Jak pisał portal niezalezna.pl, w dniu wypadku samochodu, którym jechał prezydent Andrzej Duda, na facebookowej stronie Komitetu Obrony Demokracji pojawiły się komentarze dotyczące zdarzenia. Były tak agresywne, że w końcu skasowano je z profilu KOD. Jednak zostały screeny udostępnione na facebookowym profilu „Co to ja powiedziałem?”.
Teraz jeden z założycieli komitetu, Paweł Wimmer wynalazł (zapewne w jego opinii bardzo przekonujący) argument aby zdjąć przynajmniej część odpowiedzialności za falę tej nienawiści.
Według Wimmera, „wokół KOD zgrupowanych jest - w bliższych czy dalszych relacjach - ze 200 tysięcy osób”.
- napisał na facebooku KOD-owiec.W tej masie ludzi, z których jakaś część bierze aktywny udział w komentowaniu zdarzeń, jest zapewne grupa osób o poglądach radykalnych, uważających po prostu, że należy przeciwnika tłuc wszelkimi możliwymi sposobami. Albo też najzwyczajniej w świecie takich, którym los nie dał przejść w dzieciństwie przez Kinderstube i dzisiaj nie zawsze ową kindersztubą się legitymują. To czysta statystyka, gra wielkich liczb, naturalny rozkład wiedzy, kultury, emocji, charakteru, temperamentu. Tak zawsze było i tak będzie
Po czym przeszedł do ataku na... przeciwników KOD-u:
Następnie jeden z założycieli KOD-u przywołuję „eksperta” w tej dziedzinie - dziennikarkę Elizę Michalik. Miała ona zwrócić uwagę, że rzekomej akcja dyskredytacji KOD-owców „choć nie była przygotowana, bo kto mógłby przewidzieć wypadek - została bardzo sprawnie przeprowadzona, a jej kulminacja miała miejsce w Wiadomościach, gdzie pokazano szereg paskudnych wpisów. Wrogiem publicznym stał się KOD”.Ale są też zapewne tacy, którzy przyszli tu w złych zamiarach, ukrywając się zręcznie za przyjemnymi zdjęciami, za dziarskim wymachiwaniem hasłami, za bojową retoryką. Albo za absolutną przeciętnością, w której trudno się dopatrzyć czegoś złego, a których przyjęliśmy życzliwie i z uśmiechem. Podejrzewam, że obrzydliwy hejt, złe słowa i uczucia, jakie się wylały po wypadku prezydenckiej limuzyny są częściowo emocjami tych nadmiernie wzmożonych, ale też tych, którzy wykorzystali tę okazję, by nam przyłożyć.
Następnie Paweł Wimmer wcielił się w postać „bojownika o wolność”.
- żalił się dziennikarz.Trudno nie zauważyć, że akcja tego rodzaju jest prosta, gdy dysponuje się przygotowaną drużyną. Jest alert, towarzystwo rzuca się do pisania wrednych komentarzy, szybki screen i zanim administratorzy położą rękę na tym ścieku, „dowód” zaczyna żyć własnym życiem, powielany przez media, przez polityków, przez armię hejterów. Niestety, tu nie da się zapobiegać, tu można tylko reagować, a to nie zapobiegnie dalszym tego rodzaju zdarzeniom. Nie mam wątpliwości, że będą mieć miejsce, bo jesteśmy na celowniku i chcą nas po prostu zniesławić i zdyskredytować, a nie będą się w tym liczyć z niczym