W środę wybrany przez Sejm kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego Maciej Berek złożył pseudo-ślubowanie w obecności marszałka Włodzimierz Czarzastego oraz notariusza. Następnie z innymi osobami, które wcześniej zdecydowały się na podobny krok (Krystianem Markiewiczem, Maciejem Taborowskim, Marcinem Dziurdą i Anną Korwin-Piotrowską) udali się do Trybunału, w celu objęcia urzędu. Wejściu do budynku TK kandydatów na sędziów towarzyszyły oddziały policji, która w siłowy sposób próbowała usunąć legalnie protestujących obywateli. To kolejne najście policji na Trybunał.
Prezes Trybunału Bogdan Święczkowski z uwagi na niezłożenie przez kandydatów na sędziów ślubowania w obecności Prezydenta RP nie nawiązał z żadną z tych osób stosunku służbowego, nie dopuszczając ich tym samym do orzekania.
Berek skarży się na Święczkowskiego. Złożył nawet zawiadomienie
Od wczoraj Berek bryluje w mediach sprzyjających obecnej władzy. W wieczornym paśmie TVN24 "poskarżył się" na prezesa TK, Bogdana Święczkowskiego, który miał uniemożliwić mu wchodzenia do poszczególnych pomieszczeń w gmachu Trybunału.
"Wpuszczono nas na chwilę, żebyśmy mogli zobaczyć, jak się urzęduje, jak wyglądają miejsca pracy i wtedy rzeczywiście zadziała się rzecz zupełnie dla nas wszystkich zaskakująca, bo sędzia Święczkowski w sensie dosłownym wybiegł... Natomiast ja wchodziłem do tego korytarza sędziowskiego i z wejścia do tego korytarza on mnie wypchnął"
– opowiadał Berek, jednak dopytywany o to, czy został wypchnięty, bądź "wzięty za klapy", zaprzeczał.
"Nie, nie, nie. Wsunął się bezpośrednio przede mnie w taki sposób, żeby wywrzeć ten nacisk na mnie, żebym ja dalej nie wchodził. Tam nie było szarpaniny, ja się nie będę z nikim szarpał, w Trybunale Konstytucyjnym, a z sędzią Święczkowskim na pewno" - brnął.
I dodał: "sędzia Święczkowski fizycznie uniemożliwił mi wejście do tego korytarza".
Na pytanie o to, czy złożył w tej sprawie zawiadomienie, przekazał: "złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, naruszenia nietykalności osobistej funkcjonariusza publicznego".
Relacja Berka odbiła się w mediach społecznościowych szerokim echem. Internauci wręcz z niej kpią: