Przedstawiciele 28 krajów NATO wydali w środę wspólne oświadczenie, w którym stanowczo protestują przeciwko działaniom Rosji, zmierzającym do umieszczenia na zaanektowanym w ubiegłym roku Krymie rakiet i głowic jądrowych. Choć władze Kremla oficjalnie nie potwierdziły takich zamiarów, prawdopodobne przerzucanie broni nuklearnej na Krym może się odbywać już od kilku miesięcy.
Już w grudniu ub.r. władze w Kijowie oraz ukraińskie media informowały, że Rosja przerzuca na półwysep m.in. systemy rakietowe typu Iskander, zdolne do przenoszenia ładunków atomowych. W podobnym tonie wypowiedział się w lutym br. były wieloletni przywódca Tatarów krymskich Mustafa Dżemilew. – Na Krymie jest minimum 40 tys. żołnierzy i terrorystów. Dodatkowo rosyjskie wojsko planuje odbudowę kompleksu rakietowego koło Jałty – mówił ukraiński polityk.
Kolejne niepokojące wieści napłynęły z Krymu pod koniec kwietnia br., kiedy rosyjskie wojska przemieściły się wraz z ciężkim sprzętem bojowym ze wschodu na północ półwyspu, tuż pod ukraińską granicę. To właśnie wtedy Centrum Informacyjno-Analityczne działające przy Radzie Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy (RBNiO) ostrzegało, że wśród uzbrojenia rosyjskich żołnierzy i terrorystów mogą się znajdować ładunki jądrowe.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".