Choć zdecydowana większość Rosjan popiera zbrodnicze działania armii rosyjskiej na Ukrainie, a po wybuchu wojny - nawet według niezależnych badań - poparcie dla Putina i jego barbarzyńskiej kamaryli wzrosło jeszcze bardziej, Tomasz Lis zdecydował się wystąpić w obronie tzw. zwykłych Rosjan.
- pisze naczelny "Newsweeka" w najnowszym numerze tygodnika.
I wyjaśnia:
Nie można stosować wobec Rosjan odpowiedzialności zbiorowej. Co innego wyrzucić z rywalizacji reprezentację Rosji, a co innego wybitnego sportowca. Wykluczony właśnie z Wimbledonu Danił Miedwiediew reprezentuje siebie tak jak nasza Iga Świątek. Uderzając w sportowców, daje się propagandzie Putina argument, że Zachód nie walczy z nim, ale ze wszystkimi Rosjanami, nawet jeśli są to wybitni sportowcy mieszkający w Miami czy Monte Carlo i z Putinem nie chcą mieć nic wspólnego.
Tomasz Lis poucza też:
Większość Rosjan niestety popiera Putina. Ale mimo że to wojna Rosjan, a nie tylko Putina, to trzeba ją toczyć raczej z Putinem i jego armią niż z Rosjanami. Może za jakiś czas okażą się mniej prokremlowscy, niż nam się dziś wydaje.
Słowa te brzmią szczególnie, gdy przypomnimy sobie "miętę", jaką red. Lis czuł do rosyjskich przywódców wcale nie tak dawno:
Najpierw Miedwiediew zarzucał polskim władzom „rusofobię” i obrażał, nazywając „marionetkami polityków zza oceanu”. Dziś tę propagandę w mediach RASP kolportuje Tomasz Lis. Cóż, panowie od lat mają do siebie słabość. pic.twitter.com/lDG9bCSDdw
— Samuel Pereira (@SamPereira_) April 3, 2022