Mówi się, że „papier wszystko przyjmie”. SOR już nie. Wokół Warszawskiego Szpitala Południowego wciąż padają pytania: „Czy ktoś to zgłaszał?”, „Czemu nikt nie reagował?”. My reagowaliśmy i reagujemy w sprawie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu, apelując jednocześnie o pilną kontrolę. Podkreślam: niezależną kontrolę funkcjonowania SOR, weryfikację zgodności dokumentacji ze stanem faktycznym i wyjaśnienia przyczyn ewentualnej rozbieżności, ocenę wpływu obecnego modelu organizacji pracy na bezpieczeństwo pacjentów oraz czas oczekiwania na udzielenie świadczeń – mówi „Codziennej” Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
– W Toruniu to braki kadrowe łatane bilokacją lekarzy i maskowane kreatywną dokumentacją. Podczas części dyżurów na SOR-ze brakuje lekarza systemu, a opiekę nad pacjentami sprawują lekarze zatrudnieni w innych oddziałach szpitalnych, którzy jednocześnie wykonują swoje podstawowe obowiązki w oddziałach macierzystych i na blokach operacyjnych. Może to wydłużać czas oczekiwania na uzyskanie pomocy, a nawet zagrażać życiu i zdrowiu pacjentów w stanach nagłych
– mówi Krajewski.
Dodaje, że to niezgodne z rozporządzeniem resortu zdrowia: „lekarze w liczbie niezbędnej do zabezpieczenia prawidłowego funkcjonowania oddziału, w tym do spełnienia warunków dotyczących czasu oczekiwania na pierwszy kontakt z lekarzem w poszczególnych kategoriach pilności, przy czym co najmniej jeden lekarz przebywający stale w oddziale będący lekarzem systemu”.
Z naszych informacji wynika, że nieprawidłowości w działaniu SOR-u były zgłaszane dyrekcji, resortowi zdrowia i NFZ od wielu miesięcy. Jednak bez efektu, a osoby, które zgłaszały nieprawidłowości, były zastraszane.
– Szpital, zamiast realnie rozwiązywać problem, maskuje go wskazywaniem wyżej wspomnianych lekarzy jako personelu SOR-u. Co natomiast stało się z sygnalistami, którzy sprawę zgłaszali? Są zastraszani i karani naganami. I tu jak w soczewce widać, czemu polska ochrona zdrowia nie umie wyrwać się z ciągłej patologii – bo jej zgłoszenie jest uciszane zamiast być początkiem procesu naprawczego – mówi Krajewski.
– Dwukrotnie rozmawiałem z panią dyrektor w sprawie nieprawidłowości na SOR-ze. Najpierw rozmawiałam z lekarzami. Ci pokazali mi grafik, według którego pracują na SOR-ze. Później zobaczyłam grafik SOR-u, który szpital wysłał do NFZ. To dwa różne grafiki! Jednak pani dyrektor stwierdzała w rozmowach, że nieprawidłowości nie ma, że nie są takie, o jakich mówią lekarze
– mówi „Codziennej” Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!