Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Napadł bez litości, bo nienawidził kobiet. „Łomiarz” wyjdzie na wolność

Atakował zazwyczaj wieczorem, uderzając metalowym narzędziem w głowę. Jego ofiarą padło kilkadziesiąt kobiet. Pięć zmarło wskutek odniesionych obrażeń. Henryk R., nazywany „Łomiarzem”, niedługo wyjdzie na wolność. Psychiatrzy ostrzegają: znowu może popełnić brutalną zbrodnię!

Henryk R. w momencie opuszczenia jednostki penitencjarnej będzie osobą, która w całości odbyła orzeczoną karę pozbawienia wolności – zastrzega w rozmowie z „Gazetą Polską” sędzia Grzegorz Gała z Sądu Okręgowego w Łodzi. 

Seria napadów

Trzeba się dobrze cofnąć w czasie. Do pierwszego ataku doszło bowiem w marcu 1992 roku przy ulicy Nowowiejskiej w Warszawie. Napastnik uderzył metalowym narzędziem starszą kobietę, a gdy upadła i straciła przytomność, ukradł torebkę. W następnych miesiącach miało miejsce kilkanaście podobnych rozbojów. Stołeczni policjanci uznali, że sprawcą wszystkich jest ta sama osoba, która działała według schematu: wieczorem czaiła się w bramach kamienic, za ofiary wybierała samotnie idące kobiety, które zachodziła od tyłu, uderzała w głowę i okradała. Szczególnie tragiczny był 14 czerwca 1993 roku. Wówczas ofiarą napaści padło pięć kobiet, a dwie zmarły wskutek odniesionych obrażeń. 

W Warszawie zapanował strach, bo brutalny bandyta jeszcze długo pozostawał bezkarny. Nazwany przez dziennikarzy „Łomiarzem”, wpadł dopiero 6 września 1993 roku, gdy po kolejnym rozboju uciekał z miejsca zbrodni. Na biegnącego mężczyznę uwagę zwrócili przypadkowi świadkowie. To pozwoliło mundurowym zatrzymać podejrzanego. 

Nienawidził kobiet

„Łomiarzem” okazał się Henryk R., wtedy 31-latek (rocznik 1962), mieszkaniec podwarszawskiego Konstancina. Pochodził z ubogiej rodziny, od dziecka sprawiał wychowawcze problemy, już w młodości popełniał drobne przestępstwa. 

Podczas śledztwa prokuratura ustaliła, że bandyta przez kilkanaście miesięcy napadł na 29 kobiet. Pięć z nich zmarło. „Większość rozbojów miała miejsce, gdy Henryk R. wychodził na przepustki z zakładu karnego, gdzie odbywał zasądzoną wtedy karę więzienia za poprzednie napady na kobiety. Jak wynikało z ustaleń śledczych, mężczyzna przyjeżdżał na Dworzec Warszawa-Śródmieście. Idąc w stronę Dworca Południowego, skąd wracał do Konstancina, atakował swoje ofiary. Uderzał mocno twardym narzędziem w głowę i wyrywał torebkę. Kradł pieniądze, które później przeznaczał na drobne wydatki i alkohol” – czytamy w archiwalnym komunikacie policji.

Za serię napadów dokonanych w latach 1992–1993 został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Wyrok odsiedział niemal w całości i na wolność wyszedł we wrześniu 2008 roku, ale już kilka miesięcy później zaatakował w Piasecznie. Tym razem szybko został namierzony. „Próbował jeszcze uciekać, ale był bez szans. Zachowywał się bardzo agresywnie wobec policjantów. Obezwładniony trafił do policyjnego aresztu” – poinformowała stołeczna komenda.

Znowu wyrok (7 lat więzienia), ale po odbyciu kary na wolności wytrzymał niespełna miesiąc. Tym razem w Łowiczu dokonał napadu na kobietę. Za to został skazany na 10 lat za kratami. Właśnie ten wyrok Henryk R. wkrótce zakończy odsiadywać. 

„Nienawidzę kobiet” – miał przed laty powiedzieć policjantom.

Biegli ostrzegają

Ponieważ zbliżał się termin zakończenia odsiadki przez „Łomiarza”, latem ubiegłego roku dyrektor Zakładu Karnego w Łowiczu zwrócił się do sądu o orzeczenie środków zabezpieczających, przede wszystkim elektronicznej kontroli miejsca pobytu. Czyli chciał, aby Henryk R. po odzyskaniu wolności nosił tzw. bransoletkę, dzięki której można byłoby stale monitorować, gdzie przebywa. 

W trakcie sądowego postępowania „Łomiarza” zbadali biegli lekarze psychiatrzy, a wnioski z ich opinii są bardzo niepokojące. „Ocenili, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że skazany po wyjściu na wolność może popełnić czyn zabroniony przeciwko życiu i zdrowiu” – potwierdził pod koniec ubiegłego roku rzecznik łódzkiego sądu. W tej sytuacji Sąd Rejonowy w Łowiczu orzekł, iż Henryk R. będzie musiał nosić na wolności „bransoletkę”, a także nakazał recydywiście poddać się terapii służącej hamowaniu zachowań agresywnych. 

Tamto postanowienie było nieprawomocne. Dlatego „Gazeta Polska” sprawdziła, czy coś się zmieniło. „Postanowieniem z dnia 26 lutego 2026 roku Sąd Okręgowy w Łodzi utrzymał w mocy postanowienie Sądu Rejonowego w Łowiczu w przedmiocie zastosowania wobec Henryka R. środka zabezpieczającego w postaci elektronicznej kontroli miejsca pobytu oraz terapii w zakresie przeciwdziałania przemocy. Postanowienie jest prawomocne” – potwierdził sędzia Gała.

Wyjdzie za miesiąc

„Łomiarz” obecnie przebywa w więzieniu w Łowiczu, to zakład karny typu półotwartego dla recydywistów. Próbowaliśmy uzyskać informację o Henryku R., ale odpowiedź była krótka i jednoznaczna. – Ze względów bezpieczeństwa jednostki, jak i osób pozbawionych wolności informacja o terminach zwolnienia z izolacji penitencjarnej jest udzielana jedynie organom uprawnionym – stwierdziła mł. chor. Ewa Owczarczyk, rzecznik prasowy dyrektora Zakładu Karnego w Łowiczu.

Sprawdziliśmy więc w Sądzie Okręgowym w Łodzi, czy doszło do jakichś niespodziewanych wydarzeń, które dłużej by zatrzymały „Łomiarza” za kratkami. Nic takiego chyba nie miało miejsca. – Z informacji przekazanej przez Sąd Rejonowy w Łowiczu nie wynika, aby termin opuszczenia jednostki penitencjarnej przez Henryka R. był inny, niż wskazuje baza danych osób osadzonych – przekazał sędzia Gała. 

Czyli Henryk R. najprawdopodobniej wyjdzie na wolność 28 kwietnia. 

Dokąd pojedzie „Łomiarz”?

Gdzie po opuszczeniu więzienia trafi mężczyzna, który, zgodnie z opinią biegłych psychiatrów, może popełnić kolejne zbrodnie? Z archiwalnych materiałów wynika, że przed trafieniem za kratki mieszkał na terenie Konstancina. – Nie otrzymaliśmy żadnej informacji na temat Henryka R. – stwierdziła podkom. Magdalena Gąsowska z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Sędzia Gała tłumaczy: – Skazany ma obowiązek wskazać adres, pod którym będzie przebywał po opuszczeniu jednostki penitencjarnej. Wskazuję, że zgodnie z art. 93e Kodeksu karnego sprawca, wobec którego orzeczono elektroniczną kontrolę miejsca pobytu, ma obowiązek poddania się nieprzerwanej kontroli miejsca swojego pobytu sprawowanej za pomocą urządzeń technicznych, w tym noszonego nadajnika. 

Nieoficjalnie Henryk R. nie ma ani gdzie, ani do kogo wracać w Konstancinie. Zresztą nie musi to być ostatnie miejsce pobytu przed zatrzymaniem. Możliwy jest dowolny adres na terenie Polski. Może kogoś poznał korespondencyjnie i ten go przygarnie. Albo kolega poznany w więzieniu zaprosi do siebie czy choćby noclegownia, schronisko dla bezdomnych... 

"Właściwym do wykonywania środka zabezpieczającego jest sąd, w którego okręgu osoba objęta tym środkiem ma miejsce stałego pobytu i dalsze decyzje będzie podejmował ten sąd"

– wyjaśnia rzecznik łódzkiego sądu.

Jak jednak ustaliła „Gazeta Polska”, taki adres na razie jest nieznany z bardzo prozaicznego powodu. „Łomiarz” nie poinformował jeszcze, dokąd się uda po odzyskaniu wolności. 

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej