Na Krymie mieszka 1,97 mln osób. W „referendum” miało wziąć udział 1,5 mln ludzi, z czego 96 proc. miało być za przyłączeniem do Rosji. Frekwencja w obchodach rocznicy przyłączenia półwyspu do Federacji Rosyjskiej pokazuje, że po roku rosyjskiej władzy ludzie mają dość.
Jak Krym w marcu 2014 r. decydował o swojej przyszłości? Właśnie tak.

Rosyjskie władze, które okupują półwysep krymski, zorganizowały na Placu Nachimowa w Sewastopolu wielką fetę. Warto zaznaczyć, że w tym mieście mieszka 400 tys. osób. Na obchodach pojawiło się jednak tylko tysiąc pięćset. Jak wylicza kresy.24.pl, jest to 0,075 proc. mieszkańców Krymu lub 0,375 proc. mieszkańców Sewastopola albo 0,1 proc. tych, którzy głosowali za aneksją Krymu przez Rosję.
Dziennikarze opisywali, że większość placu była pusta. Tak więc grupki rosyjskich urzędników, trochę komunistów, żołnierzy i przypadkowych gapiów „świętowało” pod czujnym okiem policji i rosyjskiej „samoobrony” – czytamy na kresy24.pl.
Rosjanie rok temu wkroczyli na Krym. Teraz to „smutne, opuszczone i beznadziejne miejsce”
Mieszkańcy, chcący dostać się na plac, musieli wpierw przejść przez bramki z wykrywaczem metalu. Na początku z głośników popłynął rosyjski hymn. W pewnym momencie nagranie wyłączono i w jego miejsce poleciał marsz „Legendarny Sewastopol”. Wygłaszano pochwały w kierunku Władimira Putina, dziękowano rosyjskiej armii. Czego innego można by się było spodziewać?

Wielką zagadką jest brak entuzjazmu mieszkańców Krymu. Wszak rok temu dużo ponad milion osób głosowało „za” przyłączeniem do Rosji, a teraz na obchody przyszło tylko ponad tysiąc osób? Wyjścia są dwa: albo ludzie mają dość życia pod rosyjską ręką, albo zadowolenia z tej „wspólnej” decyzji nigdy nie było.