- Służba Więzienna jest tak zhierachizowana, że nie wierzę, by dyrektor jednostki penitencjarnej mógł bez wiedzy swoich przełożonych, centralnego zarządu, taką decyzję [wniosek dot. Ryszarda Cyby] podjąć. Oni wiedzieli, że on jest wypuszczony. W dniu, w którym jest wypuszczany, zorientowali się pewnie, co zrobili i dopiero wtedy złożyli wnioski m.in. o obrączkę elektryczną. Decyzją sądu jest kuriozalny, brak działań prokuratury jest kuriozalny, przede wszystkim, nawet gdy mamy do czynienia z choroba, w takich sytuacja jest przerwa w karze i obrączka elektroniczna, a w normalnych przypadkach leczenie w kryminale. Ja się nie spotkałem, a konsultowałem się też z więziennikami, że w ciągu ostatnich 10-15 lat pamiętają jeden przypadek, żeby sąd wobec osoby, która siedzi w kryminale, zastosował zawieszenie postępowania wykonawczego - powiedział w TV Republika Michał Woś, były wiceminister sprawiedliwości.
Jak ujawniła, TV Republika, Ryszard Cyba, zabójca Marka Rosiaka, w marcu 2025 r. opuścił zakład karny i trafił do domu pomocy społecznej (druga wersja mówi o ośrodku dla bezdomnych). Tam, po ataku szpadlem na pensjonariusza, został skierowany do cywilnego, otwartego szpitala na oddział psychiatryczny. Wczoraj pojawiła się informacja, że opuścił szpital. Gdzie jest dziś? To pozostaje zagadką.
- Ryszard Cyba przebywa na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu - napisało wczoraj wieczorem Ministerstwo Zdrowia na Twitterze. Współpracujemy w tym zakresie z Ministerstwem Sprawiedliwości - dodało. Kilka godzin wcześniej. łódzka prokuratura informowała z kolei nasz portal, że Cyba przebywa w Domu Pomocy Społecznej.
Dzisiaj o sprawie mówił w programie Michała Rachonia Michał Woś, były wiceminister sprawiedliwości, odpowiedzialny za więziennictwo.
- Kiedy nadzorowałem Służbę Więzienna, nie było przypadku, żeby wypuszczać dożywotniaka, osobę skazaną za zabójstwo, do tego stosując instytucję zawieszenia postępowania wykonawczego. To totalny absurd - stwierdził. Woś przyznał, że możliwość taka wykorzystywana jest w skrajnych przypadkach, m.in. chorób terminalnych wiążących się często z ciężkim stanem chorego.
- Cyba nie przebywał w ZK w Czarnym w czasie naszych rządów, on tam trafił w ciągu ostatniego roku, bo tam jest oddział szpitalny i geriatryczny. To nie jest jedyny przypadek dożywotniaka w podeszłym wieku. Ludzie w więzieniach także umierają, taka jest prawda. Jest wielu obłożnie chorych, którymi SW się zajmuje. Przesłanka zawieszenia czy przerwy w karze - to sąd może zarządzić, ale powinien nałożyć obrączkę i z taką obrączką jest kontrola państwa
- powiedział Michał Woś.
Zaznaczył, że wypuszczanie Cyby do DPS to narażenie na niebezpieczeństwo znajdujących się tam pensjonariuszy i pracowników.
- Odpowiedzialni za to powinni karnie odpowiadać - podkreślił.
- W więzieniach są szpitale psychiatryczne i nie ma problemu, by taką osobę przewieźć i umieścić w oddziale za murami więzienia, by zapewnić bezpieczeństwo Polakom. Znając te procedury, nie wierzę, że o tej sytuacji, o wypuszczeniu, o wniosku administracji więzienia, nie wiedziała wiceminister sprawiedliwości, Maria Ejchart, minister sprawiedliwości Adam Bodnar, a za nim - szef rządu Donalda Tusk. Jeśli te trzy osoby mogły mieć tę wiedzę - to trzeba zadać pytanie, o jakie celowe działanie chodziło, o jaką prowokację. Trzeba było go wypuścić, by wziął udział w "marszu patriotów"? To są rzeczy szokujące
- powiedział były wiceminister sprawiedliwości.
Zdaniem Wosia, "skala patologii w tej sprawie jest tak daleko idąca, że to nie mogło odbyć się bez wiedzy politycznej".
- Sama "wypiska" dla Cyby to argument potwierdzający kłamstwa MS. Ministerstwo próbowało wmówić, że nie wyszedł na wolność - a to dowodzi, że wyszedł na wolność
- dodał.
Podkreślił, że sprawa została także zlekceważona przez prokuraturę, która mogła m.in. wnieść zastrzeżenia przed sądem lub złożyć zażalenie na decyzję sądu, a po ataku Cyby na pensjonariusza DPS - prokurator mógł wnieść o wznowienie postępowania, a Cyba powróciłby za kraty.
- Bodnar nie zrobił nic, a ma narzędzia ku temu, by złożyć wniosek o odwieszenie postępowania. Wszystko łączy się w jedną całość. Pytanie, jaki cel polityczny chcą osiągnąć - stwierdził Michał Woś.
Podkreślił, że administracja więzienna zna najgłośniejsze przypadki, jakie przebywają w kontrolowanej przez nich jednostce penitencjarnej.
- Każdy jeden papier obracają 15 razy w każdą stronę, żeby błędu nie popełnić. Dyrektor więzienia współpracuje z komisją penitencjarną, więc więcej par oczu widziało, co się dzieje, nikt nie mógł tam nic podrzucić "cichaczem" - powiedział Woś.
Zaznaczył, że w "najważniejszych przypadkach mieliśmy na raporty na biurko Ministerstwa Sprawiedliwości" i tam były informacje o wszystkich sytuacjach związanych z tego rodzaju więźniami i o każdym zdarzeniu nadzwyczajnym.
- SW jest tak zhierachizowana, że nie wierzę, by dyrektor jednostki penitencjarnej mógł bez wiedzy swoich przełożonych, centralnego zarządu, taką decyzję podjąć. Oni wiedzieli, że on jest wypuszczony. W dniu, w którym jest wypuszczany, zorientowali się pewnie, co zrobili i dopiero wtedy złożyli wnioski m.in. o obrączkę elektryczną. Decyzją sądu jest kuriozalny, brak działań prokuratury jest kuriozalny, przede wszystkim, nawet gdy mamy do czynienia z choroba, w takich sytuacja jest przerwa w karze i obrączka elektroniczna, a w normalnych przypadkach leczenie w kryminale. Ja się nie spotkałem, a konsultowałem się też z więziennikami, że w ciągu ostatnich 10-15 lat pamiętają jedne przypadek, żeby sąd wobec osoby, która siedzi w kryminale, zastosował zawieszenie postępowania wykonawczego
- powiedział Michał Woś.