Państwa zachodnie, z Watykanem włącznie, odpuściły zrezygnowały z nagłaśniania informacji o pogromach chrześcijan w różnych częściach świata? Dlaczego Zachód nic w tej materii nie robi?
Zachód jest w swoistym klinczu. Kraje UE zmagają się z ogromnym napływem uchodźców, którzy zalewają niektóre części naszego kontynentu i dlatego liderzy Europy odkładają na później drugoplanowe kwestie, pozornie oddalone od naszych granic. Ale sprawa jest poważniejsza. Niektóre kraje, dla których ważne są wartości chrześcijańskie, w tym Polska, zapowiedziały, że będą ze względów bezpieczeństwa i łatwiejszej asymilacji przyjmować tylko uchodźców chrześcijan. I tu pojawił się problem. Postawa tych chrześcijańskich państw Europy Środkowo-Wschodniej została określona jako „dzielenie osób wierzących na lepszych i gorszych”, czyli dyskryminację jednych ze względu na wyznanie. Kłóci się to z zasadami demokracji, z tolerancją, solidarnością, a przede wszystkim z ekumenizmem.
W Europie problemem okazali się muzułmańscy uchodźcy. Dlaczego z tym problemem sobie nie poradzono i jak on się skończy?
Unia Europejska, szczególnie rządy Niemiec i Austrii, zaprosiła tych ludzi do siebie. Ale zarówno te państwa, jak i UE straciły kontrolę nad procesem, jak go niektórzy nazywają – krucjatą islamu. Krucjatą, która skończy się zdobyciem Rzymu, czyli Watykanu. Tu pojawiają się dwie kwestie, o których trzeba wspomnieć. Pierwsza jest poruszona wyżej, czyli spełnienie odwiecznych marzeń wyznawców proroka, aby półksiężyce zastąpiły krzyże na kościołach. Jest to bezkrwawo (pomijając zamachy na Europejczyków) i systematycznie prowadzone niszczenie cywilizacji łacińskiej, nie tylko zmiana jej religii, ale też kultury i zwyczajów. Ta rewolucja islamska pójdzie bardzo głęboko. Drugą kwestią, jest fakt, że islamistom i organizacji IS jest bardzo na rękę wyciągnięcie z Afryki i Bliskiego Wschodu jak największej liczby chrześcijan.
Dlaczego?
Bo to ich zdaniem „oczyści” tę ziemię z wierzących inaczej. Zatem zapraszając chrześcijańskich uchodźców do Europy, czyścimy pole dla pełnej dominacji islamu w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Pamiętam sytuację w Libanie, kiedy podczas wojny domowej w latach 1975–1990 z Libanu, dodatkowo atakowanego przez Syrię, Izrael i zbrojne bojówki palestyńskie związane z Organizacją Wyzwolenia Palestyny, wyjechały tysiące chrześcijan. Wielu do Ameryki i Francji. W ostatnim okresie tej wojny został pokonany wówczas tymczasowy, chrześcijański prezydent Libanu gen. Michel Aoun. Zmuszono go do emigracji wraz z podległymi mu prawicowymi obrońcami państwa, skupionymi głównie w Falandze Libańskiej i w milicji Tygrysy.
W 2015 r. dla świata zachodniego największym problemem okazało się Państwo Islamskie. Czy rzeczywiście to największy problem, skoro żadne państwo nie pali się do zniszczenia IS?
Myślę, że największym problemem dla UE jest masowy napływ uchodźców i ataki terrorystyczne ze strony IS, którym Unia nie potrafi się przeciwstawić. To jest od kilku lat główny ból głowy zachodnich polityków i test na ich skuteczność. Proszę zwrócić uwagę, że IS jest rozrastającym się wrzodem już nie tylko w Afryce, ale i na świecie. Bombardowania z powietrza wielu państw ograniczyły rozwój IS, ale żadne z tych państw nie pali się do interwencji naziemnej. Bo takie interwencje zawsze związane są z ofiarami, które już nieraz zmieniły wyniki wyborcze. Zresztą w tej kwestii złe doświadczenie mają choćby Francja, Rosja i USA. Inna rzecz, że USA są politycznie osłabione przez rządy demokraty prezydenta Baracka Obamy, który nie tylko jest pacyfistą, ale także nazbyt lubi Moskwę i Putina. To go paraliżuje w działaniu wszędzie tam, gdzie pojawiają się Rosjanie. Tak też się stało ostatnio na Bliskim Wschodzie.
W 2015 r. nie rozwiązano konfliktu rosyjsko ukraińskiego. Zachód poświęcił Ukrainę kosztem Państwa Islamskiego?
Można powiedzieć, że problem konfliktu rosyjsko ukraińskiego przycichł na chwilę. Obie strony nie mają jednak wątpliwości, że będzie kontynuacja. Kijów w pośpiechu buduje armię zawodową, a Moskwa gromadzi na Krymie olbrzymi potencjał wojenny. Jednocześnie Ukraina walczy z problemami wewnętrznymi, a Rosja prowadzi swoją politykę zagraniczną. Świadomie włączyła się do rozgrywki na Bliskim Wschodzie, ogłaszając, ze walczy z tzw. Państwem Islamskim, a faktycznie atakuje przeciwników prezydenta Baszara al-Asada, którego USA uważają za mordercę. Putin ma tutaj dwa cele. Pierwszy to namieszać krajom Zachodu, by były bardziej skłonne do negocjacji (w tym w sprawie Ukrainy i sankcji nałożonych przez UE na Rosję). Drugi – powrócić na trwałe na Bliski Wschód, poszerzyć swoją strefę wpływów, mieć stałych sojuszników. Z prezydentem Syrii to się udało.
Gdzie leży klucz do rozwiązania sytuacji na zachodniej Ukrainie – w Unii Europejskiej, w Ameryce czy w głowie Putina?
Gdybym miał wybrać jedną z tych trzech odpowiedzi, powiedziałbym, że w głowie Putina. On rozdaje karty, on wspiera ukraińskich separatystów, on jest agresorem. Ukraina tylko reaguje na posunięcia Rosji, Unia Europejska jest już zmęczona tym konfliktem, a Ameryka daleko. Zresztą i w niektórych krajach UE jest dużo sympatii dla Rosji, a Niemcy trzymają w dystansie interesy robione z tym krajem. Już niebawem się okaże, czy Putin będzie chciał wrócić do polityki imperialnej, czy tylko okopać się na już zdobytych pozycjach. Aż do następnej okazji...
W Polsce prezydentem został Andrzej Duda, a Prawo i Sprawiedliwość stworzyło rząd. I jak to do tej pory wygląda?
Mimo awantur wszczynanych przez opozycję zarówno w kraju, jak i instytucjach UE, konsekwentnie realizujemy program naprawy państwa. Widać bezsilność opozycji, jej wściekłość i ślepe krytykanctwo. Inna rzecz, że obywatele przestali „łapać się” na płytkie chwyty lewicowo-liberalnej opozycji, na jej agresję i kłamstwa. Ludzie częściej kierują się swoim rozumem, faktami, a nie propagandą.
Dlaczego media zachodnie nie oszczędzają rządu Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego i prezydenta Andrzeja Dudy?
Z dwóch zasadniczych powodów. PiS jest partią centroprawicową, konserwatywną, odwołującą się do wartości chrześcijańskich i narodowych tradycji, a właśnie z tymi wartościami i tradycjami walczą czołowi politycy UE i media zachodnie. Dążą one do totalnej unifikacji, na co Polacy, wrażliwi, jeśli chodzi o niezależność i suwerenność, nie chcą się godzić. Inna rzecz, że to ma daleko idące konsekwencje. Polacy nie są spolegliwi, a PiS nie zgodzi się na dyktat polityczny i gospodarczy Unii.
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz, a także wielu innych polityków na zachodzie Europy mówi o zamachu stanu w Polsce. Jaka powinna być nasza reakcja? Czy to nie powinny być persony non grata w Polsce?
Ależ oczywiście, że tak. Ich bezczelność i chamstwo przekroczyły wszelkie dopuszczalne granice. A reakcja polskiego rządu powinna być szybka i zdecydowana. Bo gdy plują na ciebie, nie możesz udawać, że pada deszcz. A plują nie tylko na rząd PiS u, ale i na Polaków, którzy „źle” wybrali swoich przedstawicieli w ostatnich wyborach. Tak, Polacy zachowali się „skandalicznie”, „bezrozumnie”, a nowy rząd chce wprowadzić zamach stanu. Tylko że te głosy są całkowicie irracjonalne. Po pierwsze, podważają demokrację. Po drugie, zamachy stanu organizuje opozycja, a nie rząd.
Wywiad ukazał się w „Kurierze Chicago” w piątek, 1 kwietnia br. w dzień śmierci Artura Górskiego. Jest to więc prawdopodobnie ostatni wywiad, jakiego udzielił śp. Poseł.