Prezydent zdaje się nie dostrzegać, że sam - kompromitując urząd prezydenta - wywołuje protesty osób zebranych na jego wiecach. Najpierw błędy ortograficzne ("w bulu i nadzieji"), potem wpadki podczas spotkań z głowami innych państw, wreszcie nieszczęsna błazenada w japońskim parlamencie - to wszystko sprawia, że młodzież "wita" Bronkobus głównie śmiechem i gwizdami.
Dziś Komorowski - po słynnym lubelskim przemówieniu wymierzonym w "specjalistę od kur" - jeszcze raz pogroził "awanturnikom".
Zdaniem prezydenta "ujawniła się już w pełni zorganizowana grupa, która urządza awantury, posuwając się bardzo daleko do inwektyw graniczących ze zwykłą prymitywną agresją polityczną". A to "sprowadza kampanię wyborczą na poziom właśnie politycznych inwektyw, awantur".
Komorowski dodał również, że wybór dokonany 10 maja będzie "wyborem między awanturą a zgodą, między agresją a bezpieczeństwem". Prezydent nie byłby sobą, gdyby nie dodał, że za tę "brutalizację przebiegu kampanii wyborczej" odpowiada... PiS. "Już dwukrotnie udało się zlokalizować funkcjonariuszy PiS jako organizatorów tych ekscesów" - powiedział Komorowski, choć akurat na filmach z "ekscesami" widać, że prezydenta z równowagi wyprowadzają głównie młodzi sympatycy Ruchu Narodowego i Janusza Korwin-Mikkego. Oczywiście od lubelskiego wystąpienia wiemy też, że oprócz PiS-u szkodzi Polsce jeszcze ktoś. "Polsce szkodzi specjalista od kur, szkodzi ten, który chce, aby wszystko wetować co chodzi, fruwa i się rusza!" - wykrzykiwał w Lublinie Komorowski.
Co do wyboru między awanturą a zgodą, warto przypomnieć filmik, który zamieściliśmy wczoraj. Pokazuje on różnice między Bronisławem Komorowskim a Andrzejem Dudą, jeśli chodzi o podejście do osób protestujących na wiecach:

Przypomnijmy jeszcze, że w trakcie wizyty i przemówienia Bronisława Komorowskiego w Rzeszowie miał miejsce brutalny incydent. Mężczyzna protestujący przeciwko wizycie prezydenta, ale niestwarzający dla niego żadnego zagrożenia, został powalony przez funkcjonariuszy BOR, a następnie zaklejono mu lub zakryto dłońmi usta. Incydent został zarejestrowany przez dziennikarzy Polskiego Radia Rzeszów. Nagranie można obejrzeć poniżej (akcja BOR pod sam koniec filmu):
