Polska przedstawiła 1 września 2022 r. raport dotyczący strat wojennych z okresu II wojny światowej i w związku z tym domaga się od Niemiec wypłaty reparacji w wysokości 6,2 bln złotych. Strona niemiecka utrzymuje, że sprawa reparacji jest jasna i Polska zrzekła się ich na mocy dokumentu z 1953 r. Polska kwestionuje skuteczność dokumentu, wokół którego jest wiele niejasności formalnych, a nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że nie został on zawarty w formie dwustronnej umowy między Niemcami a suwerennym państwem polskim.
- Ukształtowały się stanowiska stron - polskiej i niemieckiej, (...) natomiast niejasne jest stanowisko opozycji polskiej. Na początku Donald Tusk i Grzegorz Schetyna stwierdzili, że sprawa jest zamknięta, potem marszałek Tomasz Grodzki mówił o "wypuszczaniu dżina" - mówił Tomasz Sakiewicz. O stanowisko Polskiego Stronnictwa Ludowego w tej sprawie zapytał gościa "Politycznej kawy", Władysława Teofila Bartoszewskiego.
- Nasze stanowisko jest jasne, odpowiedzialnym za wybuch wojny są Niemcy, przy pomocy Sowietów. Żadnego zadośćuczynienia poważnego nie otrzymaliśmy, były odszkodowania dla grup poszkodowanych, ale to zostawmy na boku, bo to były niewspółmiernie małe sumy. Ta notatka z 1953 r., pomijając to, że nie byliśmy państwem suwerennym, a po 1989 r. rząd suwerenny żadnych reparacji się nie zrzekł, ta notatka dotyczyła części Niemiec okupowanej przez wojska rosyjskie, więc nie były to nawet całe Niemcy. Jeśli chodzi o reparacje, to konferencja poczdamska stwierdziła, że będą one zdecydowane, bo były przewidziane reparacje zastosowane podczas traktatu pokojowego kończącego II wojnę światową. Takiego traktatu, konferencji pokojowej - nigdy nie było - mówił Bartoszewski.
- We wrześniu 1990 r. odbyły się rokowania 4+2 - alianci plus dwa państwa niemieckie. Tam nie było ani jednego słowa nt. reparacji, jedyne, co zostało zapisane, że "postanowiono o ostatecznej regulacji spraw Niemiec". Niemcy zakładają sobie, że obejmowało to reparacje, ale nie było o tym mowy. Problem dla nas polega na tym, że nie ma międzynarodowej podstawy prawnej, by domagać się od Niemiec reparacji, bo nie ma ani traktatu, ani konferencji pokojowej. Dlatego powinniśmy domagać się tego od Niemców na drodze politycznej - dyplomatycznej, bo prawnie Niemcy mogą nam słusznie powiedzieć, do jakiego trybunału zwrócimy się o reparacje. Nie ma takiego trybunału. Dlatego należy upominać się od Niemców o pieniądze w negocjacjach politycznych. To będzie trwało, to realna ocena sytuacji, ale to trzeba robić. Apeluję do rządu, by wciągnął w to opozycję, bo my jako PSL jesteśmy gotowi, by rząd w tej sprawie poprzeć
- dodał polityk PSL.
Urszula Rusecka, wicerzecznik PiS, zgodziła się z przedmówcą, że należy ubiegać się o reparacje na drodze politycznej.
- Tutaj potrzebne jest bardzo mocne wsparcie wszystkich sił politycznych w naszym kraju i wszystkie ugrupowania, których celem nadrzędnym jest Polska, powinny włączyć się w tę polityczną ofensywę, aby te reparacje zostały wypłacone
- stwierdziła.
Dodała, by politycy PSL wpłynęli na partyjnych kolegów z Europejskiej Partii Ludowej, rządzącej w Unii Europejskiej w "bardzo ważnej sprawie dla Polski".