W najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska", który już jutro trafi do kiosków:
Kochany, nienawidzony, oglądany
Program dla widza, a nie dla elity. Ale nieodmóżdżający, lecz odwrotnie – pokazujący to, co wśród zwykłych Polaków wspaniałe, mądre, ale też dowcipne czy zadziorne. I ludzi dotąd w mediach pomijanych. Ta filozofia Michała Rachonia, połączona z przeniesieniem do Polski najnowocześniejszych amerykańskich telewizyjnych technik, przyniosła mu sukces. A z nim także wielu wrogów. Co zabawne, po cichu… zrzynających wprowadzone przez niego pomysły
- pisze o telewizyjnym dziennikarstwie Michała Rachonia Piotr Lisiewicz.
ZOMO jak matka, SB jak tatka
- Po demonstracjach w obronie niezależności sędziego kapitana Iwulskiego i przedłużenia telefonu – sędziego Milewskiego wysłuchałem głosu Ewy Łętowskiej, zaniepokojonej interwencją policji. Wrażliwość pani Łętowskiej jest znana od 1987 r., kiedy została Rzecznikiem Praw Obywatelskich. ZOMO wtedy lało pałami, gazem i z armatek wodnych każdego, kto znalazł się w zasięgu jakiejkolwiek opozycyjnej manifestacji, nawet zupełnie przypadkowo. Widziałem kolegów bitych do nieprzytomności, kopanych, specjalnie poniżanych, bo odważyli się krzyknąć: „Solidarność” albo „Uwolnić politycznych!”
- możemy przeczytać w cotygodniowym felietonie Tomasza Sakiewicza "Wróg Ludu".
Wielkie zagłębie żon Platformy
Grzegorz Wierzchołowski, redaktor naczelny portalu "Gazeta Polska" oraz Piotr Nisztor opisują szczególny wkład w zwycięską kampanię PO w 2007 r. pewnej firmy. Jej właściciel to były senator PO, Tomasz M., którego nazwisko pojawia się na liście tzw. "dilera celebrytów". Co ciekawe, z firmą Tomasza M. związane były żony polityków, stanowiących dziś najbardziej rozpoznawalne twarze totalnej opozycji.
Gdyby nie afera VAT, żylibyśmy w lepszym kraju
Państwo straciło ponad 262 miliardy złotych. To jest olbrzymia suma i nie może być tak, że ci, którzy odpowiadają za ten stan, pozostaną bezkarni
– mówi Marian Banaś, wiceminister finansów, szef Krajowej Administracji Skarbowej.