Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

"Mamy tylko jednego głównego rzecznika dyscyplinarnego. To s. Schab". A co powinni zrobić "politycy w togach"?

"Mamy tylko jednego głównego rzecznika dyscyplinarnego. Przepisy prawa są bowiem jasne, nadal obowiązują, brak więc jakichkolwiek wątpliwości. Głównym rzecznikiem dyscyplinarnym dla sędziów sądów powszechnych jest sędzia Piotr Schab. Działają legalnie również i jego zastępcy. Ich kadencja jeszcze nie upłynęła, a brak jest podstaw do jej przerwania na podstawie obowiązującej regulacji" - mówi Niezalezna.pl dr hab. Tomasz Demendecki, sędzia Sądu Najwyższego. Odniósł się również do medialnych ataków, wyborów prezesa Izby Odpowiedzialności Zawodowej SN, działań prokuratury, czy sędziów uprawiają politykę? "Przypominam takim koleżankom i kolegom, że powinni zdjąć łańcuch i togę" - stwierdził.

We wszystkich izbach Sądu Najwyższego istnieje poważny problem z wakatami sędziowskim. Jak sytuacja wygląda w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej?

Teoretycznie powinna liczyć 11 sędziów, ale obecnie orzeka tylko siedmioro; ósmy – s. Paweł Grzegorczyk odmawia orzekania w IOZ. Niedawno w stan spoczynku przeszli - dotychczasowy prezes IOZ, s. Wiesław Kozielewicz, s. Marek Motuk oraz s. Krzysztof Staryk. Dlatego braki kadrowe stały się mocno odczuwalne. Natomiast spraw jest bardzo dużo. Nie tylko bieżących, stale wpływających, ale cały czas borykamy się z tymi, które prowadziła jeszcze nasza poprzedniczka, Izba Dyscyplinarna. Obecnie przypomina to nieco pracę Syzyfa. Gdy już się wydaje, że opanowujemy swoje referaty, to dochodzi – np. wskutek przejścia sędziów w stan spoczynku - znacząca liczba spraw. Duży zastrzyk sił byłby pilnie potrzebny, bo brakuje jednej czwartej sędziów.

W grudniu sędzia Kozielewicz przeszedł w stan spoczynku, a to oznacza konieczność wyboru jego następcy. Kiedy poznamy nazwisko nowego prezesa IOZ?

Procedura została wszczęta, odbyło się już zgromadzenie wyborcze Izby i wybrano trójkę kandydatów, sędziów SN: Marię Szczepaniec, Barbarę Skoczkowską, a trzeci jestem ja. Teraz decyzja należy do prezydenta Karola Nawrockiego. Mam nadzieję, że wybór będzie dobry dla Izby Odpowiedzialności Zawodowej, dla Sądu Najwyższego.

Nie wiadomo, kiedy ją poznamy, a już został Pan zaatakowany przez Onet. Podobnie, jak s. Agnieszka Góra-Błaszczykowska, kandydatka na prezesa Izby Pracy. Zaskoczenie?

W gorących okresach przedwyborczych faktycznie aktywizują się różne siły. Podobnie było, gdy kandydowałem na I Prezesa Sądu Najwyższego, wówczas też pojawiały się zaskakujące publikacje. Mogę ubolewać nad taką formułą, bo w przekazach mnie dotyczących, zawsze pojawiają się przeinaczenia, wręcz insynuacje, kłamstwa. Tak było i tym razem. Kontekst artykułu wprowadzał odbiorcę w błąd, podważał moje kompetencje, naruszał dobre imię. Nie znam żadnego dziennikarza Onetu, a nie zwykłem rozmawiać o sprawach służbowych (jeśli nie jestem do tego upoważniony), ale i prywatnych, z osobami, których tożsamości nie znam i nie uwierzytelniłem. Osoba podająca się za dziennikarza podczas próby kontaktu telefonicznego, została przeze mnie odesłana do właściwych służb informacyjnych w SN. Chcę też podkreślić, że złożyłem oświadczenia o istnieniu w mojej ocenie podstaw do swego wyłączenia w sprawach objętych zainteresowaniem mediów, na podstawie całkowicie innych przesłanek od tych, które były mi imputowane. Jeśli sąd podzieli moje stanowisko, nie wcześniej, możliwe będzie moje wyłączenie w tych sprawach. Sytuacja przedziwna, którą odebrałem, jako formę nacisku. Oczywiście, każdy z nas ma prawo do swoich poglądów, do swojej oceny, ona może być subiektywna, ale nie może przekłamywać, czy fałszować rzeczywistego obrazu. Na mediach ciąży bardzo duża odpowiedzialność, tak jak i na sędziach. 

Orzeczenia IOZ dotyczą wykroczeń, przestępstw, deliktów dyscyplinarnych m.in. prokuratorów i sędziów. Ich treść nierzadko wzbudza ogromne emocje.

Izba Odpowiedzialności Zawodowej na pewno jest instytucją bardzo istotną z punktu widzenia dbałości o standardy prawidłowego, zgodnego z prawem funkcjonowania w ramach różnych grup zawodowych. To są m.in. sędziowie, prokuratorzy, ale również pełnomocnicy profesjonalni (adwokaci, radcowie prawni), czy lekarze. Dlatego standardy powinny być zachowane jak najwyższe. Dobrze, że te sprawy są rozpatrywane przez organ, który nie mieści się jako instancja odwoławcza w określonych korporacjach zawodowych; to już powoduje, że ocena zachowań podmiotów objętych postępowaniem przed IOZ powinna być bardziej obiektywna. Mogłyby występować różnego rodzaju zjawiska nieprawidłowe, jeślibyśmy zostawili orzekanie w instancji ostatecznej w ramach grup zawodowych, z których dany obwiniony czy oskarżony się wywodzi. 

Ale najbardziej irytuje tempo. Skrajnym przypadkiem była historia sędziego z Wrocławia, prawomocnie skazanego za kradzieże, a i tak przez długie lata pozostającego aktywnym sędzią. Nawet dostał nagrodę jubileuszową. 

Osobiście uważam, że postępowania powinny być sprawniej prowadzone. Z punktu widzenia dobra wymiaru sprawiedliwości, dobra państwa, ale także z punktu widzenia gwarancji prawnych samych obwinionych czy oskarżonych, bo wydłużone postępowania wprowadzają stan niepewności, co do ich statusu. Przecież te osoby często dalej wykonują obowiązki zawodowe, a to się przekłada znów, jak w układzie domina, na ochronę praw osób będących podmiotami postępowań toczących się przed tymi obwinionymi lub z ich udziałem. Kolejna kwestia, nad którą szczególnie boleję, a dotykająca bezpośrednio orzecznictwa IOZ, to nierozwiązany nadal systemowo problem odpowiedzialności funkcjonariuszy reżimu komunistycznego za popełnione zbrodnie na własnym narodzie. Chciałbym przypomnieć, że byłem głównym sprawozdawcą uchwały dotyczącej zbrodni komunistycznych traktowanych jako ludobójstwo. W wielu przypadkach ta sprawiedliwość w odbiorze społecznym niestety nie jest realizowana wystarczająco szybko lub w ogóle. Wydaje mi się, że warto byłoby w ramach warsztatów specjalistycznych z udziałem organów Sądu Najwyższego, prelegentów z  dużym doświadczeniem, ale również pracowników, prokuratorów IPN ustalić zasady, które pozwolą w sposób bardziej efektywny, poprawny i zarazem legalny sporządzać wnioski o pociągnięcie do odpowiedzialności za takie czyny. Bo państwo, naród i ofiarność wielu cichych Bohaterów, a odchodzących już, zdecydowanie tego wymaga.

Od dwóch lat toczy się spór dotyczący funkcjonowania prokuratury, a jego końca chyba nie widać?

Niestety, to prawda. Przypomnę, że byłem pierwszym sędzią SN w IOZ, który zakwestionował delegacje niektórych prokuratorów, domagając się przedstawienia przez nich legalnych aktów powołań czy aktów potwierdzających delegację. Pojawiają się bowiem wnioski pochodzące od prokuratorów właściwie delegowanych czy awansowanych, ale również od takich, co do których delegacji lub awansu należy mieć wątpliwości, co do ich legalności. Nie zgadzam się na zrównanie statusu prokuratorów, bo ewidentnie mamy obecnie problem z legalnym działaniem niektórych osób stających przed Sądem Najwyższym. Moja koncepcja zaczyna chyba zdobywać zresztą w ostatnim czasie akceptację innych składów orzekających w SN.

Równocześnie w SN działa spec-zespół prokuratorów – powołany przez ministra Waldemara Żurka, których działania trudno inaczej ocenić, niż obstrukcja? 

Składają oni wnioski o wyłączenie/wykluczenie w toku postępowań także przed IOZ. Ale kogo? Bo nie używa się w treści tych wniosków określenia stanowiska zawodowego, urzędu sędziego, tylko wskazuje się osoby jako prywatne, poprzez podanie tylko ich danych osobowych. Przy okazji jednej ze spraw przed IOZ przeprowadziłem szerszy wywód (utrwalony, a przez to dostępny opinii publicznej) na temat całkowitej nielogiczności treści tych wniosków. Po pierwsze, procesowe prawo polskie nie zna żadnego „wykluczenia” jako instytucji prawnej. Po drugie, wyłączenie może dotyczyć tylko sędziego. Jeżeli więc podważa się nasz status i odmawia uznania, że jesteśmy sędziami, to podkreślam, również instytucja wyłączenia osoby prywatnej nie jest znana w polskim prawie. Logika się kłania.

Trwa też inny spór – o rzeczników dyscyplinarnych. Była zapowiedź uchwały SN, która miała uciąć spekulacje.

Rzeczywiście, zastanawialiśmy się wstępnie, w ramach Izby, nad potrzebą podjęcia takiej uchwały. Inicjatorem miał być sędzia Kozielewicz, ale przeszedł w stan spoczynku. Liczę, że po wyborze nowego prezesa wróci ten pomysł, bo uchwała jest potrzebna. 

Zdaniem sędziego SN, kandydata na prezesa IOZ, kto jest legalnym, głównym rzecznikiem dyscyplinarnym: Piotr Schab, czy Joanna Raczkowska?

W mojej ocenie, ale myślę, że także innych członków składów orzekających, mamy tylko jednego głównego rzecznika dyscyplinarnego. Przepisy prawa są bowiem jasne, nadal obowiązują, brak więc jakichkolwiek wątpliwości. Głównym rzecznikiem dyscyplinarnym dla sędziów sądów powszechnych jest sędzia Piotr Schab. Działają legalnie również i jego zastępcy. Ich kadencja jeszcze nie upłynęła, a brak jest podstaw do jej przerwania na podstawie obowiązującej regulacji. A trzeba podkreślić, że fundamentalną ideą stworzenia tych regulacji było uniezależnienie rzeczników dyscyplinarnych od wpływu władzy wykonawczej właśnie także poprzez zagwarantowanie ich nieodwoływalności przed upływem określonej ustawowo kadencji.

Ale wobec sędziów Piotra Schaba, Przemysława Radzika, Michała Lasoty wszczynane są postępowania dyscyplinarne i karne, za to, że wykonują swoje obowiązki.

Można ubolewać nad tym, że państwo polskie korzystając z rozmaitych narzędzi - w tym przypadku z naruszeniem granic prawa - uderza w swoich funkcjonariuszy, wykonujących legalnie swoje obowiązki. Przybiera to zresztą różne formy. Chociażby komunikatów ministra sprawiedliwości, w których sumuje się jakieś kwoty potencjalnych odszkodowań, wypłacanych rzekomo tylko z powodu orzekania przez danego sędziego. Także moje nazwisko się tam pojawia. Kwoty te są wypłacane wyłącznie na podstawie ugód (a nie prawomocnych orzeczeń sądowych) na rzecz określonych podmiotów, nie wiadomo za czyją zgodą zawieranych i czy z zachowaniem rygorów dyscypliny finansów publicznych, bez należytej dbałości o interes Skarbu Państwa. To także działanie poza granicami prawa.

Polityka wtargnęła na sale rozpraw, pojawia się nawet w wyrokach, a niektórzy sędziowie wprost są nazywani „politykami w togach”. Chyba trudno o coś bardziej destrukcyjnego dla zaufania do wymiaru sprawiedliwości?

Sędziowie mają wykonywać swoje obowiązki, a nie wchodzić w politykę i stawać się politykami. To oburzające. Przypominam takim koleżankom i kolegom, że powinni zdjąć łańcuch i togę, jeżeli chcą aktywnie uprawiać politykę. Zwrócę również uwagę, że do tej pory nie podnosiliśmy wątpliwości, co do statusu innych sędziów, powołanych przed 2017 rokiem, również w procedurach przed niedemokratycznymi organami komunistycznego państwa. A przecież ich nie brak, jeśli chodzi o postępowania przed Krajową Radą Sądownictwa sprzed 2017 r. Poza tym są osoby w wymiarze sprawiedliwości, które nie zostały powołane na urząd sędziego przez prezydenta. Jeżeli byśmy ortodoksyjnie do tego podchodzili, to powinniśmy zacząć od zweryfikowania przede wszystkim tej grupy osób. Ponadto wciąż nie wiadomo z jakiego źródła, niezweryfikowana dotąd grupa osób co do swej własnej prawidłowości powołań (dotyczy to także członków wielu międzynarodowych trybunałów), może czerpać upoważnienie do oceny legalności statusu swych kolegów i koleżanek po fachu? „Dogmatu” legalności powołań i następczo nieomylności ocen - uprzywilejowanej w ten sposób - grupy sędziowskiej próżno szukać tak w orzecznictwie krajowym jak i międzynarodowym czy też w doktrynie. Nasze poczucie odpowiedzialności za państwo powoduje, że nie wykonujemy symetrycznych ruchów wobec „starszych stażem” sędziów. Stąd apel, niech wszyscy skupią się wyłącznie na działalności, do której zostali powołani, czyli do orzekania na rzecz Polski i na rzecz Jej obywateli.

 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane