Złożona z szefostwa grup politycznych i przewodniczącego PE konferencja przewodniczących Parlamentu Europejskiego zdecydowała w czwartek o dodaniu do porządku obrad przyszłotygodniowej sesji plenarnej punktu dotyczącego praworządności w Polsce.
Wniosek w tej sprawie złożyła Frakcja Odnowić Europę, uzasadniając to podpisaniem ustawy rozszerzającej dyscyplinarność sędziów w Polsce.
Jadwiga Wiśniewska, europosłanka PiS uważa, że takie decyzje są inspirowane działaniami polskiej opozycji w PE.
„Debata ma się odbyć w przyszłym tygodniu w bardzo późnych godzinach wieczornych, najprawdopodobniej w środę. Spodziewam się nikłego zainteresowania. Presja, jaka wywołują w PE przedstawiciele totalnej opozycji, bo tak sami siebie nazwali, budzi coraz większy niesmak. To niepotrzebne wynoszenie polskich spraw na forum europejskiej i przedstawianie Polski w złym świetle”
– wskazała.
Jej zdaniem tłem tej decyzji są zbliżające się wybory prezydenckie w Polsce.
„Ostatnie głosowanie nad rezolucją w sprawie Polski pokazało jednak, że w samym EPL znaczna część europosłów nie popiera tej hucpy, jaką sufluje opozycja. Były przewodniczący PE Antonio Tajani nie poparł rezolucji dot. praworządności w Polsce, jak również duża grupa francuskich eurodeputowanych z tej rodziny politycznej”
– wskazała.
Podobnego zdania jest europoseł Ryszard Czarnecki (PiS).
„To kolejne odgrzewanie starych kotletów. Jest to, jak policzyłem, już 11 debata na temat Polski w PE, licząc łącznie debaty w komisjach i na sali plenarnej w ciągu nieco ponad 5 lat. Nie ma to żadnej mocy wiążącej w wymiarze formalno-prawnym”
– powiedział Czarnecki.
Dodał, że jest to „presja wywierana na Polskę" przez grupy polityczne w PE, m.in. lewicy, liberów, zielonych i w jakiejś części Europejskiej Partii Ludowej, którym – jak wskazał – nie podoba się polski rząd.
Jego zdaniem zainteresowanie debatą będzie niewielkie.
„Mogę założyć się, że frekwencja będzie na poziomie 6-8 proc.”
– zaznaczył.