Wczoraj na naszych stronach informowaliśmy o konferencji Donalda Tuska przed wylotem na szczyt koalicji chętnych w Paryżu. Szef polskiego rządu zabrał na niej głos w sprawie przyszłości Grenlandii i planów USA na przejęcie kontroli nad wyspą.
- Dla Polski dwie rzeczy są jasne i bardzo trudne do pogodzenia, nie oszukujmy się, ale w sposób oczywisty jasne i jednoznaczne. Żaden członek Paktu Północnoatlantyckiego nie powinien atakować czy grozić innemu członkowi paktu - mówił Tusk.
Po szczycie stwierdził jednak, że temat ten nie pojawił się podczas rozmów, w których brała udział także strona amerykańska. Ba, nie poruszyła go nawet premier Danii, kraju, pod którego protektoratem znajduje się Grenlandia.
- Nikt nie chciał psuć nastroju dobrej współpracy w sprawie Ukrainy, w związku z tym nikt, nawet premier Danii, sprawy Grenlandii nie poruszał. Dzisiaj tematem była nasza wspólna praca z Amerykanami na rzecz gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy - powiedział wówczas szef rządu.
Zdaniem Michała Rachonia, dyrektora programowego TV Republika, był to element prowokacji Tuska wobec amerykańskiego prezydenta, Donalda Trumpa.
- Panie premierze, po jaką cholerę, przed tym spotkaniem mówił pan o tej sprawie, chociaż na spotkaniu "nikt nie chciał psuć atmosfery" w kluczowej, bardzo ważnej dla Polski sprawie. Umówmy się, sprawa Grenlandii nie jest sprawą priorytetową. Jest sprawą ważną dla Grenlandii, Danii i USA
- stwierdził Rachoń.
Polska w awangardzie rozmów o Grenlandii
Więcej światła na tę sprawę rzuca niedawny artykuł portalu "Politico". Czytamy w nim wypowiedź francuskiego ministra spraw zagranicznych, Jeana-Noëla Barrot'a, który stwierdził, że "Paryż współpracuje z europejskimi sojusznikami nad wspólną odpowiedzią na groźby prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczące przejęcia Grenlandii". Temat ten miał omówić w środę wieczorem "z niemieckimi i polskimi odpowiednikami".
„Stawką jest pytanie, jak wzmocnić Europę, UE, aby odstraszyć zagrożenia i ataki na jej bezpieczeństwo i interesy. (...) Grenlandia nie jest na sprzedaż i nie jest do wzięcia… więc groźby muszą ustać” - powiedział Barrot.
O sprawie mówił na konferencji po spotkaniu szefów MSZ Trójkąta Weimarskiego Radosław Sikorski.
- O ile mi wiadomo sprawy wojny i pokoju w USA należą do kompetencji kongresu. Rad bym poznać stanowisko Kongresu w sprawie Grenlandii - napisał w mediach społecznościowych szef polskiej dyplomacji.
O ile mi wiadomo sprawy wojny i pokoju w USA należą do kompetencji kongresu. Rad bym poznać stanowisko Kongresu w sprawie Grenlandii.
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) January 7, 2026
📍Konferencja prasowa po spotkaniu MSZ Trójkąta Weimarskiego w Paryżu, 7.01 pic.twitter.com/b9lndPDtSE
Rau: To służy niemieckiej racji stanu
O sprawie mówił dzisiaj w programie Michała Rachonia prof. Zbigniew Rau, były minister spraw zagranicznych RP.
- Jaki Polska ma interes, jak to ma służyć polskiej racji stanu, kiedy chcemy sami chcemy znaleźć się na kursie kolizyjnym, przynajmniej w sferze dyskursu politycznym, z naszym nie tylko zasadniczym, ale też najbardziej wiarygodnym sojusznikiem? - pytał Rau.
- Odpowiedź jest taka, że to absolutnie nie służy polskiej racji stanu. Trzeba zapytać, dlaczego ta kwestia w ogóle się pojawia, jakby sprawozdawcą w tej sprawie jest francuski minister. Stawiam tezę, że służy to niemieckiej racji stanu. Dlaczego? Jeśli francuski minister, z pełnym wsparciem strony niemieckiej, wskazuje, że my w trójkę mamy ten sam pogląd, to znaczy, że Niemcy, Francja i Polska. Czym się tu różnią Niemcy od Polski? Niemcy od kilkudziesięciu lat jest najmniej proamerykańskie społeczeństwo w Europie, co widać w różnych strategiach geopolitycznych różnych rządów Niemiec. My cieszymy się opinią jednego z najbardziej proamerykańskich społeczeństw w Europie i mamy takie relacje z USA, emocjonalne, od 200 lat, można nazwać je kordialnymi. W związku z tym - jeśli jakikolwiek reprezentant państwa polskiego, czy premier, czy minister spraw zagranicznych, należy do tego chóru, to jest to z perspektywy Europy jako całości, a także USA, dużo bardziej wiarygodne, niż gdyby to mówił przedstawiciel Niemiec i przedstawiciel Francji - dodał.
W opinii Raua, polski rząd jest potrzeby do tego, by firmował politykę francuską, europejską.
- Macron, gdy rozmawia z prezydentem Trumpem, to przedstawia się jako ten, za którym stoi - cała - Europa murem. (…) To jest z jednej strony taka manifestacja "cała Europa, wbrew temu co piszecie, stoi vis-a-vis Waszyngtonu"
- powiedział.