Okazuje się, że szokujące wydarzenia z nocy z 30 na 31 października w siedzibie Trybunału Konstytucyjnego mogą mieć konsekwencje prawne. W niedzielę rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz poinformował na antenie Radia Wnet, że Kancelaria Prezydenta zamierza podjąć działania w związku z próbą zablokowania Karolowi Nawrockiemu wejścia do budynku TK.
W wydarzeniu uczestniczyli Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz oraz minister Maciej Berek, który sam opublikował nagranie, na którym widać, jak Korwin-Piotrowska blokowała prezydentowi wejście do budynku TK.
Rafał Leśkiewicz stwierdził wprost, że zachowanie osób znajdujących się przy wejściu do budynku mogło stanowić przestępstwo.
Kancelaria Prezydenta podejmie działania związane ze złożeniem zawiadomień
– zapowiedział.
Korwin-Piotrowska ma swoją wersję wydarzeń. "Być może złożę zawiadomienie"
Odmienny opis wydarzeń przedstawia nieustannie Anna Korwin-Piotrowska. Chociażby w rozmowie z TVP Info w likwidacji relacjonowała, że wyszła przed wejście do Trybunału, ponieważ spodziewała się przyjazdu prezydenta i zamierzała go powitać. Według jej relacji Karol Nawrocki nie podjął rozmowy, lecz próbował przejść przez osoby znajdujące się przy drzwiach.
Dziś powtórzyła swoją wersję wydarzeń w rozmowie z radiową "Trójką", gdy zapytano ją, czy naruszyła nietykalność cielesną prezydenta Karola Nawrockiego, co widać było na nagraniu.
Korwin-Piotrowska, mówiąc o zapowiedzi rzecznika prezydenta, co do złożenia zawiadomienia, stwierdziła: "jeśli wpłynie, to w gruncie rzeczy może i dobrze, dlatego że prezydent Karol Nawrocki szedł nie tylko w otoczeniu bardzo dużej grupy funkcjonariuszy, jak się potem okazało, chociaż nie sprawiali wrażenia, żeby to byli funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa, ale też w otoczeniu innych osób, które szły z kamerami. Kilka osób miało kamery. Ja widziałam, bo prezydent w otoczeniu tych wielu osób nadchodził pewnym szybkim krokiem, bardzo podniesionym i zdecydowanym głosem powiedział, że idzie prezydent. To trwało kilka sekund dosłownie. I zanim szedł, szła osoba, która wszystko nagrywała".
"W związku z tym ja jestem przekonana, że żeby wykazać ten zarzut, po prostu Kancelaria Prezydenta niezwłocznie też dostarczy nagrania z tych kamer i to wszyscy dokładnie będą mogli obejrzeć"
– brnęła.
Uzurpatorzy "zaprosili" prezydenta? Korwin-Piotrowska zapędziła się w ślepą uliczkę
Pytana o cel wyjścia przed TK, kiedy prezydent Nawrocki chciał wejść do środka, znów kolportowała wersję o "chęci przywitania" głowy państwa polskiego. Zaczęła też mieszać się w kwestii samego przybycia prezydenta Nawrockiego do TK. Najpierw powiedziała o "zaproszeniu", a chwilę później przyznała, że była to inicjatywa Kancelarii Prezydenta.
"Ostatecznie kiedy uzyskaliśmy informację, że pan prezydent zechce przyjąć to zaproszenie do trybunału, wszyscy sędziowie wyszliśmy przed drzwi wejściowe, czyli przed budynkiem staliśmy. Z przodu stałam ja po to, żeby przywitać głowę państwa"
– mówiła, jednak dopytywana o to, czy to właśnie uzurpatorzy "wystąpili z zaproszeniem prezydenta", odparła "inicjatywa była ze strony Kancelarii Prezydenta".
"Natomiast skoro była ta inicjatywa, no to tu musiała być moja decyzja. Tak telefonowano ze Służby Ochrony Państwa, że pan prezydent chciałby przybyć do Trybunału. I ostatecznie wobec zmieniającej się też sytuacji na zewnątrz Trybunału, ostatecznie uznałam, że zapraszam, ale wyłącznie pana prezydenta, oczywiście wraz z niezbędną mu i konieczną ochroną funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. I taka była, tak to nazwę, to był taki warunek tego przybycia pana prezydenta. No ja to nazywam zaproszeniem, dlatego że prezydent Rzeczypospolitej o ile tutaj nie zachodzą nadzwyczajne okoliczności, jak na przykład publiczne zgromadzenie, uroczyste zgromadzenie ogólne, jest przedstawicielem władzy wykonawczej. O tym za chwilę, o tym za chwilę, czy to było wtargnięcie przedstawiciela władzy wykonawczej i jakieś naruszenie niezależności Trybunału Władzy Sądowniczej"
- mówiła dalej.
W końcu padło pytanie: "czy to pani zaatakowała prezydenta, czy prezydent panią?". I tu padły kuriozalne tłumaczenia.
"Czekaliśmy na powitanie pana prezydenta. Ja wykonałam gest i zdaje się, że nawet chciałam powiedzieć albo zaczęłam mówić: dzień dobry panie prezydencie, ale nie dane było mi skończyć tych słów, ponieważ prezydent szedł tak szybko, tak zdecydowanym krokiem, że widać było, że nie ma zamiaru zatrzymać się ani przede mną, ani przed naszą grupą sędziów stojących pod drzwiami. I po prostu no uderzył we mnie całym ciałem"
- powiedziała.
Zapytana o to, czy zamierza złożyć zawiadomienie w prokuraturze, odparła: "być może i złożę, ale na pewno nie teraz. Nie mam na to czasu. Mam tyle rzeczy na głowie...".
"Powinna być gleba w 3 sekundy"
Do obrazków sprzed drzwi TK odniósł się w mediach społecznościowych przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP, prok. Jacek Skała.
"Dwóch mężczyzn - minister i były sędzia postawiło w drzwiach kobietę, mianując ją wcześniej Prezesem TK. Bohaterowie schowali się z tyłu. W rezultacie kobieta ta odpychając Prezydenta RP wyczerpała znamiona art 135 par 1 kk albo conajmniej 222 par 1 kk. Widzę teraz, że jej kolega potraktował Prezydenta z łokcia. No to ta sama kwalifikacja. W normalnych warunkach taki sprawca, byłbym zatrzymany na gorącym uczynku i doprowadzony, celem przedstawienia zarzutu. A więc jeszcze raz: zatrzymanie, doprowadzenie, wszczęcie śledztwa, przedstawienie zarzutów, przesłuchanie, decyzja co do środka zapobiegawczego"
- napisał.
Jego zdaniem, "funkcjonariusze SOP, którzy na to pozwolili - odpowiedzialność za niedopełnienie obowiązków. Ta kobieta i łokciowy nie mieli prawa zbliżyć się do Prezydenta RP. Powinna być gleba w 3s, a były bezradne miny".
Jak zaznaczył, "piszę to jako prokurator, który prowadził szereg postepowań przygotowawczych m.in. z art 222 par 1 w zbiegu z art 224 par 1 i 226 par 1 (tzw „triada”). Skazania były zawsze za dużo subtelniejsze naruszenia nietykalności".