Z danych GUS wynika, że w 2024 roku aż 800 tys. mieszkań nie posiadało toalety. Choć jakość mieszkań ogólnie poprawia się na przestrzeni lat, to wciąż pozostaje część, która przypomina ponure rudery, a mieszkanie w nich zagraża życiu i zdrowiu. Szczególnie niebezpiecznie robi się, gdy pojawia się kilkunastostopniowy mróz.
Tysiące wykluczonych mieszkań
Dane z największych polskich miast pokazują, że istnieje poważny problem z podstawowymi standardami mieszkaniowymi. Bardzo źle jest m.in. w Łodzi. Tamtejszy radny PiS Sebastian Bulak opublikował otrzymane z magistratu dane o mieszkaniach komunalnych. Wynika z nich, że blisko 9 tys. lokali nie ma toalety wewnątrz. Lokatorzy 4,5 tys. z tych mieszkań, aby z niej skorzystać, muszą wychodzić z budynku na podwórko lub do pomieszczeń gospodarczych. Kolejne 4,2 tys. lokali to takie, których WC znajduje się na klatce schodowej, a więc często jest to jedna toaleta dla mieszkańców całego piętra. Z ubiegłorocznych danych miasta wynika, że w zasobie jest ponad 37 tys. lokali, ale tylko 11 tys. z nich ma podłączenie do sieci ciepłowniczej, czyli mniej niż 30 proc. Pozostałe lokale są ogrzewane głównie urządzeniami elektrycznymi, także tzw. kozami lub piecami kaflowymi.
Podobnie jest we Wrocławiu. Z uchwały tamtejszej rady miejskiej w sprawie wieloletniego programu gospodarowania mieszkaniowym zasobem wynika, że z około 29 tys. lokali komunalnych w zasobie miejskim zaledwie 11 tys. było podłączonych do sieci centralnego ogrzewania. Z kolei w Szczecinie na 14 tys. takich lokali tylko 3 tys. ma podłączenie do miejskiej sieci ciepłowniczej.
Śmierć z wychłodzenia
Do dwóch zgonów doszło w należącej do miasta kamienicy przy ul. Malinowej 9 w Łodzi. Mieszkanie było nieogrzewane, a ciało kobiety przykryte było kocami. Lokatorzy byli objęci wsparciem MOPS. Budynek nie jest podłączony do sieci ciepłowniczej, nie było w nim też dostępu do wody. Wynik sekcji zwłok potwierdził, że osoby zmarły w wyniku wychłodzenia organizmu. Prokuratura Okręgowa w Łodzi wszczęła śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Do dwóch zgonów doszło także w miejskiej kamienicy przy ul. Kaliskiej 19. Jako prawdopodobną przyczynę również podano wychłodzenie. Później na budynku Zarządu Lokali Miejskich pojawił się napis: „Zabiło mnie mieszkanie zarządzane przez ZLM”. Przy wejściu ściana i posadzka zostały dodatkowo oblane czerwoną farbą.
„Gazeta Polska” zapytała MOPS o wspomnianą pomoc, która miała być udzielana lokatorom. W odpowiedzi poinformowano nas, że ze względu na bardzo niskie temperatury pracownicy socjalni m.in. odwiedzają ich w miejscu zamieszkania, by sprawdzić sytuację. Według MOPS zmarli lokatorzy z ulic Malinowej i Kaliskiej korzystali z wielu różnego rodzaju świadczeń finansowych oraz pozafinansowych i pozostawali w kontakcie telefonicznym z pracownikami socjalnymi, ale byli osobami mierzącymi się z uzależnieniami. „Pracownicy socjalni łódzkiego MOPS podejmowali wielokrotne próby namowy do podjęcia przez nich odpowiedniej terapii. Na ogół wszystkie propozycje tego rodzaju wsparcia były przez nich odrzucane, a jeśli nawet podejmowali terapie, okazywały się one nieskuteczne” – czytamy w wiadomości od Iwony Jędrzejczyk-Kaźmierczak, rzecznika prasowego MOPS w Łodzi. Wyjaśniła, że zmarła mieszkanka kamienicy przy ul. Malinowej otrzymała w styczniu m.in. zasiłek celowy na zakup opału. „Podczas ostatniej wizyty pracownika socjalnego pod koniec stycznia br., kobieta zapewniała, że »piec stojący w mieszkaniu jest sprawny, a środki przyznane na zakup opału spożytkuje na jego zakup«” – dodała rzecznik MOPS. Z kolei zmarły mieszkaniec dzięki staraniom pracownika socjalnego, poza systematycznym wsparciem, otrzymał m.in. grzejnik elektryczny, meble i pościel w ramach akcji „Szlachetna paczka”. Według MOPS mężczyzna ten miał później odsprzedać te rzeczy. Miał też nie zgodzić się na umieszczenie go w domu pomocy społecznej. Natomiast osoby z ul. Kaliskiej pod koniec ubiegłego roku miały otrzymać m.in. zasiłek celowy w postaci bezpośredniego przelewu na konto dostawcy energii elektrycznej. „Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Łodzi nie pozostawia nikogo bez wsparcia i pomocy. Trzeba być jednak gotowym na przyjęcie tej pomocy, i trzeba chcieć to wsparcie przyjąć, co nierzadko oznacza także gotowość i chęć wprowadzenia zmian w swoim dotychczasowym życiu” – napisała rzecznik MOPS, która jednak nie odpowiedziała na żadne nasze pytanie dotyczące stanu budynków.
Jak mówi w rozmowie z nami pracownik socjalny, który chce zachować anonimowość, MOPS co do zasady nie zajmuje się stanem kamienic.
– Skupiamy się na ludziach i na tym, żeby im przekazać pomoc. Inną rzeczą są realne możliwości skorzystania z niej. W praktyce często jedyną legalną możliwością ogrzewania są piecyki elektryczne, które generują ogromne rachunki. Problem polega na tym, że w bardzo starych kamienicach próby ogrzania pomieszczenia takim urządzeniem są nieskuteczne z powodu braku ocieplenia murów i dachu, nieszczelnych okien oraz innych nieszczelności. Ale my możemy powiedzieć, że wsparcie dostarczyliśmy. Nie będziemy walczyć z władzami miasta o poprawienie stanu kamienic, bo sami podlegamy tym władzom, ale prawda jest taka, że te osoby by żyły, gdyby tam było ogrzewanie
– podkreśla nasz rozmówca.
Ściganie i brak zabezpieczenia biednych
Niedawno w wielu miastach straż miejska przeprowadzała akcje kontroli domów i mieszkań w celu sprawdzenia wykorzystywanych urządzeń grzewczych. Wszystko z powodu obowiązujących uchwał antysmogowych, które zakazują korzystania z tzw. kopciuchów. Wzmożenie działań funkcjonariuszy w tym zakresie następuje właśnie w czasie ostrzejszych mrozów. Straże miejskie w ostatnim czasie informowały o licznych mandatach karnych i grzywnach za używanie kopciuchów. W praktyce bywa więc tak, że podlegająca danemu miastu straż miejska ściga mieszkańców za stare piece, a podlegający tym samym władzom miejskim MOPS przyznaje lokatorom dotacje na opał do nich.
Jakiś czas temu ściganiu mieszkańców próbował zapobiec kaliski radny PiS Artur Kijewski, który zaapelował do Sejmiku Województwa Wielkopolskiego o moratorium na mandaty wobec osób ubogich za to, że ogrzewają mieszkania, paląc w starych piecach. Zwrócił uwagę, że rząd nie zapewnił adekwatnego wsparcia. Radny stwierdził, że system nie daje stuprocentowo darmowej ścieżki wymiany pieca dla najbiedniejszych i niezaradnych, więc nakładanie mandatów jest niesprawiedliwością, a nie walką o ekologię. Z tymi argumentami nie zgodził się wicemarszałek województwa Jacek Bogusławski. W rozmowie z PAP powiedział, że priorytetem są działania prozdrowotne, i przypomniał m.in., że wciąż funkcjonuje program Czyste Powietrze. Wiadomo jednak, że w praktyce inicjatywa ta od dawna jest w poważnym kryzysie.