Tym politykiem jest Łukasz Abgarowicz, wygryziony z kandydowania do Senatu przez Romana Giertycha, a ten napisał raport wykorzystany przez "Newsweeka", na który powołują się politycy PO. Wbrew pozorom nie jest to skomplikowane. To bardzo prymitywna gierka.
Cytat za TVP Info z wystąpienia senatora Abgarowicza (już za dwa tygodnie nie będzie, bo Giertych ślini się na jego stołek). Ów polityk pobiegł do prokuratury.
– Kandydat na premiera musi się komunikować ze społeczeństwem w oparciu o fakty, a zatem zakładam, że pani Beata Szydło ma jakąś wiedzę ekskluzywną. Uważam, że powinna być przesłuchana na okoliczność tej swojej wiedzy – obwieścił Abgarowicz, który - jak podaje tvp info - "złożył w warszawskiej prokuraturze wniosek o przesłuchanie Beaty Szydło w charakterze świadka w tzw. aferze podsłuchowej".
Po co? No właśnie. Nawet ludzie średnio interesujący się polityką wiedzą kto został nagrany i kto robił "dile" przy knajpianym stoliku. A happening Abgarowicza? To pewnie desperacja ludzi pogodzonych z porażką...