Gorzowska prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie incydentu na słubickim moście granicznym z 29 czerwca, gdzie miało dojść do znieważenia mundurowych pełniących służbę na granicy polsko-niemieckiej. W poniedziałek nadzorująca gorzowską jednostkę Prokuratura Regionalna w Szczecinie zdecydowała, że Bąkiewicz powinien usłyszeć zarzut w tej sprawie.
Bąkiewicz nie próżnował. Dziś zjawił się w gmachu prokuratury. Już na wejściu został zatrzymany przez ochronę.
- Myślę, że jeśli zapyta się pan rzecznika prasowego albo któregokolwiek z prokuratorów, to nie będzie żadnego problemu - tłumaczył.
Pracownik ochrony nieustępliwie rozkładał ręce: „pierwsze słyszę w ogóle… ale kto to prowadzi?”.
Ten człowiek przyszedł do urzędu. Pan nie wpuszcza człowieka do urzędu? Kim pan jest? - dopytywał Janusz Życzkowski, dziennikarz Telewizji Republika. – Proszę się nie zachowywać ponad swoje kompetencje – dodał, na co ochroniarz przytaknął.
- Dobrze pan wchodzi i zamykamy drzwi – wypalił ochroniarz, nie wpuszczając mediów.
Gdy kilka minut później drzwi się uchyliły, Bąkiewicz wyszedł zrezygnowany.
- Myślę, że pocałuję przysłowiową klamkę tutaj - mówił mediom, gdy grupa pracowników prokuratury przyglądała się wszystkiemu za zamkniętymi drzwiami.
- Mamy do czynienia z tym, że prokuratura przeciąga sprawę. Chce dokonać zatrzymania w zupełnie innym miejscu. Mają być media, ma być spektakl. O to tak naprawdę chodzi. Tego potrzebuje dziś władza. Skoro jestem tym groźnym przestępcą to nic nie stoi na przeszkodzie, by już teraz mnie zatrzymać – mówił Bąkiewicz.
Zadeklarował, że stawi się w gmachu prokuratury w czwartek z samego rana.