Lider Ruchu Obrony Granic był oskarżony m.in. o znieważenie funkcjonariuszy Straży Granicznej pod koniec czerwca 2025 roku na granicy w Słubicach. Bąkiewicz od początku podkreślał, że sprawa ma polityczny charakter i nie przyznawał się do winy.
Od sierpnia ub. roku, czyli postawienia Bąkiewiczowi pierwszych zarzutów przez gorzowską prokuraturę okręgową, obowiązywał go dozór policji, obowiązek informowania o opuszczaniu miejsca pobytu i zakaz zbliżania się do polsko-niemieckich przejść granicznych na odległość mniejszą niż kilometr. Jego obrońcy złożyli wówczas zażalenie na te środki.
- Sąd po rozważeniu wszystkich argumentów, zbadaniu sprawy uznał, że były przesłanki ogólne do zastosowania środków zapobiegawczych, ponieważ jest wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów. Natomiast nie zostały spełnione przesłanki szczególne, to znaczy - nie ma obawy ucieczki i ukrywania się podejrzanego – powiedziała sędzia Barańska-Małuszek.
- Prawie pół roku stosowano wobec mnie środki zapobiegawcze, które zastosowane być nie powinny. Powtórzę jeszcze raz, uważam, że to był rodzaj represji, ograniczenia mojej wolności, swobody poruszania się – powiedział po wyjściu z sali rozpraw Robert Bąkiewicz.
Dodał, że cieszy się z postanowienia sądu o tyle, o ile można się cieszyć z tego, jak ktoś komuś ukradł jakieś dobra, a potem mu po jakimś czasie zwrócił. - Uważam dalej, że w postępowaniu prokuratury nie ma żadnych podstaw, nie ma żadnych podstaw zasadniczych w stosowaniu wobec mnie nie tylko tych represji, ale również do zarzutów, które będzie rozstrzygał niebawem sąd – zaznaczył Bąkiewicz.