Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Pęknięcie w policji to pewnik". Lider ROG wskazał, co niektórzy policjanci robili przed TK

Staraliśmy się znaleźć przestrzeń, by nie eskalować, oni to widzieli. Natomiast to, że tam jest pęknięcie, to jest pewnik. To pękniecie następuje bardzo poważne. Miałem informację, że trzeba było ściągać inne garnizony z Polski, że warszawski odmawiał działań, nie wykazywał chęci do pacyfikacji pokojowo zgromadzonych ludzi - mówił w TV Republika Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, jeden z uczestników miasteczka namiotowego przed Trybunałem Konstytucyjnym.

O godz. 9 w gabinecie Prezydium Sejmu Maciej Berek podpisał dokumenty i bez złożonego legalnie ślubowania udał się do budynku Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej na miejsce udała się policja. Mundurowi siłowo usunęli stamtąd pokojowo protestujących.

Część zebranych została poturbowana. Do szpitala zabrano szefa warszawskiego Klubu Gazety Polskiej Adama Borowskiego, który uskarżał się na ból klatki piersiowej.

Mimo prób likwidacji miasteczka namiotowego - zostało ono utrzymane, a także wzmocnione protestującymi obywatelami z różnych części Polski. Na miejscu znaleźli się także politycy.

Członkowie Ruchu Obrony Granic podkreślili, że "nie ma żadnego cofania się i zostają pod Trybunałem Konstytucyjnym".

Robert Bąkiewicz, lider ROG, któremu minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zarzuca "paraliżowanie pracy Trybunału", wskazał dziś w TV Republika, że wśród policjantów widać pęknięcie.

- Wielu z nich wykazuje zrozumienie dla naszej postawy, pokojowego protestu. Widać było ewidentnie, że dostają rozkaz z góry, dyspozycje. Ataki na protestujących, rozbieranie barierek - to było absurdalne. Mam duże doświadczenie w protestach ulicznych - wiem, kiedy policja działa w celu zabezpieczenia zgromadzenia, kiedy jest to elementem prowokacji. Przełożeni chyba tutaj nakazali tę sytuację eskalować. Staraliśmy się rozmawiać z policją, choć prokurator generalny Żurek mówi, że "siłą" zmuszałem kilkuset policjantów

- mówił Bąkiewicz.

- Staraliśmy się znaleźć przestrzeń, by nie eskalować, oni to widzieli. Natomiast to, że tam jest pęknięcie, to jest pewnik. To pękniecie następuje bardzo poważne. Miałem informację, że trzeba było ściągać inne garnizony z Polski, że warszawski odmawiał działań, nie wykazywał chęci do pacyfikacji pokojowo zgromadzonych ludzi

- dodał.

Robert Bąkiewicz ocenił, że "niektórzy policjanci pozorują swoją pracę".

- Było widać w oczach, że chętnie by się zebrali. Ta władza opiera się na sile służb, a policja widzi, że to wszystko jest tak dęte i wykorzystuje się to przeciwko pokojowy nastawionym ludzie. Jeśli będą to eskalować, przyniesie to jeszcze gorsze skutki - powiedział.

Podczas wczorajszej akcji policji zatrzymano trzy osoby, które trafiły na komendę na ul. Wilczej. Dwie z nich skorzystały z przygotowanej przez ROG ochrony prawnej. Sieć obiegły szokujące nagrania z zatrzymania jednego ze starszych uczestników protestu.

- To, co zrobiono tam z kilkoma osobami, w jaki sposób zostali wyprowadzeni, to kuriozum. Straszliwe - ocenił Robert Bąkiewicz.

 


 

 

Źródło: niezalezna.pl, TV Republika

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska