"W Prokuraturze Rejonowej Kraków - Śródmieście Zachód nadzorowane jest postępowanie przygotowawcze w sprawie przeciwko Maciejowi L., podejrzanemu o to, że 29 lipca w Krakowie znieważył funkcjonariusza policji słowami powszechnie uznanymi za obelżywe. Drugim podejrzanym jest Stephen T. - o to, że naruszył nietykalność cielesną funkcjonariusza policji"
– poinformowała prok. Beata Lazar.
Oba zarzuty dotyczą działań podejrzanych podczas i w związku z pełnieniem przez funkcjonariuszy policji obowiązków służbowych
"Postępowanie pozostaje w toku, gromadzony jest materiał dowodowy, mający na celu zweryfikowanie twierdzeń podejrzanego Macieja L., a także doniesień medialnych"
– poinformowała prok. Beata Lazar.
Podała również, że zgromadzamy dotychczas materiał dowodowy nie potwierdza wersji prezentowanej przez podejrzanych ani doniesień medialnych opartych na twierdzeniach Stephena T. co do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy policji i niewłaściwego ich zachowania.
Zdaniem Amerykanina, został on pobity i obrażony na komisariacie gestem nazistowskiego pozdrowienia.
O sprawie napisał w internecie amerykański polityk Dov Hikind, zasiadający w Zgromadzeniu Stanowym Stanu Nowy Jork. Według jego relacji, 40-letni syn szanowanego rabina z Brooklynu (autor wpisu podaje inne dane osobowe, ale według ustaleń Polskiej Agencji Prasowej chodzi o tę samą osobę), często przyjeżdżający do Polski, został aresztowany i pobity na dziedzińcu krakowskiej synagogi w obecności świadków, a następnie zabrany na posterunek policji, gdzie umundurowany oficer obraził go, wykonując gest nazistowskiego pozdrowienia. Niezależnie od tego, za co został zatrzymany i jakie postawiono mu zarzuty, policjant w Polsce przekazujący mu pozdrowienia "Heil Hitler" jest nie do zniesienia! – napisał polityk.
Tej wersji wydarzenia zaprzecza policja. "Do interwencji doszło 29 lipca około godz. 16:30. Policja została poproszona przez pracownicę synagogi Kupa o interwencję wobec dwóch awanturujących się mężczyzn, którzy nie chcieli opuścić placu przy synagodze. Mężczyźni także na prośbę policji nie chcieli opuścić placu, nie chcieli się wylegitymować ani podać danych, zaczęli znieważać policjantów i wymierzać im ciosy" – mówił w środę rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń.
Według jego relacji, mężczyźni protestowali także przeciwko zatrzymaniu. Ostatecznie funkcjonariusze musieli zastosować wobec nich środki przymusu bezpośredniego oraz chwyty transportowe. Mężczyźni w kajdankach zostali doprowadzeni do pobliskiego komisariatu przy ul. Szerokiej.
Jeden z zatrzymanych, obywatel Polski, po wylegitymowaniu został zwolniony do domu i wezwany na drugi dzień na przesłuchanie. Drugi mężczyzna, obywatel USA, odmawiał podania danych i pokazania dokumentów. Kilka godzin trwało oczekiwanie na jego prawniczkę, która stawiła się z jego paszportem. Mężczyzna został zwolniony, w protokole nie podał żadnych zastrzeżeń. Został wezwany na następny dzień, ale nie stawił się na komisariat.
Jak podaje policja, obaj mężczyźni byli pod wpływem alkoholu, Amerykanin nie był w stanie dmuchać w alkomat. "Negujemy wersję o bezpodstawnym zatrzymaniu i wykonywaniu gestów nazistowskich" – podkreślił rzecznik policji.
Policja zwróciła się o nagrania z monitoringu do Gminy Wyznaniowej Żydowskiej; według ustaleń, kamery obejmują miejsce zdarzenia i pomogą ustalić przebieg interwencji. Obecni w komisariacie policjanci, którzy zostali już przesłuchani, zaprzeczyli, by przez funkcjonariuszy były wykonywane gesty nazistowskie lub wypowiadane obraźliwe sformułowania. Sprawa będzie badana w wewnętrznym postępowaniu policji. Ponadto policja przekaże prokuraturze nagrania z monitoringu i nagranie znieważającego policjantów Amerykanina.
Amerykańskiemu politykowi odpowiedział również w internecie Jonny Daniels, szef fundacji From The Depths. "Według policji twój wyborca był pijany, a policja została wezwana przez ŻYDOWSKĄ WSPÓLNOTĘ z powodu jego zachowania, odmówił zidentyfikowania się i w żaden sposób nie został mu okazany niemiecki gest nazistowski" – napisał, wskazując, że historia Hikinda to "fake news".
Za znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych grozi kara grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Natomiast za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3.