Projekt nowelizacji przepisów dotyczących funkcjonowania prokuratury i zmian w kodeksie postępowania karnego przygotowany przez Prawo i Sprawiedliwości budzi ogromne kontrowersje. Z czego wynika konieczność wprowadzenia tak radykalnej reformy i powrotu do połączenia funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego?
Państwo ma sprawnie realizować swoje zobowiązania wobec obywateli. Obowiązkiem prokuratury jest walka z przestępczością i dbanie o bezpieczeństwo Polaków. Obecny model tzw. niezależnej prokuratury całkowicie zawiódł w tych kluczowych aspektach. Rząd PO-PSL, odpowiedzialny za bezpieczeństwo obywateli, popełnił błąd pozbywając się narzędzi umożliwiających wywiązanie się z tych zobowiązań. W większości krajów europejskich prokuratura podlega władzy wykonawczej. Oczywiście są różne modele tej zależności. Jednak idąc torem myślenia krytyków takich rozwiązań można byłoby stworzyć np. niezależną policję czy służby specjalne. Organy te również prowadzą liczne postępowania, nie mówiąc o działalności operacyjnej, ingerujące w sferę wolności i praw obywateli.
Dlaczego jednak w Polsce niezależność Prokuratury Generalnej nie zdała egzaminu?
Wadliwa jest sama koncepcja tej niezależności. Prokuratura nie może być odizolowana od rzeczywistości, która ją otacza. To musi być element większej całości. Element systemu, który realizuje spójną politykę w obszarze bezpieczeństwa. Instytucja musi być przede wszystkim efektywna a prokuratura w modelu przyjętym przez PO i PSL ubezwłasnowolniała Prokuratora Generalnego. Można wręcz powiedzieć, że wiązała mu ręce. W efekcie miał on bardzo ograniczony wpływ na pracę podległych sobie prokuratur. Nie mógł odwołać szefów prokuratur apelacyjnych, okręgowych, czy rejonowych, nawet jeśli oceniał ich pracę negatywnie. Aby to zrobić musiał przeprowadzić bardzo skomplikowaną procedurę, m.in. uzyskać pozytywną opinię Krajowej Rady Prokuratury. Prokurator Generalny brał więc formalnie odpowiedzialność za pracę prokuratur, ale w praktyce niewiele mógł zrobić, nie otrzymał bowiem wystarczających narzędzi do kierowania prokuraturą.
Jak pan ocenia w praktyce efektywność niezależnej prokuratury?
Tzw. niezależna prokuratura okazała się bardzo mało efektywna. Świadczy o tym nieudolność w wyjaśnianiu wielkich afer, takich jak Amber Gold, czy SKOK Wołomin. Gdy pojawiały się pierwsze sygnały o nieprawidłowościach początkowo prokuratura lekceważyła problem. Nie wszczynała śledztw w tych sprawach lub bardzo szybko umarzała wątki. Poprzez zaniechania stała się tym samym pośrednio „moralnie odpowiedzialna” za krzywdy tych tysięcy ludzi. Gdyby zareagowano odpowiednio szybko - duża część z nich nie zostałaby poszkodowana. Ta sama prokuratura zawodzi również Polaków w sprawach mniej poważnych przestępstw. Wszystko dlatego, że rządzi statystyka spraw załatwionych, a decyzja o odmowie wszczęcia to najszybszy sposób na załatwienie sprawy.
W których sprawach oprócz wspomnianych Amber Gold i SKOK Wołomin było widać największe błędy i niedoskonałości systemu?
Chociażby w sprawie zabójstwa gen. Marka Papały [byłego Komendanta Głównego Policji – red.]. Dwie prokuratury podległe temu samemu Prokuratorowi Generalnemu prowadziły w tej sprawie oddzielne postępowania i forsowały zupełnie wykluczające się wizje. Osoba wskazana jako zabójca w jednym postępowaniu, w drugim jest głównym świadkiem oskarżenia. To spowodowało, że prokuratury zaczęły prowadzić ze sobą „wojnę” o to, która wersja jest prawdziwa. To sytuacja, która nie powinna się nigdy zdarzyć. Tu jest rola dla Prokuratora Generalnego, który powinien koordynować prace prokuratury.
Ale głównym argumentem za stworzeniem niezależnego urzędu Prokuratora Generalnego było ukrócenie nacisków politycznych…
Tylko, że ta zmiana nie spełniła oczekiwań związanych z odpolitycznieniem prokuratury. Świadczą o tym liczne postępowania, w których prokuratorzy tracili zapał do ich prowadzanie, gdy jako osoby podejrzewane o różne przestępstwa zaczęły występować politycy PO lub PSL. Popatrzmy na aferę hazardową. Umorzenie jej różnych wątków przypadło już na czas tzw. prokuratury niezależnej. Podobnie było przy badaniu afery podsłuchowej, mimo licznych przesłanek wskazujących na popełnienie przestępstwa.
Śledztwo dotyczące nieprawidłowości w nadzorze przez Ministerstwo Finansów nad rynkiem hazardu w Polsce zostało przeniesione z prokuratury w Białymstoku do prokuratury w Poznaniu, gdy ta pierwsza chciała postawić zarzuty Jackowi Kapicy, wiceministrowi finansów...
To prawda. Identyczna sytuacja za czasów tzw. prokuratury niezależnej miała miejsce w Katowicach, gdzie prokurator prowadzący sprawę chciał postawić zarzuty jednemu z wiceministrów w rządzie PO-PSL. Sprawa została mu zabrana i przekazana innemu prokuratorowi. W efekcie doszło do odstąpienia od postawienia mu zarzutów i przedawnienia.
Takich dowodów na upolitycznienie prokuratury jest więcej. Przykładem jest ściganie Mariusza Kamińskiego [minister-koordynator ds. służb specjalnych, wcześniej twórca i pierwszy szef Centralne Biura Antykorupcyjnego – red.]. Charakter czysto polityczny miała też niedawne śledztwo dotyczące Beaty Kempy, minister w kancelarii premiera. Powodem było zwrócenie się przez nią do prezesa Trybunału Konstytucyjnego z prośbą o wyjaśnienia charakteru orzeczenia zapadłego w sprawie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.
Prokuratura wszczęła śledztwo wobec Beaty Kempy, w sytuacji, w której dysponowała wiedzą, że w dziesiątkach spraw wcześniejsza koalicja rządowa długie tygodnie nie publikowała orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego na stronach Monitora Polskiego. Nie było żadnego uzasadnienia dla tak natychmiastowego wszczynania postępowania, poza przesłankami politycznymi. Takie działania prokuratury miały wytworzyć nacisk na KPRM, być swoistym szantażem, który miał napiętnować rząd w oczach opinii publicznej.
Prokuratura w sprawie afery taśmowej doprowadziła do aktu oskarżenia przeciwko dwóm biznesmenom i dwóm kelnerom, mającym stać za procederem nielegalnego nagrywania w restauracjach najważniejszych osób w państwie. Z kolei w sprawie nielegalnej inwigilacji byłych szefów służb i dziennikarzy odmówiła wszczęcia śledztwa. Jak Pan ocenia te działania?
Byłem zdumiony działaniami prokuratury. Szczególnie, gdy w biały dzień jej przedstawiciele w asyście funkcjonariuszy służb specjalnych wkroczyli do redakcji tygodnika „Wprost” chcąc zabezpieczyć materiały stanowiące tajemnicę dziennikarską. Tego rodzaju zaangażowanie prokuratury w sprawie o przestępstwo nie zagrożone wysoką karą [do dwóch lat więzienia – red.] jest niezrozumiałe. W swojej karierze nie widziałem podobnej sytuacji. Nawet w czasach PRL prokuratorzy nie uczestniczyli w takich czynnościach. Nie mówiąc już o wątpliwościach prawnych co do wykonywanych tam czynności.
Czy tak się jednak stało, bo prokuratura była niewydolna, czy upolityczniona?
To kwestia zaangażowania prokuratury w sprawę karną, która miała wymiar polityczny. Podobnie zresztą było z brakiem zaangażowania prokuratury w wyjaśnienie wątków wiążących się z łamaniem prawa zarejestrowanych na taśmach kelnerów. Przecież wiele tych taśm dowodzi nie tylko nieobyczajności, zgnilizny moralnej, czy cynizmu ludzi poprzedniej władzy, ale także pokazuje cały obszar patologii. Od ujawnienia tajemnicy państwowej i służbowej w czasie rozmowy Pawła Wojtunika [byłego szefa CBA – red.], poprzez ujawnienie wiedzy funkcjonariuszy publicznych na temat różnego rodzaju przestępstw w sektorze węglowym, o czym wspominała Elżbieta Bieńkowska [była wicepremier – red.].
Czy prokuratura powinna wrócić do tych wątków, czy zajmie się tym w przyszłości komisja śledcza ds. afery taśmowej?
Prokuratura posiadała zarówno nagrania, jak i zawiadomienia w tej sprawie składane przez parlamentarzystów. Mimo tego nie podjęła się prowadzenia tych wątków. Moim zdaniem z powodów politycznych. Okazało się, że to co mogło być niewygodne dla władzy jest też niewygodne dla rzekomo niezależnej prokuratury, która powinna być apolityczna.
Jeśli więc powstanie komisja śledcza prokuratura na pewno będzie z nią współpracować. Należy pamiętać, że komisja śledcza pełni trochę odmienną rolę niż prokurator prowadzący postępowanie. W przypadku komisji śledczej głównym i najważniejszym sądem jest opinia publiczna. Do zdań komisji należy wyłuskanie informacji, które ujawniają prawdziwe oblicze władzy - aktualnej, czy też minionej. Informacji, które mogą się też przyczynić do wprowadzeni zmian prawnych ograniczających patologię.
Jarosław Kaczyński zapowiadał powołanie dwóch komisji śledczych związanych z aferą taśmową – jedna miałaby zbadać proceder nielegalnej inwigilacji dziennikarzy, druga samą sprawę taśm z warszawskich restauracji. Powinny więc powstać dwie oddzielne komisje, czy wystarczyłaby jedna, której zbadałaby obydwa wątki?
To będzie decyzja parlamentu. Być może względy pragmatyczne przemawiałyby za tym, aby podzielić tę sprawę na dwie komisje śledcze. Mogłoby to wpłynąć na efektywność prac. Są to jednak sprawy techniczne. Pewne jest, że komisja lub komisje w sprawie afery taśmowej powinny powstać. Opinia publiczna ma prawo poznać oblicze poprzedniej władzy. Komisja powinna nazwać z imienia i nazwiska osoby dopuszczające się zachowań patologicznych oraz opisać mechanizmy i relacje patologiczne funkcjonujące w okresie rządów PO-PSL. Chociażby ku przestrodze kolejnych rządów – by takie sytuacje już się nie powtórzyły.
Materiał zebrany przez takie komisje ( m.in. uporządkowanie poszczególnych wątków) będzie bardzo cenny dla prokuratury. Nie ma też przeszkód by prace toczyły się równolegle – i w komisji, i prokuraturze. Ważne jest, by ustalić odpowiedzialność bohaterów afery taśmowej.
Na ile realne jest aby powstały także inne komisje np. w sprawie Amber Gold?
W parlamencie zdarzały się sytuację, gdy równolegle funkcjonowały dwie, czy trzy komisje - komisja ds. samobójstwa Barbary Blidy, nacisków w okresie rządów PiS i śmierci Krzysztofa Olewnika. Niektóre argumenty przemawiają, aby powstawały one po kolei. Najpierw jedna, a dopiero po zakończeniu jej prac - kolejna. Można też wyobrazić sobie, aby powstały dwie komisje pracujące równolegle.
Który model według pana jest najlepszy?
Nie chciałbym się na ten temat wypowiadać. To decyzja Sejmu. Moją rolą będzie nadzorowanie prokuratury i współpraca z komisjami śledczymi bez względu na to ile ich powstanie.
Wiele kontrowersji wzbudziło wprowadzenie od 1 lipca 2015 r. nowych przepisów kodeksu postępowania karnego. Dlaczego jak najszybciej należy je zmienić?
Za rządów PO wprowadzono zupełnie nowy model postępowania, który zakłada odejście od zasady prawdy materialnej na rzecz tzw. kontradyktoryjności. W praktyce oznacza to, że sąd został pozbawiony odpowiedzialności za wynik dojścia do prawdy, stając się tylko arbitrem wysłuchującym argumentów dwóch stron. To model znany m.in. w Stanach Zjednoczonych. Jednak w tym kraju panują zupełnie inne realia procesowe – np. postępowanie przygotowawcze istnieje tylko w formie szczątkowej. U nas jest bardzo rozbudowane, w takiej formie pozostawiono go po reformie. Czynności z postępowania przygotowawczego są później powtarzane przed sądem, który jednak w nowej formule procesu został pozbawiony odpowiedzialności za wynik dojścia do prawdy. Przeciwnicy proponowanego przez nas powrotu do starego modelu straszą chaosem, jaki mogą spowodować zmiany. Tymczasem to co dziś dzieje się w procesie karnym to nie tylko chaos, ale, jak ostrzegają niektórzy prokuratorzy, początek paraliżu wymiaru sprawiedliwości. Ani policja, ani prokuratura nie była gotowa organizacyjnie do wejścia w życie zmian. Bardzo niepokojący jest spadek liczby aktów oskarżenia wysyłanych do sądów i rosnąca liczba ugód zawieranych przez prokuratorów z oskarżonymi. Dodatkowo, jak wspomniałem, sąd został pozbawiony odpowiedzialności za wynik dojścia do prawdy, stając się tylko arbitrem wysłuchującym argumentów dwóch stron
A prokuratura?
W tej sytuacji prokuratura mogłaby przejąć obowiązki sądu, pod warunkiem, że zostałaby znacząco wzmocniona i zostałaby zmieniona jej struktura. W dużych miastach na jednego prokuratora przypada często aż 100 spraw miesięcznie. W praktyce oznacza to, że musi on nie tylko znać szczegóły każdej z nich, ale również prowadzić codziennie czynności – przesłuchując lub wydając w ramach śledztwa zalecenie policji lub służbom specjalnym. To wyklucza możliwość jego stałej obecności na sali sądowej wtedy, gdy te sprawy są rozpatrywane i prowadzone. W efekcie na jego miejsce przychodzą prokuratorzy, którzy nie znają szczegółów tych postępowań. To powoduje, że nie są w stanie profesjonalnie zareagować nie tylko na wnioski dowodowe obrony, ale w ogóle aktywnie uczestniczyć w rozprawach.
Żeby prokurator mógł być w pełni odpowiedzialny za dochodzenie do prawdy materialnej musiałby być zmieniony ten model. Musiałby – tak jak często widzieliśmy to w amerykańskich filmach – mieć grupę współpracowników, którzy znają sprawy i na zmianę chodzą z nim do sądu. Byłoby to jednak bardzo kosztowne. O tym, jak trudna jest zmiana modelu na kontradyktoryjny przekonały się Włochy. Dziś ten kraj wycofuje się z niego - po 20 latach funkcjonowania takich przepisów. Model ten doprowadził tam do gigantycznych przewlekłości postępowań. Włoski wymiar sprawiedliwości bije europejskie rekordy jeśli chodzi o długość trwających postępowań. Polski nie stać na to, aby powtarzać ten eksperyment, który we Włoszech zakończył się dramatem i zapaścią wymiaru sprawiedliwości. Dlatego trzeba jak najszybciej zmienić funkcjonujące przepisy na sprawdzony model funkcjonowania.
Czyli powrócić do tego, co było przed 1 lipca 2015 r.?
Model ten wprawdzie nie jest doskonały, ale na pewno lepszy od tego wprowadzonego przez rząd PO-PSL. Po naszych zmianach sąd będzie więc zobowiązany aktywnie włączać się w trakcie procesu do wyjaśnienia sprawy, aby dociec prawdy. Wprowadzamy też inne modyfikacje – np. likwidujemy przepis mówiący o owocach zatrutego drzewa, który nakazywał umorzenie postępowań karnych opartych o dowody zdobyte lub zgromadzone w sposób bezprawny lub niezgodny z procedurą. Taka zasada nie obowiązuje w większości krajów Europy.
Czy więc te sprawy, które są prowadzone według przepisów, które weszły w życie po 1 lipca 2015 r., zostaną objęte planowanymi zmianami? Co ze sprawami, które na podstawie tej nowelizacji zostały umorzone lub zakończone np. aktem oskarżenia?
Wszystko co zostało otwarte na mocy tej nieszczęsnej nowej procedury nie będzie już mogło być rozpatrywane na gruncie przygotowywanej przez nas kodyfikacji. Planowane zmiany będą obowiązywać w każdej nowej sprawie. Zgodnie z zasadami postępowania karnego- te, które toczą się w sądach co do zasady będą prowadzone na podstawie przepisów, które obowiązywały w momencie wpłynięcia aktu oskarżenia.
Czyli np. afera taśmowa, gdzie oskarżonych jest dwóch biznesmenów i dwóch kelnerów…
Nie możemy zmieniać reguł, które funkcjonują w prawie. Zmieniona przez nas procedura będzie dotyczyć wszystkich spraw, które trafią do sądu po wejściu w życie nowych przepisów. Jeśli sprawy już ruszyły to trudno sobie wyobrażać, aby w trakcie dokonać jakichkolwiek zmian. To burzyłoby porządek prowadzonych czynności. Może to spowodować pewne problemy w sądach ale taki koszt musimy ponieść.
Kiedy te planowane zmiany w kodeksie postępowania karnego mogą wejść w życie?
Chciałbym, aby był to kwiecień. Wszystko będzie jednak zależało od tempa prowadzonych prac legislacyjnych. Nie można się z tym za bardzo śpieszyć, bo nie możemy sobie pozwolić na niedoróbki.
Czy jest już możliwa ocena skutków wprowadzenia tej procedury obowiązującej od 1 lipca 2015 r.?
Wstępnie dokonaliśmy takiej oceny. W apelacji warszawskiej w pierwszych trzech miesiącach funkcjonowania nowych przepisów liczba aktów oskarżenia, które trafiły do sądów zmniejszyła się sześciokrotnie w stosunku do analogicznego okresu w roku poprzednim. Spadek jest więc gigantyczny. To jest bliskie katastrofy.
Projekt proponowanych zmian w prokuraturze zakłada m.in. likwidacje prokuratury wojskowej. Dlaczego jest to niezbędne?
Już w latach 2005-2007 gdy byłem prokuratorem generalnym przygotowałem nowelizację likwidującą prokuraturę wojskową. Zabrakło jednak czasu, aby to przeprowadzić. Teraz konsekwentnie wracamy do tego projektu. Wprowadzenie go w życie jest podyktowane druzgocącą oceną obciążenia pracą prokuratury wojskowej. Okazuje się, że nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia istnienia prokuratury wojskowej. Tam można robić długie przerwy w pracy na czytanie gazet a i tak zostanie jeszcze sporo wolnego czasu. Chcemy, aby po zmianach prokuratorzy wojskowi nie tylko w ramach odrębnego pionu dalej prowadzili śledztwa związane z wojskiem, ale również odciążali prokuratorów cywilnych z innych spraw.
Jak będzie wyglądało przechodzenie prokuratorów wojskowych do cywilnych prokuratur?
O powołaniu prokuratora wojskowego będącego żołnierzem zawodowym do prokuratury cywilnej Prokurator Generalny niezwłocznie poinformuje Ministra Obrony Narodowej. Obsada najważniejszych stanowisk funkcyjnych w komórkach prokuratury cywilnej zajmujących się sprawami wojskowymi będzie następowała po uzgodnieniu kandydata na taką funkcję z ministrem obrony narodowej. Chcemy, aby w pionie wojskowym pracowali zarówno żołnierze, jak i cywilni prokuratorzy.
Nowe przepisy będą wprowadzać transparentność prokuratorów m.in. każdy z nich będzie musiał ujawnić oświadczenia majątkowej. Dlaczego?
Swoje oświadczenia majątkowe ujawniają posłowie, ministrowie, szefowie służb specjalnych i jakoś wszyscy się do tego przyzwyczaili. Dotychczas prokuratorzy, a także sędziowie byli zwolnieni z tego obowiązku. Moim zdaniem niesłusznie.
Oczywiście nie będzie to przyjemne, na pewno pojawią się protesty, ale nie jestem zakładnikiem prokuratorów, ani sędziów, ale przedstawicielem obywateli, wybranym w demokratycznych wyborach, po to, aby dbać o interesy ogólnopaństwowe.
Po wejściu przepisów w życie oświadczenia majątkowe sędziów i prokuratorów będą dostępne w Internecie. Chyba, że w indywidualnych przypadkach pojawią się wyjątkowe, szczególne okoliczności związane z prowadzeniem spraw, które mogłyby uzasadniać wyłączenie danej osoby z tego obowiązku.
A jak w praktyce będzie wyglądała transparentność postępowań dyscyplinarnych wobec prokuratorów?
Będzie to postępowanie jawne, otwarte dla mediów.
Największe kontrowersje budzą zapisy dotyczące bezpośredniej ingerencji przez Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości we wszystkie postępowania, a także możliwość zlecania działań operacyjnych służbą specjalnym. Czy to nie za duże kompetencje dla jednej osoby?
To jest odpowiedź na nieefektywne działania Prokuratura Generalnego, jego bezradność, za którą – często niesłusznie - był krytykowany. Aby osiągnąć efekty potrzebne są narzędzia. Żołnierz walczący na froncie musi mieć odpowiednie uzbrojenie. Chirurg, aby dobrze operował musi mieć odpowiedni sprzęt i salę operacyjną. Aby więc prokurator generalny gwarantował bezpieczeństwo, musi mieć wpływ na działanie podległych sobie prokuratorów.
W jakim zakresie Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny będzie mógł zlecać działania służbom specjalnym?
Prokurator Generalny nie będzie miał prawa wkraczać w kompetencje działań służb specjalnych w innych obszarach, jeśli nie jest to związane z konkretnym postępowaniem karnym. Takie uprawnienia będą przysługiwać także Prokuratorowi Krajowemu lub upoważnionemu przez Prokuratora Generalnego prokuratorowi.
Jak w praktyce będą wyglądały specjalne grupy prowadzące najtrudniejsze śledztwa w Polsce? Ich powołanie ma być możliwe na podstawie proponowanych przepisów.
To jest nawiązanie do poprzedniej struktury, którą stworzyliśmy pod koniec pierwszy rządów PiS. Chodzi o stworzenie wyspecjalizowanych wydziałów, do których trafią najlepiej przygotowani, najbardziej doświadczeni prokuratorzy. Będą oni mogli tworzyć grupy eksperckie składające się nie tylko z prawników, ale również ze specjalistów z danych dziedzin np. księgowych. Pozwoli to na bardziej komplementarną pracę, szybką i skuteczną walkę z przestępcami gospodarczymi m.in. okradającymi Skarb Państwa na podatku VAT. Musimy wreszcie wygrać ten wyścig z przestępcami.
Wiele słów krytyki spadło na PiS za projekt przepisów dotyczących m.in. prowadzenia kontroli operacyjnej. Oponenci wskazywali na zagrożenia związane z możliwością masowej inwigilacji obywateli. Słusznie?
To bzdura. Przyjęte rozwiązania ograniczają możliwości służb specjalnych w zakresie np. pobieraniu bilingów telefonicznych. Obecnie musi się to odbywać pod kontrolą sądu. Dotychczas nie było nad tym żadnej kontroli. Podobnie jeśli chodzi o stosowanie tymczasowego aresztowania. Obecnie może on trwać w nieskończoność. Jeśli zaś chodzi o stosowanie podsłuchów to w sytuacji realnego zagrożenia terroryzmem nie możemy służbą wiązać rąk. Powinny one posiadać możliwości bezterminowego podsłuchiwania osób, przeciwko którym istnieją niezbite dowody na związki z terrorystami lub obcym wywiadem. W takich sprawach trzeba zdawać sobie sprawę, że w każdej chwili uśpiony terrorysta może dostać sygnał do działania, uzbroić się w pas shahida, a następnie wysadzić się w powietrze w centrum handlowym.
Rozmawiał Piotr Nisztor