Właściciele pensjonatów w Mielnie nie pamiętają tak fatalnego sezonu. Oczywiście z wyłączeniem pandemii, ale tamtego mrocznego czasu nie można porównywać z niczym innym. Zresztą jak mówią, teraz jest niewiele lepiej. Najważniejsze przyczyny? Oczywiście, rosnące koszty życia sprawiają, że Polaków nie stać na wakacje, które nie są wydatkiem pierwszej potrzeby. Ważniejsze są opłaty: czynsz, media, ubezpieczenia. Zbliża się rok szkolny, a to też dla rodziców niemały wydatek.
Pogoda w lipcu też na pewno nie pomaga. Deszcz leje codziennie. Niska temperatura sprawia, że wiele osób w ostatniej chwili rezygnuje z przyjazdu. Ludzie wybierają okazje w cieplejszych regionach. To wszystko prawda. Ale jest jeszcze jeden element, na który rzadko zwracamy uwagę.
Ludzie sami są sobie winni
Zdaniem jednego z przedsiębiorców... sami jesteśmy sobie winni. Bo choć ceny faktycznie poszybowały, to słynne "paragony grozy" często są mitem.
Prowadzę pensjonat już od 25 lat. Też mam w nim małą restaurację. I bacznie przyglądam się temu, co robi konkurencja, co robią turyści. Proszę mi powiedzieć, jak ma nie być paragonów grozy, skoro - za przeproszeniem - jeden idiota przychodzi, siada i zamawia, nawet nie patrząc na cenę, a przecież cennik wisi. Drugi kompletnie bezrefleksyjnie idzie do kuchni, waży i smaży prawie kilogramowy kawałek ryby, który jest nie do przejedzenia! No to czemu tu się dziwić, że potem na paragonie ląduje taka kwota, a pół ryby w śmietniku
– zauważa właściciel pensjonatu. Jego zdaniem to właśnie sprawia, że punkty gastronomiczne nad Bałtykiem są owiane złą sławą.
Ludzie widzą horrendalne rachunki i im się wydaje, że tu się zdziera z nich kasę. U mnie za 60 złotych można zjeść dwudaniowy obiad, w tym na deser ciasto domowej roboty. A zupy można sobie w tej cenie nalać, ile się chce
– wylicza.
Statystyki są zatrważające
Tymczasem nieoficjalne statystyki z trwającego sezonu są zatrważające. To prawdziwa katastrofa nad Bałtykiem. W miejscowościach takich jak Mielno, Pobierowo czy Sianożęty ruch turystyczny spadł rok do roku o prawie 60 procent! Duże miasta, takie jak Kołobrzeg czy Trójmiasto jeszcze sobie jakoś radzą. Tam sytuację ratuję turyści zagraniczni, głównie Niemcy, a w Trójmieście także Skandynawowie. W mniejszych ośrodkach robi się dramatycznie.
Niestety, wiele wskazuje na to, że w tym roku sytuacja przedsiębiorców żyjących z wynajmu pokoi niewiele się poprawi. Prognozy pogody nie są najlepsze, te ekonomiczne również.
Już dostaję pytania na przyszły rok. Ale co ja mam powiedzieć ludziom? Jak ja nie wiem, ile zapłacę za prąd na jesień?
– podsumowuje przedsiębiorca z Mielna.