Wczoraj po południu prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie upublicznienia akt prokuratorskich. Grozi za to nawet do dwóch lat pozbawienia wolności. Nie jest to śledztwo w sprawie przecieku z prokuratury. W nocy z wtorku na środę prokuratorzy poinformowali, że Zbigniewowi S. mogą "wkrótce zostać postawione zarzuty" i po kilku godzinach postawiono mu zarzut rozpowszechniania bez zezwolenia wiadomości z postępowania ws. afery podsłuchowej.
- Został przesłuchany w charakterze podejrzanego, nie przyznał się do stawianego mu zarzutu, odmówił składania wyjaśnień - wskazał jedynie krótkie oświadczenie - poinformował prok. Przemysław Nowak. Wobec biznesmena orzeczono zakaz opuszczania kraju i dozór policji, a także zakaz "prowadzenia działalności polegającej na publicznym rozpowszechnianiu wiadomości z postępowania przygotowawczego". Po postawieniu zarzutów Zbigniew S. wrócił do domu.
Prokurator generalny Andrzej Seremet w programie Moniki Olejnik pytany czy publikując akta Zbigniew S. nie złamał prawa, Seremet odparł, że „żadna informacja, która znajduje się w aktach śledztwa, nie może bez zgody prok. ujawniona przez kogokolwiek".