W programie poruszono kwestię oświadczenia 30 sędziów Sądu Najwyższego, którzy stwierdzili, że nie będą orzekać razem z sędziami powołanymi po 2018 roku. Z kolei jeden z "nowych" sędziów złożył do I prezes SN wniosek o zbadanie, czy to oświadczenie nie oznacza zrzeczenia się przez sędziów urzędu.
"Ta sprawa wygląda na to, że ma swój bieg. Pani szefowa Sądu Najwyższego, prof. Manowska, zleciła badanie treści tego listu biuru analiz prawnych w SN. Rozumiem, że to się właśnie toczy. Jak mi się wydaje, jest zobowiązana, by przekazać to pismo razem ze stanowiskiem tego biura do pana prezydenta. Choć tutaj nie są wymagane już żadne decyzje, jak mówią prawnicy. Wygląda na to, że ci sędziowie, którzy chcieli wzniecić rokosz w SN, sami zapędzili się w kozi róg. Ta sprawa wygląda bardzo poważnie. Jest takie rozstrzygnięcie TSUE. Jest tam mowa, że sytuacja, kiedy sędzia sądzi, że nie będzie sądził z innym sędzią, jest wprost odmową wymiaru sprawiedliwości, a to jest łamaniem także unijnego prawa. I to jest w rozstrzygnięciu TSUE. Są podstawy prawne, by tak potraktować to wystąpienie 30 sędziów"
- ocenił Kuźmiuk.
Zeznania Marcina W.
Marek Falenta pytany o twierdzenia Marcina W., że w siedzibie jego firmy syn byłego premiera przyjął łapówkę 600 tys. euro, stwierdził, że "odpowiedź na to pytanie pozostawi sobie na komisję śledczą bądź weryfikacyjną”. O jego słowach dyskutowano w programie "Jedziemy".
"To jest rzeczywiście bardzo ciekawy fragment tej rozmowy. Trwa również postępowanie prokuratorskie, które zmierza do zweryfikowania tych informacji. Prokurator generalny powiedział, że zwrócił się o pomoc prawną do strony amerykańskiej. Jednym z problemów, które mają pomóc zweryfikować Amerykanie, jest sprawa filmu. Marcin W. mówi, że ten filmik z tego brania łapówki został mu przesłany na telefon, a karta została zniszczona. Ponoć strona amerykańska może posiadać ten film, a prokuratura dąży do tego, by zweryfikować prawdomówność Marcina W."
- powiedział Zbigniew Kuźmiuk.
Pytany, czy potrzebna jest komisja śledcza, odparł, że "tutaj są dwa problemy: wchodzimy w rok wyborczy, w związku z tym, praca takiej komisji byłaby elementem kampanii wyborczej".
"Dobrze byłoby, żeby ta komisja spuentowała swoje działania. Po drugie, komisja śledcza sejmowa ma możliwość kontrolowania działań organów państwa w tych sprawach. PO chciała by badać zupełnie inne rzeczy. My nie uchylamy się od tego, by taka komisja powstała. Chcemy tylko, by ona dogłębnie zbadała funkcjonowanie ówczesnych struktur czy instytucji państwa w tej szeroko pojętej aferze węglowej"
- zaznaczył europoseł PiS.
"Nie znamy wszystkich kulisów działań Marka Falenty, Marcina w. czy firm rosyjskich, ale nie ulega wątpliwości że w latach 2013-2015 Rosjanie mocno rozepchnęli się na polskim rynku węglowym. To właśnie wtedy stworzyli podstawową infrastrukturę do zdecydowanie większego importu rosyjskiego węgla niż do tej pory. PO oskarża, że za naszych rządów wzrósł import rosyjskiego węgla, ale to w końcówce ich rządów stworzono infrastrukturalne i finansowe podstawy, by ten eksport wzrósł. Zmieciono z rynku firmy obu panów, a infrastrukturę przejęły firmy wprost związane z Rosjanami bądź powiązane z nimi"
- podkreślił polityk.