Bogusław Porowski był zaangażowany w podziemnej drukarni od końca lat 70. Wpadł w łapy SB w 1985 r. Oskarżono go o druk i rozpowszechnianie wydawnictw bez wymaganej zgody. Dostał pięć miesięcy więzienia. Na tym się nie skończyło. Postępowanie toczyło się nadal i groziła mu wyższa kara. Ostatecznie na fali amnestii śledztwo umorzono. W areszcie był represjonowany, wielokrotnie przesłuchiwany, zmuszany szantażami do tajnej współpracy z SB. Teraz decyzją Sądu Okręgowego w Warszawie ma otrzymać zadośćuczynienie 30 tys. zł. W zakończonym procesie domagał się zmiany wcześniejszej decyzji sądu, która odmawiała mu tego prawa.
– powiedział mec. Antoni Łepkowski, który reprezentuje ofiary represji komunizmu przed sądami.– Nie możemy żyć w kraju, w którym po śmierci Czesława Kiszczaka pozostałych 22 generałów SB, którzy otrzymują za dawne „zasługi” miesiąc w miesiąc, rok w rok po 9400 zł. Polskie państwo daje na ten cel ponad 3 mln rocznie. I jednocześnie słyszeć od sądów, że patrioci, którzy narażali życie swoje i swoich rodzin, nie powinni dostać godziwego zadośćuczynienia
Bogusław Porowski przyznał w rozmowie z „Codzienną”, że do ubiegania się o finansową rekompensatę zmusiła go sytuacja życiowa. Pięć lat temu stracił pracę, nie osiągnął jeszcze wieku emerytalnego. Jedyne, na co może liczyć, to 400 zł zapomogi z ośrodka pomocy społecznej.
Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".