Unijni przywódcy wydali we wtorek wspólne oświadczenie. W związku z zaostrzeniem się konfliktu na Ukrainie, grożą Rosji kolejnymi sankcjami. Do tego oświadczenia zdystansował się nowy premier Grecji, mówiąc, że jego kraj nie wyraża na to zgody.
– Grecka lewica jest prorosyjska. Trzeba podkreślić, że po raz pierwszy partia o tak skrajnie lewicowych poglądach doszła tam do władzy. Według mnie, nastawienie rządu Grecji przyczyni się do zmiany nastroju w UE, natomiast nie sama Grecja będzie decydowała o sankcjach, tylko cała wspólnota państw – podkreśla prof. Zdzisław Krasnodębski.
Polityk dodaje, że w innych krajach obserwujemy podobne dążenia, by sankcji nie zaostrzać. Chodzi też o względy gospodarcze. – Takie dążenia do niezaostrzania sankcji pojawiają się na lewicy, ale też i na prawicy. W Polsce mamy przecież Kongres Nowej Prawicy, który wypowiada się prorosyjsko. W Hiszpanii mamy skrajną prorosyjską lewicę Podemos, która w tym roku może wygrać wybory, a we Francji Front Narodowy, który również jest blisko powiązany z Rosją. Do tej pory jednak większość państw wyraźnie opowiadała się za kolejnymi obostrzeniami dla Rosji – mówi europoseł.
Unia wezwała Rosję do zaprzestania wspierania prorosyjskich terrorystów. NATO w poniedziałek oskarżyło Moskwę o ich uzbrajanie. Chodzi m.in. o ciężką artylerię, pojazdy opancerzone oraz o systemy rakietowe.
„Zrobiłem to zdjęcie przed siedzibą Syriza w wieczór wyborczy. Niby mówi wszystko?” – napisał Joseph Weisenthal, pracujący dla Bloomberg.
