Minister edukacji Barbara Nowacka poinformowała, że przedmiot edukacji zdrowotnej będzie od najbliższego roku szkolnego obowiązkowym przedmiotem. Będzie on dotyczył uczniów od IV klasy szkoły podstawowej, czyli 10-latków i starszych. Obowiązkowy przedmiot ma już nie obejmować klas maturalnych. W nowej wersji część zajęć dotycząca kwestii edukacji seksualnej ma być nieobowiązkowa.
Dyrektorzy szkół i nauczyciele mają niewiele czasu, by przygotować się do nowego obowiązku. W nieobowiązkowych zajęciach brało udział zaledwie 30 proc. uczniów. Dotychczas kwestie zdrowia, higieny i rozwoju człowieka były omawiane na lekcjach wychowawczych, zajęciach z biologii, a także na przedmiocie wychowania do życia w rodzinie. Edukacja zdrowotna miała zastąpić te zajęcia.
Komisja Wychowania Konferencji Episkopatu Polski w oświadczeniu skierowanym do instytucji i rodziców zwróciła uwagę, że "w kwestii wychowania dzieci konieczny jest szeroki i rzetelny dialog".
Przypomniano decydentom, że "edukacja zdrowotna ze względu na swoje treści mocno związane z przekonaniami religijnymi i światopoglądowymi powinna być przedmiotem szerokiego i merytorycznego dialogu pomiędzy podstawowymi podmiotami wychowania, czyli szkołą, rodziną, Kościołem katolickim oraz innymi Kościołami i związkami wyznaniowymi".
Łamią konstytucyjne prawa?
Przewodniczący Komisji bp Wojciech Osial zauważył, że w obecnym kształcie przedmiot nie powinien być obowiązkowy "nawet jeśli wyłącza się w programie z obowiązkowych treści zakres zdrowia seksualnego". Przytoczył przy tym zapisy Konstytucji RP, która gwarantuje respektowanie wartości małżeństwa i rodziny, a także dają rodzicom niezbywalne prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
"Państwo powinno to prawo szanować i wspierać, a nie ograniczać poprzez narzucanie jednolitej, obowiązkowej wizji edukacyjnej w tak wrażliwej sferze, jak wychowanie do zdrowia i kształtowanie relacji międzyludzkich"
- wskazał bp Osial
Przypomniał, że na wniosek rodziców można było zwolnić ucznia z zajęć wychowania do życia w rodzinie. W przypadku edukacji zdrowotnej takiej furtki nie ma, a aż 70 proc. w tym roku szkolnym skorzystało z takiego rozwiązania, gdy przedmiot był nieobowiązkowy.