"Choć jest to kryzys migracyjny zaplanowany i stworzony przez Łukaszenkę w ramach prób destabilizacji Polski i całej wschodniej flanki NATO i Unii Europejskiej, nie chodzi tu o migrację ani nawet o samego Łukaszenkę. Chodzi o antyzachodnią strategię Kremla"
- ocenia Żaryn na łamach portalu zajmującego się obronnością.
Wszystko, by podzielić Europę?
Według rzecznika jest to element "długoterminowego i długotrwałego planu", by podzielić społeczeństwa i państwa Europy Środkowej i Wschodniej oraz podważyć jedność NATO i UE.
"Kreml chciałby zobaczyć je sparaliżowane, podupadłe i zdyskredytowane"
- dodaje.
Żaryn twierdzi, że białoruski dyktator "nawet nie ważyłby się" podjąć tak dużej operacji przeciwko Zachodowi bez wsparcia swojego "patrona" w Moskwie i to Moskwa jest głównym beneficjentem kryzysu, który jest przez nią wykorzystywany w wojnie informacyjnej. Według rzecznika odpowiedzialność Rosji jest od początku "bezsporna".
Widmo rosyjskiej agresji nad Europą...
Rzecznik ministra Kamińskiego twierdzi, że podobną funkcję odgrywa koncentracja rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Jego zdaniem choć nie jest jasne, czy manewry te stanowią wstęp do kolejnej rosyjskiej napaści, pewnym jest, że jest to część "wojny informacyjnej i zastraszania" ze strony Kremla.
"Ich celem jest porzucenie przez Kijów euroatlantyckich aspiracji i zmuszenie Zachodu do zapomnienia o Ukrainie"
- uważa Żaryn, wzywając, by Zachód nie dał się zaskoczyć przez działania Rosji jak w czasie pierwszej inwazji w 2014 r.
"Rosja jest państwem wrogim wobec Zachodu"
- podkreśla.
#Russia is flexing its mil muscles on border with #Ukraine to make Kiev drop its Euro-Atlantic aspirations & make the West forget about #UA. World must keep an eye on RUS’ actions (unlike in 2014). If need be, it must work out a response. @Militarydotcomhttps://t.co/megJhMsRWY
— Stanisław Żaryn (@StZaryn) December 17, 2021
"Imperialna polityka Kremla wobec Zachodu i zwłaszcza NATO jest w rozkwicie. Od dłuższego czasu widmo rosyjskiej agresji ciążyło nad Europą Środkową i Wschodnią. Nic nie wskazuje, by wkrótce miało się to zmienić"
- konkluduje autor.