Wnioski z zakończonego w piątek publicznego dochodzenia ws. zabójstwa Aleksandra Litwinienki, prowadzonego na zlecenie brytyjskiego rządu od końca stycznia br., przekazano na specjalnej konferencji prasowej, która odbyła się w czwartek w Londynie, w przededniu oficjalnego zakończenia dochodzenia. – Zebrane dowody wskazują jednoznacznie, że to Rosja była bezpośrednio zaangażowana w otrucie Litwinienki – stwierdził Richard Horwell, prawnik reprezentujący śledztwo. Dodał, że potwierdzeniem tej tezy jest chociażby radioaktywny polon, którym otruto przeciwnika Kremla. – Użycie substancji, czyli polonu-210 wskazuje na udział Moskwy, gdyż ok. 97 proc. dostaw tego związku pochodzi właśnie z terytorium Rosji – stwierdził prawnik.
CZYTAJ WIĘCEJ: WYJĄTKOWY WYWIAD z Mariną Litwinienko. O Rosjanach na Zachodzie, którzy kochają Putina
Według śledczych władze Kremla miały wiele powodów, by zlecić zabójstwo byłego agenta KGB i jednego z największych przeciwników prezydenta Władimira Putina. – Litwinienko oskarżał rosyjskie służby o mordowanie przeciwników politycznych i korupcję. Ponadto atakował bezpośrednio Putina, zarzucając mu m.in. wspieranie czeczeńskich terrorystów – powiedział Horwell, dodając, że dwaj główni podejrzani o otrucie Litwinienki: Dmitrij Kowtun i Andriej Ługowoj, nie mieli własnych motywów, które pokierowały ich do zabójstwa, lecz działali na zlecenie osób trzecich.
Aleksander Litwinienko został otruty 1 listopada 2006 r. w Londynie. Trująca substancja miała zostać dodana do herbaty, wypitej przez niego w hotelu Millenium, w czasie spotkania z Dmitrijem Kowtunem i Andriejem Ługowojem. Dwa tygodnie później, w nocy z 22 na 23 listopada 2006 r. Litwinienko zmarł w londyńskim szpitalu. Tuż przed śmiercią mężczyzna stwierdził, że za jego otruciem stoi Władimir Putin.
Cały tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie"