Na południe od Kuźnicy po białoruskiej stronie przy granicy z Polską od poniedziałku przebywa duża grupa migrantów. Tego dnia próbowali oni sforsować granicę. Służbom MSWiA i żołnierzom udało się temu zapobiec. Migranci rozbili obóz w rejonie Kuźnicy. Pilnują ich służby białoruskie.
Polska broni granicy
Marian Kowalski ocenił, że "prezydent Łukaszenka ma prawdopodobnie nóż na gardle". - Sprowadził bardzo dużą ilość tych "turystów" z krajów Bliskiego Wschodu i nie bardzo wiadomo, co z nimi zrobić, oni tam koczują gdzie się da. Prawdopodobnie, kiedy zacznie brakować im pieniędzy, dojdzie do jakichś nieprzyjemnych sytuacji: kradzieży, napadów albo i większych zadym, w końcu wiele im obiecano, a nic z tego nie zostało zrealizowane. To są ludzie, którzy potrafią jednak narobić dużego bałaganu - stwierdził.
- Wczorajszy szturm mudżahedinów Łukaszenki został odparty, czyli widać, że jednak ten drut kolczasty tak wyśmiewany, ci żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej, których opozycja chciała likwidować, jednak są porządnym zabezpieczeniem naszej granicy
- powiedział publicysta.
Ogromne znaczenie sprawy
- Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie było tego drutu kolczastego, gdyby rządziła Platforma, gdyby nie było wzmocnienia polskich służb mundurowych. Przecież to całe towarzystwo by sobie wchodziło, jak w masło i waliło zachód Europy. Jaki byłby oddźwięk? Otóż taki, że rząd polski zupełnie sobie nie radzi. Natychmiast by różne instytucje zachodnie by mówiły, że ten rząd oprócz łamania demokracji, jest zupełnie niezdolny do chronienia własnego terytorium i trzeba tutaj jakoś interweniować
- dodał.
Gość Telewizji Republika ocenił, że należy pamiętać o tym, że "Putin tylko czeka, aby ktoś z zachodu go poprosił, żeby zrobił porządek z Łukaszenką". - Także zwykły drut kolczasty, zwykła mobilizacja patriotów i umożliwienie im bronienia ojczyzny to są rzeczy fundamentalne, które pozwoliły przeciwstawić się temu - podkreślił.