrukturze ZOO. Takie działania może podjąć wyłącznie osoba odpowiadająca za prowadzenie całego ogrodu. Prokuratura kierując się dobrem zwierząt oraz złożoną sytuacją faktyczną uznała, że aktualnie jedynym rozwiązaniem było podjęcie wskazanej wyżej decyzji
– przekazała Prokuratura Okręgowa w Świdnicy.
Biegli zalecili systematyczny monitoring realizacji zaleceń. Poinformowali też o nich Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Przypomnijmy: zaniedbania w ogrodzie dostrzegła początkowo Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska. W drodze administracyjnej GDOŚ wszczęła postępowanie przeciwko właścicielowi zoo w Łącznej w sprawie odebrania zgody na prowadzenie zwierzyńca. Postępowanie administracyjne nie miało jednak nic wspólnego z czynnościami prokuratora na terenie Zoo Łączna. Prokuratura Okręgowa w Świdnicy dopiero dziś zapowiedziała zgłoszenie swojego udziału także w tym postępowaniu.
Co równie ważne, prokurator z urzędu zmodyfikował zastosowany przez Sąd Rejonowy w Wałbrzychu względem Marcina N. środek zapobiegawczy i zezwolił na kontakt z podległymi mu pracownikami. Przed tą decyzją właściciel zoo nie był w stanie wdrożyć ani zaleceń GDOŚ, ani zaleceń biegłych po oględzinach. Nie był również w stanie prowadzić działalności gospodarczej. W rezultacie koszty utrzymania przybytku na czas postępowania i procesu przynajmniej częściowo obciążyłyby Skarb Państwa. Mowa o wielkich kwotach: miesiąc funkcjonowania zoo kosztuje ok. 200 - 300 tys. złotych miesięcznie.
Odpowiedzialność przerosła wszystkich
Dzisiejsza decyzja prok. Kostowskiego znacząco przybliża sytuację w zoo w Łącznej do stanu sprzed pierwszych czynności prokuratury i aktywistów. Wraz z podjęciem czynności śledczych na terenie ogrodu zoologicznego w Łącznej pojawił się bowiem problem, kto i w jaki sposób powinien zająć się zwierzętami, które dla Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu stały się dowodami? Sztab kryzysowy, zwołany przez wojewodę dolnośląską Annę Żabską, wypracował porozumienie, na mocy którego zwierzęta zostały powierzone burmistrzowi Mieroszowa, Andrzejowi Lipińskiemu, jako osobie godnej zaufania.
Jednak już w poniedziałek 19 października burmistrz wystosował do prokuratury pismo z prośbą o natychmiastowe zdjęcie z niego tego zobowiązania. Powodem był brak środków w budżecie gminy na odpowiednie zajęcie się całym zwierzyńcem, w którym pozostało ponad 750 okazów. Nadto pojawiły się wątpliwości co do tego, jaki w zasadzie jest zakres odpowiedzialności burmistrza w kwestii opieki nad placówką i kto poniesie odpowiedzialność np. za śmierć kolejnych zwierząt podczas trwania postępowania, które zapewne jeszcze potrwa długo.
Poszukiwania rozwiązania trwały blisko dwa tygodnie. W międzyczasie ze swojej funkcji zrezygnowała pełnomocnik właściciela ds. zoo, dr inż. Marta Zając - Ossowska. Ona również nie chciała przyjąć na siebie tak ogromnej odpowiedzialności "na gębę" - a jak wyjawiła, przez tydzień nie doprosiła się ani jednego oficjalnego dokumentu, precyzującego zakres jej obowiązków i odpowiedzialności.