Żeby dobrze zrozumieć, na czym polegał system ujawniony w Szpitalu Południowym (funkcjonujący w innych szpitalach i instytucjach w całej Polsce – bo przecież nie tylko w Warszawie), trzeba cofnąć się do słynnej rozmowy premiera Tuska z Romanem Giertychem, ujawnionej przez Republikę. Wiceszef klubu Koalicji Obywatelskiej i jednocześnie pełnomocnik szefa rządu opowiadał o swoich perypetiach z kandydowaniem, które miał mu komplikować Grzegorz Schetyna, oferując okręgi trudne wyborczo, będące bastionami PiS-u. Wówczas (pamiętajmy, iż Tusk był w tamtym czasie poza polską polityką) obaj mówili o „zj…ach”. Czyli sympatykach partii Jarosława Kaczyńskiego. Ci ludzie po prostu tak widzą Polskę: są oni – obywatele, ludzie światli i zorientowani oraz tamci – „zakute łby”, na które szkoda czasu, czyli zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości. W takim świecie żyją politycy partii Tuska, ich najwierniejsi zwolennicy, media i celebryci tworzący coś na kształt społecznego obozu władzy. Pogarda – oto gleba, na której wyrastają patologie w stylu Szpitala Południowego, luksusowego systemu opieki medycznej dla ludzi władzy, stawianie umocowania partyjnego powyżej umiejętności lekarskich przy zatrudnianiu w szpitalu. Wbrew temu, co starają się wmówić opinii publicznej politycy koalicji rządzącej, w Warszawie nie mieliśmy do czynienia z „proszeniem” o przyśpieszenie pomocy medycznej. Nie! Tam zbudowano alternatywny system opieki zdrowotnej dla swoich – uprzywilejowany, wygodny, bez limitów badań i porad specjalistów i działający wedle potrzeby, a nie kolejkowo. A zawiadowca tego luksusu dla „niezj...bów” mógł robić, co chciał z systemem dla „zj...bów”. Mógł wyciągać z niego pieniądze, tuszować błędy czy wręcz uczyć się na chorych ze zwyczajnego SOR jak na fantomach. I zapewne nie tylko on – pewnie i inni, którzy mieli polityczne plecy. System został zdemaskowany, ale wszystko wskazuje na to, że nie zostanie rozliczony czy nawet dokładnie opisany. Zupełnie otwarcie premier dał bowiem sygnał do twardej gry w sprawie tej afery. Ma być ostra walka z sygnalistą – żadnego kroku w tył, żadnego tłumaczenia. Ta strategia też koresponduje ze wspomnianą na początku rozmową – w końcu „elita” nie będzie tłumaczyć się „zj...om”. Będzie próba rozciągnięcia w czasie, zarzucenia insynuacjami, a być może i zarzutami (przynajmniej groźbami zarzutów) lekarza informującego o patologii z nadzieją, że wakacyjne zmniejszenie zainteresowania polityką też zrobi swoje. Wyzwaniem dla opozycji jest utrzymanie tego tematu w debacie publicznej, bo to będzie jedna z tych spraw, które mogą przesądzić o wyniku wyborów.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska. ZOBACZ co przygotowaliśmy 🫵🏻
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 1, 2026
Więcej na https://t.co/OnIeddfVvX oraz w wygodnej prenumeracie na https://t.co/4iBN2D7fFX#media #tygodnik #sroda pic.twitter.com/I8DYgl4SPX