Dwadzieścia kilometrów. Mniej więcej taki odcinek granicy polsko-białoruskiej przydzielono do strzeżenia funkcjonariuszom z placówki Straży Granicznej w Krynkach. Niezalezna.pl udała się w ten rejon w zorganizowanej grupie dziennikarzy pod stałą kontrolą SG.
- Sytuacja w mgnieniu oka może stać się niebezpieczna, udajemy się w bezpośredni rejon przygraniczny. W każdej chwili wasza wizyta może zostać przerwana - usłyszeliśmy, jeszcze przed opuszczeniem punktu zbiórki.
Na miejscu zastaliśmy zastępy służb, posterunki rozmieszczone wzdłuż granicy i kilka barier - te utworzone z drutu kolczastego oraz koncentriny. Zastaliśmy także mróz i zimową aurę, a co za tym idzie - jak przypuszczają obecni tam funkcjonariusze (sprawujący służbę dochodzącą nawet do 16 godzin na dobę) - brak tłumnie przebywających przy granicy migrantów, chętnych do forsowania zielonej granicy.
To na chwilę obecną, bo - znów, jak usłyszeliśmy - wcześniej miały miejsce ataki na polskich funkcjonariuszy, rzucanie w nich kamieniami czy formułowane w rozmaitych językach obelgi.
Ze strony białoruskich funkcjonariuszy dochodzi zaś do niszczenia zasieków oraz oślepiania laserami.
Wyżynny charakter przygranicznego rejonu na terenie gminy Krynki sprzyja obserwacji. Docieramy do jednego ze strategicznych punktów, z którego - przy pomocy specjalistycznego sprzętu - funkcjonariusze dzień i noc wypatrują ruchu na granicy, korzystając z kamer noktowizyjnych, z ogromnymi teleobiektywami, zamontowanymi na tyłach odpowiednio przerobionej Toyoty Hilux. Zwrot „ogromne teleobiektywy” nie jest na wyrost. Potrafią wyłapać ruch oddalony nawet o kilkanaście kilometrów. Łańcuch komunikacji jest krótki.
- Po wypatrzeniu podejrzanego ruchu, informacja natychmiast dociera do dyżurnego operacyjnego
- słyszymy od wyszkolonego do obsługi kamer funkcjonariusza SG.
Ostatnim punktem objazdu jest samo centrum Krynek. Mróz i wczesne popołudnie w środku tygodnia sprawiają, że nie spotykamy wielu mieszkańców. Ci, którzy decydują się rozmawiać, zgodnie przyznają:
„obecność służb sprawia, że czujemy się tutaj bezpieczni”.
Potwierdza to kpt. Krystyna Jakimik-Jarosz z Podlaskiego Oddziału SG.
- Nasza współpraca z mieszkańcami pogranicza układa się bardzo dobrze. Staramy się im pomagać, szczególnie w okresie zimowym. Odśnieżamy dojazdy do posesji, dowozimy zakupy. Reagujemy na te potrzeby. Tym bardziej, że w dużej mierze mieszkańcy pogranicza to osoby starsze, schorowane
- mówi.