O okolicznościach skandalu informowaliśmy w marcu tego roku. Sprawa zatrzymania przez ABW Aleksandra L. oraz szczegóły śledztwa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawa przez ponad dwa lata była tajna, ale niektóre informacje wyciekły, gdy do sądu trafił akt oskarżenia.
Wówczas wyszło na jaw, że mógł pracować dla obcego wywiadu, a równocześnie rzekomo był przez osiem lat (od 1999 r. do 2007 r.) agentem Wojskowych Służb Informacyjnych. Rzekomo, bo okazało się, że tak naprawdę dezinformował WSI, a przy okazji sporo zarobił - 319 tysięcy dolarów i kilkanaście tysięcy euro.
Dzisiaj - po zakończeniu tajnego procesu - Aleksander L. został skazany za wyłudzenie pieniędzy, ale sąd nie znalazł dowód na współpracę z obcym wywiadem.
O komentarz poprosiliśmy posła Marka Opiołę, który jako członek sejmowej komisji ds. służb specjalnych, zapoznał się z historią Aleksandra L.
- Z oczywistych względów nie mogę mówić o szczegółach, ale ten wyrok pokazuje, że polskie sądy mają problem z rozpoznawaniem spraw dotyczących pracy dla obcych wywiadów - stwierdził. Zapytaliśmy również, czy około miliona złotych trafiło do Aleksandra L., czy może był jedynie figurantem, a zarobił ktoś inny. - Tego nie wiem, ale prokuratura, po wykonaniu jednego kroku, powinna zrobić drugi. Czyli zająć się żołnierzami WSI i osobami z kierownictwa, które wyrażały zgodę na wypłacanie tak znacznych sum pieniędzy.