Tak groteskowego pokazu dziennikarstwa sportowego nie widzieliśmy już od dawna.
W największym skrócie chodzi o to, że kierownictwo Lechii Gdańsk - klubu Sebastiana Mili - zadeklarowało, że w przypadku porażki w sobotnim meczu z Górnikiem Zabrze klub zwróci pieniądze za bilety kibicom obecnym na trybunach. Akcja odbywa się pod hasłem "My Wierzymy". I właśnie o tę akcję - a raczej o jej tajemniczy związek z pracą na treningach Sebastiana Mili - próbował zapytać dziennikarz TVN. Rozpaczliwą próbę zadania sensownego pytania zarejestrowała jedna z osób stojących obok.

Skąd wiadomo, że to pytanie zadawał dziennikarz tej stacji? Portal niezalezna.pl zadzwonił do Sebastiana Mili, informując go, że nagranie z jego udziałem robi furorę w internecie. Rozbawiony piłkarz powiedział nam: "Tam było kilku dziennikarzy i nie pamiętam, jak przedstawiał się ten, który zadawał mi pytanie. Ale na pewno miał mikrofon TVN".
To nie pierwsza taka wpadka dziennikarzy tej stacji. Ostatnio amerykańska aktorka Sigourney Weaver udzielała wywiadu Annie Wendzikowskiej, "kulturalnej" dziennikarce TVN. I zapytała, czy wie ona, kim był Jerzy Grotowski. Gdy dziennikarka zrobiła wielkie oczy, Weaver odparła: "Jesteś dzisiaj drugą osobą z Polski, która tego nie wie. To był naprawdę największy reżyser teatralny w historii". Wendzikowska odchrząknęła jedynie: "Muszę o nim poczytać, trochę mi wstyd".