Wczoraj wieczorem doszło do skandalicznej i bezprecedensowej sytuacji. Po anonimowych zgłoszeniach dotyczących możliwego pożaru oraz zagrożenia życia osób przebywających w lokalu, służby - straż pożarna oraz policja - weszły siłowo, wyważając drzwi, do domu rodzinnego prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku.
Z naszych ustaleń wynika, że interwencja w lokalu trwała kilkanaście minut. Mieszkanie było puste. Jak dodał w rozmowie z niezalezna.pl bryg. Jacek Jakóbczyk z gdańskiej straży pożarnej, służby próbowały oddzwonić na numer, z którego wysłano zgłoszenie, jednak nikt nie odebrał. Mimo to — z uwagi na możliwe zagrożenie życia — podjęto decyzję o natychmiastowej interwencji.
Jeszcze w nocy doszło do spotkania przedstawicieli Kancelarii Prezydenta RP - szefa Gabinetu Prezydenta RP, Pawła Szefernakera, oraz szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosza Grodeckiego z ministrem spraw wewnętrznych i administracji, Marcinem Kierwińskim, wraz z wiceministrami i szefami podległych mu służb.
Najpierw kaskadowe zgłoszenia dotyczyły środowiska TV Republika i innych redakcji, środowiska politycznego skupionego wokół prezydenta, dziś dotknęło to domu rodzinnego pana prezydenta. Kolejna czerwona granica została przekroczona
- powiedział po spotkaniu Szefernaker.
Tusk: Kilka spektakularnych prowokacji
W niedzielę rano rozpoczęła się w tej sprawie odprawa szefa rządu Donalda Tuska z udziałem ministrów i przedstawicielami służb.
W swoim wystąpieniu na początku odprawy, Tusk stwierdził, że "mamy do czynienia z może jeszcze nie z falą, ale kilkoma bardzo spektakularnymi prowokacjami, polegających na zgłoszeniach do straży pożarnej, do policji zagrożenia życia związanego z pożarem, zagrożenia życia dzieci".
- Okazuje się to prowokacją, ale skutkuje to tym, że tak jak w ostatnim przypadku, gdy dotyczyło to mieszkania rodziny prezydenta Nawrockiego, dochodzi do interwencji - zamknięte drzwi, wyważanie drzwi. To sprawa fatalne wrażenie, nie mówiąc już o tym, że mamy do czynienia z ewidentnym przestępstwem i z narastającym poczuciem zagrożenia, bo wiadomo, że sytuacje co najmniej dyskomfortowe dla tych, którzy są ofiarami takiej prowokacji
- powiedział Tusk.
Wskazał, że "wszystkie służby powinny dołożyć maksymalnych wysiłków, by dokonać identyfikacji osób, które się tym zajmują, tymi prowokacjami i jak najszybciej doprowadzić do ich zatrzymania". Dodał, że to uderzenie nie tylko "w poczucie bezpieczeństwa rodziny głowy państwa, ale też w całe poczucie bezpieczeństwa i stabilności państwa jako takiego".
Donald Tusk stwierdził, że działać trzeba szybko z powodu "narastającej fali spekulacji, takich czysto politycznych i spiskowych, jedna głupsza od drugiej, ale są bardzo nośne". Uderzył tu w "polityków opozycji, którzy mówią, że rząd organizuje te pseudozamachy".
- Ja sobie zdaję sprawę, że to nie tak prosto ustalić, szczególnie kogoś, kto jest biegły w tego typu niebezpiecznych zabawach. Zdaję sobie sprawę, że fałszywych zgłoszeń sam otrzymuję codziennie de facto z Narodowego [Rządowego] Centrum Bezpieczeństwa informacje o fałszywych zgłoszeniach, o podkładanych bombach w szkołach, elektrowniach, szpitalach - to jest plaga - ocenił szef rządu.
Wskazał, że priorytetem jest identyfikacja i zatrzymanie sprawców prowokacji, a także przegląd procedur, szczególnie w zakresie tego, że surowa kara zapisana w prawie nie odstrasza przestępców od tego typu działań.