11 września portal niezalezna.pl ujawnił, że Dawid Kacprzyk, główny bohater afery w Szpitalu Południowym - młody lekarz zarabiający bajońskie sumy i pracujący na stanowiskach bez koniecznych kwalifikacji - pracuje obecnie w Centrum Medycznym w podwarszawskim Jaktorowie. Pełni tam dyżury jako internista, a pracę rozpoczął na początku września.
Naszemu reporterowi nie udało się jednak porozmawiać z Kacprzykiem. Lekarz po wyjściu z placówki zamknął się w aucie i odjechał, unikając jakiejkolwiek rozmowy.
[https://niezalezna.pl/polityka/dawid-kacprzyk-zakonczyl-dyzur-probowalismy-z-nim-porozmawiac-zobacz-zdjecia/579256?image=4]
Dziś Kanał Zero opublikował nagrane z ukrycia fragmenty rozmowy Kacprzyka w gabinecie z pacjentem-współpracownikiem redakcji. Mężczyzna zgłosił się do lekarza z dolegliwościami bólowymi, a pewnym momencie wizyty zagaił rozmowę stwierdził, że skądś kojarzy lekarza.
Dawid Kacprzyk odpowiedział bez wahania, że "z telewizji, ze Szpitala Południowego. Zapytany, o co chodziło, lekarz odparł:
"Afera polityczna".
Na pytanie czy był w nią zaangażowany, dodał: "No, niestety".
W dalszej części rozmowy stwierdził, że ma to związek z nadchodzącymi wyborami, a stać za tym może "PiS".
Z rozmowy wynika, że clou afery to dla Kacprzyka to "że młody doktor sobie Porsche jeździ", a pytany o zarobki, stwierdził, że "no, ale tak zarabiają dzisiaj lekarze".
- Jak się pan czuje z tą aferą? - zapytał obecny w gabinecie pacjent-dziennikarz.
- Mam to w dupie - odparł bez wahania Dawid Kacprzyk.
Następnie pokazał mężczyźnie na monitorze zdjęcia.
- To ja w porschaczku, i wielka afera tam
- powiedział.
Następnie stwierdził, że nie może przyjeżdżać pod przychodnię swoim Porsche Panamera. Dlaczego? "No bo będzie tu takie poruszenie na wsi, że się nie da funkcjonować. Znaczy nie, mi to mówię, mi to nie przeszkadza, no niech to się wszystko powyjaśnia i ok, nie?".
Jak ustaliliśmy, Kacprzyk przyjeżdża obecnie do pracy Mazdą.

screen Kanał Zero
Ton rozmowy zmienił się, gdy przy wypisaniu zwolnienia, pojawiła się nazwa redakcji. Kacprzyk nie tracił jednak pewnego rezonu. Stwierdził nawet, że niedługo być może sam powie o aferze.
- Ja się tym nie martwię, wie pan. Od takich spraw jest prokuratura, izby lekarskie - mówił o wyjaśnieniu sprawy.
- Proszę pana, każda afera się wyjaśnia, tak? I ta też się wyjaśni, tylko trzeba troszkę poczekać
- stwierdził.
Dawid Kacprzyk to były członek Koalicji Obywatelskiej i radny warszawskiej dzielnicy Ursus. Jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym medyk miał w trakcie specjalizacji z anestezjologii zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł. Z ustaleń Kanału Zero wynikało również, że politycy KO mieli być rejestrowani, badani i przejmowani przez lekarzy bez kolejki, miał funkcjonować także dla nich tzw. salonik VIP. Media ujawniły także, że na SOR - koordynowanym przez Kacprzyka - mogło dochodzić do zaniedbań, których skutkiem mogły być nawet zgony pacjentów.
Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie, jednak Kacprzyk wciąż nie został w nim przesłuchany. Młody lekarz wciąż ma także prawo wykonywania zawodu i nie spotkał się z żadnymi sankcjami ze strony samorządu lekarskiego.