- Postanowieniem z dnia 3 kwietnia 2025 roku, prokurator uchylił wobec Anny W. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania - poinformowała dzisiaj prokuratura. Przypominamy jednak, jak przebiegała historia wokół urzędniczki oraz jej chorego dziecka, które bodnarowcy chcieli odebrać.
W styczniu Anna W., jej mąż oraz Paweł K., właściciel agencji PR zostali zatrzymani przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Na wolność wyszedł mąż urzędniczki, Marek W. Kobieta wciąż przebywała w areszcie. Pod koniec marca została doprowadzona do prokuratury na przesłuchanie, choć nie zastała tam prokuratora prowadzącego. Na miejsce dotarła ze w kajdankach zespolonych, które stosuje się wobec najgroźniejszych przestępców.
Dramat rodzinny fatalnie wpływał na niepełnosprawnego syna małżeństwa W. Jak potwierdził niedawno na antenie Republiki, mec. Krzysztof Wąsowski, 13-latek w ostatnim czasie usiłował popełnić samobójstwo.
Dzisiaj załączyłem trzeci już wniosek o zamianę środka aresztowego, dołączając dwa maile od ojca dziecka. Jeden mail jest z 23 marca, drugi z 26 marca. W jednym z maili czytam, że „stan psychiczny (dziecka) się pogarsza”, że „w zeszły czwartek, podczas wizyty u babci, wpadł w szał. Biegał po mieszkaniu z nożem i krzyczał, że nie chce mu się żyć”. Dopiero interwencja babci zapobiegła tragedii. Tam cała rodzina jest zaangażowana w pilnowanie tego dziecka, by nic sobie nie zrobiło. Dla mnie to szokujące
- mówił w rozmowie z red. Katarzyną Gójską.
We wtorek dowiedzieliśmy, że prokuratura podjęła działania w sprawie niepełnosprawnego 13-latka. Nie zmierzały one jednak w kierunku jego spotkania z matką, a wręcz przeciwnie. Groziły odebraniem dziecka rodzicom.
"W dniu 31 marca 2025 r. prokurator złożył wniosek do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Południe w Warszawie, V Wydział Rodzinny i Nieletnich o wydanie zarządzenia opiekuńczego dotyczącego [...] z uwagi na możliwe zagrożenie dobra małoletniego. Zgodnie z art. 109 § 1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego jeżeli dobro dziecka jest zagrożone, sąd opiekuńczy wydaje odpowiednie zarządzenia"
– informowała wówczas nielegalnie zarządzana Prokuratura Krajowa.
Dwa dni później - dziś, dowiadujemy się z komunikatu nielegalnej PK, że Annie W. zostanie uchylony areszt tymczasowy. Wzięto pod uwagę opinię biegłego, który - co warto zauważyć - przez kilka tygodni nie interesował się losem dziecka małżeństwa.
Z relacji mec. Adama Gomoły na antenie Republiki dowiadujemy się, że odkąd kobieta była w areszcie - przesłuchano ją kilka razy - około trzech.
Postanowieniem z dnia 3 kwietnia 2025 roku, prokurator uchylił wobec Anny W. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania, uwzględniając powyższą opinię oraz treść art. 259 § 1 pkt 2 k.p.k., który dopuszcza możliwość odstąpienia od tymczasowego aresztowania ze względu na możliwe negatywne skutki dla osoby najbliższej podejrzanej. Podjęcie decyzji w przedmiocie uchylenia tymczasowego aresztowania wobec Anny W. było możliwe po uzyskaniu opinii, która, choć nie ma charakteru kategorycznego, uzupełniła materiał dowodowy w takim stopniu, że pozwala na dokonanie miarodajnej oceny, czy dobro małoletniego dziecka uzasadnia odstąpienie od kontynuowania tymczasowego aresztowania jego matki.
– czytamy w komunikacie PK.
- Potwierdzono okoliczności, na które od 2 miesięcy wskazywała obrona, także w zażaleniach kierowanych do prokuratury - powiedział obrońca rodziny, mec. Gomoła, na antenie TV Republika.
Adam Gomoła, jak wskazał, jeszcze na wczoraj miał informacje, że biegły sporządzający ekspertyzę, nie kontaktował się z rodziną W. Dodał, że nie było konkretów, w jakiej formie i na jakich podstawach miała być formułowana opinia biegłego.
Presja ma sens @RepublikaTV #DomWolnegoSłowa https://t.co/k8EO6slscO
— michal.rachon (@michalrachon) April 3, 2025