Na pokładzie samolotu tanich niemieckich linii Germanwings (z Barcelony do Duesseldorfu) leciało 150 osób - 144 pasażerów i sześciu członków załogi. Do katastrofy doszło we francuskich Alpach. Nikt nie przeżył.
Natychmiast rozpoczęły się spekulacje o przyczynach tragedii, a telewizyjnych studiach pojawili się specjaliści rozmaitych dziedzin nauki. Nie mogło również zabraknąć ekspertów lotnictwa. Wieczorem w studio TVN24 pojawiła się para, którą nasi Czytelnicy doskonale znają. Maciej Lasek i Tomasz Hypki. Obu nie trzeba przedstawiać, bo znani są ze sposobu wyjaśniania katastrofy smoleńskiej.
Ten drugi od razu zaczął sugerować, że piloci nie wywiązali się z zadania.
- Z wysokości 11 kilometrów ten samolot mógłby polecieć ponad sto kilometrów bez silników, lotem szybowym. Mógłby dolecieć gdzieś do plaży albo wylądować na wodzie, czy szerszej autostradzie - powiedział Tomasz Hypki (za tvn24.pl).
Jego zdaniem "załoga nie podjęła świadomych działań dla ratowania samolotu". - To mogło być spowodowane totalną awarią. Trudno jednak sobie wyobrazić, że samolot, który ma wyłączone wszystkie systemy, tak stabilnie leci do ziemi. Są podmuchy powietrza, a tu wygląda na to, że to był stabilny lot do ziemi, w najgorszym możliwym kierunku, w góry.

@LukaszMezyk
Z kolei Maciej Lasek podkreślał, że "samolot zaczął się zniżać bardzo równo". - Według wstępnych obliczeń, około 16-17 metrów na sekundę. Normalnie samolot w czasie podejścia do lądowania obniża się w tempie 3-3,5 metrów na sekundę - tłumaczył dodając, że "nawet dehermetyzacja nie skutkuje natychmiastowym zniżaniem samolotu". - Chyba, że załoga zaczęłaby awaryjne zniżanie, ale to trwa dużo krócej - tłumaczył.
Lasek i Hypki służący radą jak wyjaśniać przyczyny katastrofy lotniczej? Zapewne Niemcy nie oglądają TVN24 - i mają szczęście, bo słuchając niektórych ekspertów mogliby nigdy nie ustalić dlaczego rozbił się airbus A320.
Przy okazji warto przypomnieć co Hypki mówił (także w studio TVN24) po zestrzeleniu malezyjskiego boeinga przez prorosyjskich terrorystów: mogło dojść do pomyłki tego, który strzelał, takiej, że albo pomylił cel, albo strzelał do innego samolotu, a rakieta poleciała w kierunku innego.