Wczoraj wieczorem doszło do skandalicznej i bezprecedensowej sytuacji. Po anonimowych zgłoszeniach dotyczących możliwego pożaru oraz zagrożenia życia osób przebywających w lokalu, służby - straż pożarna oraz policja - weszły siłowo, wyważając drzwi, do domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku.
Z naszych ustaleń wynika, że interwencja w lokalu trwała kilkanaście minut. Mieszkanie było puste. Jak dodał w rozmowie z niezalezna.pl bryg. Jacek Jakóbczyk z gdańskiej straży pożarnej, służby próbowały oddzwonić na numer, z którego wysłano zgłoszenie, jednak nikt nie odebrał. Mimo to — z uwagi na możliwe zagrożenie życia — podjęto decyzję o natychmiastowej interwencji.
Dzisiaj szczegóły interwencji w domu rodzinnym prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku przedstawił podczas konferencji prasowej nadbryg. Wojciech Kruczek, komendant główny Państwowej Straży Pożarnej.
Z jego wypowiedzi wynika, że zgłoszenia dotyczące "pożaru oraz zagrożenia życia i zdrowia w jednym z mieszkań w Gdańsku" wpłynęły w odstępie kilkunastu minut.
- O godzinie 19.33 w sobotę wpłynęło zgłoszenie [dot. pożaru], 19.34 zostały zadysponowane siły i środki - 2 samochody gaśnicze i podnośnik. 19.42 byliśmy na miejscu i podjęliśmy działania weryfikujące. Było już obecne ratownictwo medyczne na miejscu, policja dojechała tuż za nami
- mówił nadbryg. Kruczek.
- Zweryfikowaliśmy następujące elementy: przez domofon nie było kontaktu z osobami wewnątrz, nie było oznak pożaru, nie było zadymienia. Weszliśmy na balkon, by zweryfikować zadymienie wewnątrz obiektu, jedno z okien było przejrzyste, można było zobaczyć, że nie było zadymione, drugie z okien było zaklejone folią, stąd była ograniczona widoczność. Po 15 minutach kolejny Zespół Ratownictwa Medycznego przyjechał na miejsce zdarzenia ze względu na kolejne zgłoszenie o zatrzymaniu funkcji życiowych pod tym samym adresem. Tutaj kierujący działaniem ratowniczym nie miał wątpliwości, że trzeba wejść do lokalu, zweryfikować, czy nie ma tam osoby, która potrzebuje pomocy medycznej, abstrahując od kwestii związanych z zagrożeniem pożarowym. Nie zastaliśmy osób poszkodowanych, mieszkanie było puste, nie odnotowano oznak pożaru, następnie protokołem został obiekt przekazany osobie zamieszkującej
- dodał.
Nadbryg. Wojciech Kruczek przekazał, że dowódca akcji "działania podjął je z najlepszymi intencjami, żeby zrównoważyć ryzyko zagrożenia zdrowia do życia do poniesionych strat materialnych. Uznał, że wyważenie drzwi jest absolutnie konieczne, by zweryfikować rezultaty".