- Zmienił Pan zdanie co do debaty w TVP? - pyta reporter.
- Nie, nie zmieniłem zdania. Debata jest potrzebna przed drugą turą, kiedy jest dwóch kandydatów i może się między nimi odbyć jakaś bardziej przynajmniej pogłębiona, bardziej merytoryczna dyskusja. A przekrzykiwanie w gronie jedenastu osób, które jeszcze na dodatek zawsze będzie tak, że dziesięciu na jednego, bo jest jeden prezydent, a reszta wzmacnia swoją pozycję przez krytykę prezydenta - mówił kandydat PO
W wypowiedź wszedł prowadzący rozmowę. - Ale jeśli mówi Pan, rozstrzygnijmy wybory w pierwszej turze, to jest założenie, że tej debaty w drugiej turze nie będzie, bo nie będzie drugiej tury - pytał Marcin Zaborski.
- Dziękuję, rozumiem, że Pan jest głęboko przekonany, że nie będzie. Dziękuję serdecznie, ale muszę powiedzieć, że trzeba się liczyć z tym, że będzie druga tura również. Jeszcze raz powiem, zgodnie z dobrymi obyczajami i logiką, też szanowaniem wyborców. Wyborcom się należy dyskusja pogłębiona, a nie płytka awantura. Pogłębiona dyskusja między dwoma kandydatami przed drugą turą - tłumaczył Komorowski.
- Każdego kto wejdzie do drugiej tury, że tak powiem serdecznie wyzywam na pojedynek - zaznaczył prezydent.
Sondaże mówią jasno, Bronisław Komorowski traci poparcie. O braku zainteresowania swoją kandydaturą świadczą również prawybory. A jak spadające słupki tłumaczy Komorowski? Ma swoją teorię.
- To jest proste. Jeżeli pojawiło się 11 kandydatów, to prezydent, który jest też kandydatem, a miał bardzo wysokie notowania jeśli chodzi o poziom zaufania, oczywiście musi się podzielić tymi głosami z tymi nowymi pretendentami - powiedział Komorowski.
Prezydent tłumaczył, że po partyjnych szwach idą podziały, co oznacza, że „każdy coś tam bierze, a ja tracę” - mówił. - Gdyby było 15 kandydatów, to bym pewnie jeszcze więcej stracił – dodał rezolutnie prezydent.