Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Katarzyna Gójska: Rosja i Niemcy umożliwiły ludobójstwo na Wołyniu

Obserwuję z obawą trwające od kilku tygodni wzmożenie w sprawie walki z tzw. banderyzmem na Ukrainie. Widzę, jak osiąga ono kolejne stadia rozemocjonowania, a te emocje z kolei torują drogę straszliwej rosyjskiej propagandzie i – być może – doprowadzą Donalda Tuska do następnej kadencji. Ale po kolei.

Dogadanie się strony opozycyjnej (albo tego, co ją reprezentowało) z komunistami miało i ma daleko idące konsekwencje.

Brak upamiętnienia, brak polityki historycznej

Nowa Polska miała być Polską ogłupiałą – czyli niestarającą się wyjaśnić, zrozumieć i właściwie opowiedzieć swoją najnowszą historię. Musiała udawać, że PRL to kraj na miarę ówczesnych możliwości, może słaby, ale i tak dobrze, że go mieliśmy. Osadzeni przez Moskwę jego zarządcy otrzymali nie tylko gwarancje bezkarności, lecz de facto także ochrony dobrego imienia. Każda próba oceny była relatywizowana, żołnierze antykomunistycznego podziemia zamknięci w strefie kontrowersji, a agenci bezpieki masowo wybielani. Z kolei sami jej funkcjonariusze, po krótkotrwałym etapie delikatnego ostracyzmu, stali się ekspertami od bezpieczeństwa. W wojsku przez lata królowali i nadal mają ogromne wpływy ludzie szkoleni w Sowietach, a równocześnie ogromna część ludzi nie ma bladego pojęcia, kim był generał Kukliński, co zrobił dla Polski i całego zachodniego świata. W naszej przestrzeni publicznej oraz w świadomości nie ma w zasadzie opowieści o XX-wiecznej historii Polski. Ciągle większość upamiętnień z tego stulecia (pomników, tablic, cmentarzy) to przekaz komunistów, a nie opowieść niepodległej Polski. W takiej rzeczywistości nie ma miejsca na historię zagłady terenów dawnej Rzeczypospolitej. I nie ma ofiar jednego z ludobójstw dokonanych na Polakach – tego, które znamy jako wołyńskie. Nie ma i nie było działań na rzecz wydobycia naszych Rodaków z dołów śmierci, nie było i nie ma skutecznego egzekwowania zgód na ekshumacje, nie ma i nie było ich upamiętniania w Polsce – bo takie są skutki postkomunizmu i wiernego trzymania się rządów III RP, elit III RP warunków paktu z komunistami. Ofiary wojny polsko-bolszewickiej z terenów Polski są spowite zbiorową niepamięcią i ogólnopaństwowym zobojętnieniem, więc jakim cudem ta ogłupiała „wybieraniem przyszłości” machina instytucji miała zdobyć się na sprawczość w egzekwowaniu szacunku i pamięci wobec tych naszych współrodaków, którzy zostali gdzieś na polach setki kilometrów za naszą wschodnią granicą? Jako naród polegliśmy w walce o to, by komunistyczny zbrodniarz Jaruzelski nie był człowiekiem honoru i bywalcem studiów telewizyjnych, a mieliśmy mieć siłę upamiętnienia tych, których inny naród chciał pozostawić w wiecznej niepamięci i hańbie? 

Ekshumacje!

To prawda, że ideologia, która stała się podstawą działania ukraińskich nacjonalistów, dopuszczała popełnianie zbrodni na wszystkich, którzy zostali uznani za przeszkody na drodze do powstania niepodległego ukraińskiego państwa. Autorem tej ludobójczej koncepcji był w dużej mierze Bandera, a praojcem mieszkający przez długie lata w Polsce, we Lwowie, Doncow. I z oczywistych względów to Polacy z terenów dawnych Kresów – osadnicy, ale też ci, którzy żyli tam od wieków – byli postrzegani jako te przeszkody. Sęk w tym, iż katując polskich cywilów, UPA nie miała szczególnych powodów do chwały. Zabijała słabych i bezbronnych z nienawiści, ale równocześnie toczyła walkę z państwem, które na dziesięciolecia stało się katem snów o niepodległości. I to właśnie z tego drugiego powodu została zapamiętana i trafia dziś na sztandary. Nigdy nie spotkałam Ukraińca, który byłby dumny z UPA z powodu eksterminacji polskich wiosek czy dworów. O tej części dziedzictwa nie chcą słyszeć, nie znają jej czy nie dają jej wiary.

Czy to usprawiedliwia dzisiejsze państwo ukraińskie w blokowaniu ekshumacji polskich ofiar? Nic podobnego! To jedynie pozwala nam lepiej zrozumieć pełen kontekst sytuacji. Bo wiedza to narzędzie w walce o swój interes. Żeby być skutecznym, trzeba wiedzieć i rozumieć, a nie iść za głosem swoich wyobrażeń czy chwili. Dlatego zamiast walczyć z banderyzmem, trzeba było przede wszystkim nadal walczyć o wydobycie ofiar z dołów śmierci i godny pochówek. A Polska nigdy tego porządnie nie zrobiła. Trzeba było zabiegać o to choćby w rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi (to państwo bardzo wrażliwe na takie kwestie), budować presję międzynarodową w walce o humanitarne potraktowanie ofiar, a nie szarpać się z tym czy innym ukraińskim urzędnikiem w zaciszu tego czy innego gabinetu. Trzeba było zbudować międzynarodową presję wstydu, pod którym Kijów w końcu by skapitulował. A skala ofiar, powroty do Polski tysięcy trumien piętnowałyby kult Bandery czy Szuchewycza mocniej niż wszystkie najbardziej emocjonalne wystąpienia polskich polityków. 

Ale warto podkreślić jedno: ukraińscy nacjonaliści skończyli jak ich polskie ofiary w dużej mierze dlatego, że nie potrafili się z Polską porozumieć.

Nienawiść do Polski oznaczała śmierć. Szkoda, że do dziś ich następcy czy czciciele nie przepracowali intelektualnie tej części swojego dziedzictwa. 

Rozgrzeszanie Rosji

Ludobójstwa Polaków na Kresach nie byłoby, gdyby nie sojusz Niemiec i Rosji przeciwko naszemu państwu. O tym nie możemy zapominać. II RP ze wszystkimi swymi ułomnościami młodego, biednego i ponad wiek nieistniejącego państwa byłaby w stanie ochronić swoich ludzi przed niejednym UPA.

To antypolskie współdziałanie Berlina i Moskwy stworzyło na naszych ziemiach strefę śmierci. I, o zgrozo, Federacja Rosyjska bezczelnie podpiera się pamięcią ofiar wołyńskich, popełniając współcześnie zbrodnie. Nawet lepiej! Ma w Polsce pomocników (nie oceniam stanu ich świadomości, ale jest dla mnie jasne, iż wielu z nich rozumie, w czym uczestniczy), którzy swoim działaniem w sprawie Wołynia chcą wywołać wrażenie, iż jedynie UPA mordowała naszych rodaków na Wschodzie. I trzeba przyznać, że są w jakiejś mierze skuteczni: dziś nikt nie pamięta, że w lesie katyńskim ciągle Polacy leżą w dołach śmierci, nikt nie upamiętnia ponad 120 tysięcy rodaków zaszlachtowanych przez Moskwę w ramach tzw. akcji polskiej NKWD. Ta piekielna Rosja, której polskich ofiar nigdy nawet nie policzyliśmy, przedstawiana jest jak sprawiedliwy sędzia nad ukraińskim nacjonalizmem, a nie zwyrodniały kat, który gwałcił, torturował i mordował wiele pokoleń naszych przodków. Działacze partii Brauna wzywają do sojuszu z Kremlem przeciwko nowej rzezi, którą Kijów ma planować na Polakach, i są politycy po prawej stronie sceny politycznej, którzy rozważają z nimi koalicję i określają mianem ugrupowania patriotycznego. Naprawdę najwyższy czas oprzytomnieć i rozumnie ocenić, co kryje się zawsze w Polsce za wezwaniami do sojuszu z Rosją. To się bowiem nie zmienia od wieków. Klęska, i koniec.
 

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska