Straż Graniczna informowała wczoraj, że reżim Łukaszenki zwozi kolejnych migrantów w pobliże granicy z Rzeczpospolitą Polską.
"Po stronie białoruskiej kolejne grupy cudzoziemców ukryte za lasem, kilkaset metrów od linii granicy, czekają aby w dogodnym czasie i miejscu próbować nielegalnie dostać się do Polski" - poinformowała na Twitterze Straż Graniczna. Na granicy polsko-białoruskiej na wysokości Usnarza Górnego wciąż koczuje grupa migrantów. Redaktor pytała o sytuację na naszej wschodniej granicy.
Każdego dnia są próby nielegalnego przekroczenia granicy. Informował również o tym minister Kamiński. Szacujemy, że nawet do 10 tys. migrantów zostało w ostatnich tygodniach ściągniętych celowo przez Aleksandra Łukaszenkę na Białoruś, celem ich następnie przeszmuglowania przez granicę Unii Europejskiej czy to na Litwę, czy to na Łotwę, czy do Polski
– podał wiceminister.
Ocenił, że właśnie dlatego jest taka twarda pozycja rządu polskiego w tej kwestii.
Wiedzieliśmy, że jeśli przepuścimy jakąkolwiek grupkę, przy jakiejkolwiek argumentacji – tą którą podpowiadała opozycja w Polsce, to za tą grupą 30 osób, przyjdzie kolejna setka, a za nią kolejny tysiąc i mielibyśmy murowany kryzys migracyjny na granicy. Stąd też konieczność zachowania regulacji takich, jakie one są, stąd też konieczność wprowadzenia stanu wyjątkowego w miejscowościach przygranicznych, aby wprowadzić tam porządek, aby zapewnić bezpieczeństwo wschodniej granicy polskiej i wschodniej granicy Unii Europejskiej – powiedział.
– My też mamy swoją odpowiedzialność w ramach UE – dodał.
Opozycja podczas debaty o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w pasie z Białorusią, opozycja formułowała argumenty, że polski rząd nie współpracuje z NATO, że nie koordynuje sytuacji z Frontexem – unijną agencją, która jest dedykowana strzeżeniem granic, że decyzje podejmujemy na własną rękę, nie konsultując i nie współpracując z innymi.
Wiceszef MSZ rozprawił się z tymi tezami.
Niestety opozycja nie do końca przygotowała się przed tą debatą sejmową. Wystarczyło zobaczyć na komunikaty ministerstwa spraw zagranicznych. Odnosząc się do współpracy z Frontexem, pamiętajmy, że ta unijna organizacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo granic, nie ma swoich zasobów kadrowych i sprzętowych – opiera się na zasobach państw członkowskich
– podał.
#SygnałyDnia: Gościem audycji jest @marcin_przydacz (wiceszef @MSZ_RP) https://t.co/BZTeqpfvUV
— Jedynka – Program 1 Polskiego Radia (@RadiowaJedynka) September 10, 2021
Powiedział, że gdy w lipcu Litwa poprosiła Frontex o wsparcie, oczywiście Frontex tego wsparcia udzielił, ale udzielił go w ten sposób, ze zwrócił się do państw członkowskich – na przykład do Polski.
Połowa z oficerów Straży Granicznej, która pojechała w ramach Frontexu na Litwę, to byli oficerowie polscy, a śmigłowiec, którym Frontex latał na granicy litewsko-białoruskiej to była maszyna udzielona przez nas, przez Rzeczpospolitą Polską. To też pokazuje żebyśmy mieli świadomość jak jest, bo być może wyobrażenie Frontexu jest nieco inne. My z Frontexem jesteśmy w bieżącym kontakcie
– mówił.
"Ja sam niedawno, trzy dni temu widziałem się z dyrektorem Frontexu. Rozmawialiśmy, wymienialiśmy się informacjami. Ocena przyczyn tego kryzysu na granicy jest pomiędzy nami absolutnie zbieżna. Podobnie z resztą z NATO. Nasz ambasador przy kwaterze głównej jest w zasadzie w codziennym kontakcie i ze mną i przekazuje informacje do NATO. Informujemy jaka jest sytuacja. Gdyby opozycja chciała, mogłaby najpierw zwrócić się z odpowiednim pytaniem do MSZ, z uprzejmością przekazalibyśmy w szczegółach z kim rozmawiamy, tak aby opozycja poczuła się odpowiednio doinformowana, choć o tym wszystkim komunikujemy w mediach od kilku tygodni" – powiedział.