Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Długie włosy, odbicie więźnia, plan porwania autora przemówień Jaruzelskiego i samotna walka o Czeczenię

Przed sądem stają w roli świadka trzy młode dziewczyny. Na ławie oskarżonych zasiada długowłosy chłopak, Adam Borowski. Wszystkie trzy dziewczyny, w tym młoda mężatka, oświadczają, że odmawiają zeznań, bo z oskarżonym wiążą je namiętne więzi uczuciowe. Sala płacze ze śmiechu, ale zgodnie z prawem sąd nie może zmusić owych „narzeczonych” do zeznań. Wreszcie wstaje mecenas Władysław Siła-Nowicki i oświadcza, że w świetle tych zeznań nie jest możliwe, by Borowski prowadził działalność konspiracyjną, bo mając trzy dziewczyny, nie miał na to czasu.

Jeśli można by wskazać człowieka, którego rządowi obecnej władzy najbardziej nie opłaca się zamykać do więzienia, to byłby to właśnie Adam Borowski. A mimo to Roman Giertych uparł się, by to zrobić. Giertych nie wywodzi się z tradycji solidarnościowej i nikt mu nie wytłumaczył, że brnie we wsadzenie do więzienia człowieka, który skutecznie odbił postrzelonego przez milicję Jana Narożniaka czy planował porwanie płk. Wiesława Górnickiego, autora przemówień Wojciecha Jaruzelskiego. Czy na kimś takim może zrobić wrażenie wyrok pół roku więzienia?

– Nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Wtedy się mówiło „rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata”. Mogę dodać, że pół roku to się i na bagnecie przesiedzi

– żartuje Borowski, który w stanie wojennym dostał 6 lat więzienia. Borowski jest znany obrońcom praw człowieka na całym świecie. W sprawie rosyjskiego ludobójstwa w Czeczenii odgrywał rolę sumienia Europy. Dokumentował zbrodnie, spisywał relacje ofiar, gromadził zdjęcia. Jego wystawa trafiła do Parlamentu Europejskiego.

Borowski, Leonardo da Vinci i Martin Luther King

Podczas jednego z pierwszych przemówień, po objęciu władzy przez Tuska, Borowski mówił pod Sejmem:

„Rozpocznę taką myślą Leonarda da Vinci, który powiedział, że nic tak nie wzmacnia władzy jak milczenie ludzi. Dlatego od pierwszego dnia ich bandyckich rządów, od pierwszego ich przestępstwa, nie milczymy. Prawo w tej chwili przegrywa z przemocą. Ale nic nie trwa wiecznie i niech pan Donald Tusk to wie. Musimy być gotowi na ofiary, na to, że pójdziemy do więzień. Martin Luther King wypowiedział takie zdanie, że kto nie przeciwstawia się złu, jest tak samo odpowiedzialny za to zło, jak ten, który to zło czyni”.

Borowski słusznie przewiduje, że może trafić do więzienia, bo jego działania są dotkliwe dla rządzących. Stoi na czele najważniejszych protestów po tym, jak kolejni przeciwnicy władzy trafiają za kratki. Roman Giertych szukał i znalazł, że w programie „Kulisy manipulacji” w Telewizji Republika Borowski powiedział, że Giertych jako adwokat współpracował z przestępcami. „Zapewniał nie tylko taką tarczę prawną, ale tutaj dawał swoich znajomych, godził się na to, żeby jego znajomi byli tymi słupami” – mówił.

Sąd skazał za to Borowskiego na przeprosiny, których nie będzie. „Nie przeproszę Romana Giertycha. Mogę iść do więzienia” – stwierdził, dodając, że powiedział o wiceprzewodniczącym KO prawdę i nie zamierza się wycofywać ze swoich słów. Sąd skazał go za to na pół roku bezwzględnego więzienia. Borowski zapowiedział, że jeśli trafi do zakładu karnego, natychmiast podejmie protest głodowy.

Frasyniuk i lider KOD Kasprzak oburzeni więzieniem dla Borowskiego

Giertych dokonał cudu: doprowadził do sytuacji, w której przeciwko zamykaniu Borowskiego, będącego szefem warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, wystąpili nawet autor najgorszych bluzgów na PiS Władysław Frasyniuk czy lider KOD Paweł Kasprzak. Napisali oni w swoim liście: „Nie zamierzamy milczeć. Wolność wypowiedzi odgrywa kluczową rolę w demokratycznych społeczeństwach i jako taka stanowi prawo podstawowe, zagwarantowane w prawie międzynarodowym i polskim. Jest to jedna z fundamentalnych zasad społeczeństwa demokratycznego oraz warunek rozwoju i samorealizacji każdego człowieka”. Stwierdzili też, że umorzenie sprawy Giertycha było pochopne: „My niżej podpisani uważamy, że Adam Borowski wypowiadając się w TV Republika na temat afery Polnordu miał prawo do wyrażenia swojej opinii również o Romanie Giertychu – osobie publicznej i byłym funkcjonariuszu Państwa. Co więcej, my również uważamy, że śledztwo w sprawie roli jaką w aferze Polnordu odgrywał Roman Giertych zostało umorzone zbyt pochopnie. Pamiętamy jego trzyletni pobyt poza granicami kraju i nieobecność nawet podczas kampanii wyborczej do Sejmu w obawie przed prokuraturą”. Obok Frasyniuka i Kasprzaka pod listem podpisali się inni ludzie z tamtej strony – Zbigniew Bujak, Zbigniew Janas czy Czesław Bielecki.

Odbicie więźnia pilnowanego przez 19 esbeków

Adam Borowski od najmłodszych lat był buntownikiem, na zdjęciach z młodości wygląda jak hipis. 

– Za długie włosy byłem ścigany już w ósmej klasie szkoły podstawowej. Nauczyciele mnie ganiali, żebym natychmiast poszedł do fryzjera, wzywano moich rodziców. Sprawiałem im kłopoty, bo mówiłem nauczycielom i dyrektorce: „Chcecie mnie wywalić ze szkoły, no to wywalcie. Prawo polskie jest takie, że muszę skończyć szkołę podstawową. Czy skończę ją u was, w 121 szkole na Różanej, czy gdzie indziej, to wszystko mi jedno”.

Akcje młodego Adama Borowskiego przeszły do legendy i pieśni. Wśród nich odbicie postrzelonego przez milicję w stanie wojennym Jana Narożniaka. Jan Krzysztof Kelus śpiewał o tym: „Ktoś nam przez mur krzyknął dziś na spacerniakach: gliny postrzeliły Jasia Narożniaka. Jasia Narożniaka – co za ludzie podli! – trzeba by za Jasia chyba się pomodlić. Modlitwa – modlitwą, a tu trzeba brzytwą albo jeszcze gorzej – sprężynowym nożem…”.

Sprężynowego noża jeszcze w rękach Borowskiego nie było, natomiast akcja odbicia więźnia się udała. Doszło do niej po jego operacji w szpitalu.
Adam Borowski wspomina: – Szukałem dojścia do tego szpitala, natomiast przywódca Solidarności w szpitalu, doktor Jurek Siwiec, skontaktował się z Romaszewskimi. I powiedział, że z tego szpitala można Janka wyciągnąć, tylko trzeba paru zdeterminowanych chłopaków.

Borowski miał takich ludzi i razem z lekarzami wymyślili scenariusz akcji. – Ja i Jurek Bogumił wystąpiliśmy w roli pielęgniarzy, a przed szpitalem czekał w samochodzie pogotowia energetycznego Mirek Radzikowski. Janka Narożniaka pilnowało 19 esbeków, a pod jego salą stało dwóch z kałasznikowami. Blok operacyjny w szpitalu był połączony z blokiem szpitalnym tylko dwoma łącznikami. W każdym stało dwóch milicjantów. Po drodze zamarkowaliśmy rozmowę, jaki ciężki dzisiaj dzień, że mamy trudną operację. Tamci nas nie zatrzymali. W kantorku przebraliśmy zielone kitle i zielone spodnie. Kilka dni wcześniej byliśmy na bloku operacyjnym, by nauczyć się, jak się tam naturalnie zachowywać – wspomina Borowski.

Po operacji Narożniak trafił na tzw. salę pooperacyjną.

– Tam przywitaliśmy Jasia umówionym hasłem: „Przysyła nas doktor Romaszewski”. Zawieźliśmy go do pustej sali, gdzie był wózek, węższy od szpitalnego łóżka, którym wywozi się tych, którzy operacji nie przeżyli. Przełożyliśmy Janka na ten wózek, pod którym mieliśmy białe kitle, bo zielone obowiązywały tylko na bloku operacyjnym. Wjechaliśmy wózkiem do windy, zatrzymaliśmy ją na półpiętrze, przebraliśmy te białe fartuchy. Przykryliśmy Janka biały prześcieradłem, jakby był nieboszczykiem. Do prosektorium prowadził długi korytarz. I na końcu tego korytarza były drzwi do prosektorium i na dwór. Tam tyłem nyską podjechał Mirek i my przenieśliśmy Janka do samochodu. Przed szpitalem był drugi samochód, którym kierował Kazio Hinc. Oni pokapowali się i wszczęli alarm dopiero… po dwóch godzinach, gdy Janek był już w mieszkaniu na Żoliborzu pod opieką lekarzy.

O akcji mówiła cała Polska, a Jan Krzysztof Kelus utrwalił ów tryumf w pieśni:

„Parę dni minęło – wie już Polska cała – że Jasio Narożniak zrobił gliny w wała. Mieli ze szpitala wziąć go do więzienia, ale mu pomogli chłopaki z podziemia”.

„Chcieli być jak Czerwone Brygady”

Nie była to najbardziej radykalna z akcji zaplanowanych przez Adama Borowskiego. Obmyślał on uprowadzenia płk. Wiesława Górnickiego, który pisał Jaruzelskiemu przemówienia. – Z tego powodu napisali o nas artykuł w „Trybunie Ludu”, że chcieliśmy być jak Czerwone Brygady – wspomina ze śmiechem Borowski.

Akcja miała być odwetem za aresztowanie Zofii Romaszewskiej.

– Moi ludzie ustalili, gdzie Górnicki chodzi bez obstawy i można go stamtąd zdjąć. 4 lipca SB aresztowało Zosię Romaszewską. Zbyszkowi Romaszewskiemu udało się uciec. My byliśmy z nimi bardzo zżyci. Uznałem, że Zosia musi być wolna. Wymyśliłem, że my zdejmiemy tego Górnickiego. Wiedziałem, gdzie stoi zapomniany przez Boga i ludzi barakowóz. Uznałem, że my tam Górnickiego, związanego i zakneblowanego, wsadzimy i zrobimy mu zdjęcie. I powiemy władzy: „Macie 48 godzin na wypuszczenie Zosi, inaczej my Górnickim przestajemy się interesować i niech umiera”.

Akcja nie doszła do skutku za sprawą donosu.

– Gdy patrzę z dzisiejszej perspektywy, to dzięki Bogu nas złapali, bo naprawdę byśmy to zrobili. I pewnie komuniści by nas zabili. Ale w czasie tego, jak przedstawiłem ten plan kolegom, był obecny agent wojskowych służb. Pojechał na „Mostowo”, doniósł i jeszcze tego dnia został aresztowany.

Trzy „narzeczone” Adama Borowskiego

W pierwszej instancji Borowski dostał 3,5 roku więzienia, w drugiej podwyższyli mu wyrok do 6 lat. Prokuratura chciała zmusić łączniczki Borowskiego, by zeznawały przeciwko niemu. Świadek w procesie nie mógł odmówić zeznań, jeśli nie jest rodziną oskarżonego lub osobą związaną z nim uczuciowo.

Wówczas doszło do owej najbardziej groteskowej sceny w komunistycznym sądzie.

– Moje trzy łączniczki zeznawały jedna po drugiej. Pierwsza powiedziała, że nie może zeznawać, bo wiążą ją ze mną sprawy uczuciowe. Sąd uznał ten argument i ona została na sali. Potem weszła druga, młoda mężatka. I też zeznała, że wiążą ją ze mną względy uczuciowe. To wywołało już szmer na sali. Na a potem pojawiła się trzecia dziewczyna, starsza o jakieś 10 lat, i też mówi, że wiąże ją ze mną uczucie. W tym momencie wstał mecenas Władysław Siła-Nowicki, poprawił togę i powiedział, że w świetle tych zeznań nie jest możliwe, by oskarżony prowadził działalność konspiracyjną, bo mając trzy dziewczyny, nie miał na to czasu. Sala pokładała się ze śmiechu.

Jak żartuje Borowski, zapowiedział wyciagnięcie konsekwencji z zeznań dziewczyn.

– Była przerwa i powiedziałem dziewczynom, że nie wiem, kiedy wyjdę, ale jak wyjdę, to zażądam konsumpcji tych związków. Dziś, jako 70-latek, mogę powiedzieć ze smutkiem, że tego nie zrobiłem.

To od niego zaczęli się Żołnierze Wyklęci

W III RP Adam Borowski też kilka razy zapisał się w historii Polski. W latach 90. jego oficyna wydawnicza Volumen wydała album „Żołnierze Wyklęci”, któremu towarzyszyła wystawa organizowana przez Ligę Republikańską. To wtedy określenie Żołnierze Wyklęci padło po raz pierwszy, a dziś jest w nazwie święta narodowego 1 marca.

Borowski stał też na czele Komitetu Polska-Czeczenia, który walczył z rosyjskim ludobójstwem na Kaukazie w czasie, gdy świata kompletnie ono nie obchodziło. Zbrodnie większe niż na Ukrainie uchodziły Putinowi płazem. Adam Borowski dokumentował, spisywał relacje ofiar, gromadził zdjęcia, organizował manifestacje. Jego wystawa trafiła do Parlamentu Europejskiego. Zabiegał o to, by rosyjskim ludobójstwem zajął się trybunał w Hadze. Ale państwa europejskie miały inne priorytety. Za ten błąd Europa płaci dziś zbrodniami na Ukrainie i zagrożeniem ze strony Rosji dla nich samych.

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej