We wtorek Rada Federacji, czyli izba wyższa rosyjskiego parlamentu, przygotowała listę 12 organizacji, które według deputowanych cechują się częstym działaniem antyrosyjskim. Na czarnej liście, jak dokument nazwała rosyjska agencja TASS, znalazło się siedem organizacji ze Stanów Zjednoczonych, trzy z Ukrainy oraz dwie z Polski. Władzom Rosji nie podoba się działalność m.in. amerykańskiej organizacji Freedom House, zajmującej się walką na rzecz demokracji i wolności na całym świecie, jak również Światowego Kongresu Ukraińców i Krymskiej Misji Polowej ds. Praw Człowieka, mającej pełne ręce roboty z powodu wojny wywołanej przez rosyjskich żołnierzy i terrorystów na Ukrainie.
Wśród polskich organizacji napiętnowane zostały Fundacja Edukacja dla Demokracji oraz Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne. – O decyzji Rady Federacji dowiedzieliśmy się z rosyjskich mediów. W rzeczywistości umieszczenie naszej fundacji na liście niepożądanych organizacji jest efektem naszych działań w Rosji i na Ukrainie, niosących pomoc dla mieszkańców tych krajów – powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie” Martyna Bogaczyk, wiceprezes zarządu fundacji Edukacja dla Demokracji, zajmującej się propagowaniem idei demokratycznych m.in. w Europie Wschodniej i Azji Środkowej. Dodała, że po opublikowaniu informacji o rosyjskiej liście na polskich portalach pojawiło się wiele komentarzy nastawionych negatywnie do Ukrainy. – To pokazuje, że nasz kraj nie jest wolny od tzw. trolli, robiących przysługę Rosji – powiedziała Bogaczyk. Sprawy rosyjskiej listy nie chcieli za to skomentować przedstawiciele Wschodnioeuropejskiego Centrum Demokratycznego, które zajmuje się wspieraniem niezależnych mediów i organizowaniem pomocy humanitarnej dla mieszkańców m.in. Białorusi, Ukrainy i Mołdawii.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".