Jak poinformowali dziennikarze BBC, holenderscy eksperci skupili się na konkretnych częściach samolotu, takich jak zbiorniki paliwa, skrzydła czy podwozie. Mają one posłużyć jako materiał dowodowy w procesie wyjaśniania przyczyn lipcowej tragedii, w której zginęło 298 osób. Pociąg składający się z trzynastu wagonów wyruszył w niedzielę rano ze stacji Pelahijiwka, położonej 60 km od Doniecka. W 12 wagonach znajdowały się szczątki boeinga 777, w 13. podróżowali zaś holenderscy eksperci, obserwatorzy OBWE oraz sześciu członków miejscowej policji. Jak wynika z oświadczenia opublikowanego przez holenderskie władze, transport odbył się bez przeszkód, a zespół ekspertów mógł pracować zgodnie z planem.
– Niektóre części wraku były zbyt duże, aby można było je przewieźć pociągiem, dlatego zostały one dostarczone do Charkowa ciężarówkami – czytamy w oświadczeniu. Wczoraj wieczorem holenderska Rada Bezpieczeństwa (OVV) poinformowała, że transport dotarł do Charkowa.
Śledczy z Holandii od połowy listopada pracowali w miejscu katastrofy, zbierając i składując szczątki samolotu oraz rzeczy osobiste ofiar lotu. Z niedzielnego transportu do Charkowa zadowolony jest Michael Bociurkiw, rzecznik specjalnej misji monitoringowej OBWE.
– Miejsce, w którym znajdowały się szczątki samolotu, to nadal aktywny region konfliktu. Musieliśmy przebrnąć przez skomplikowane negocjacje z terrorystami, aby udało się przewieźć część wraku do Charkowa – powiedział rzecznik OBWE w rozmowie z BBC. Bociurkiw dodał, że na Ukrainie pozostanie m.in. część kadłuba i inne drobne szczątki maszyny. Warto również zaznaczyć, że wciąż nie udało się odnaleźć dziewięciu ciał pasażerów feralnego lotu.
Dalsza część śledztwa dotyczącego lipcowej katastrofy odbywać się będzie w Holandii, jednak z przedstawionych dowodów i raportu holenderskiej Rady Bezpieczeństwa jednoznacznie wynika, że 17 lipca br. boeing 777 został zestrzelony pociskiem ziemia-powietrze z systemu rakietowego Buk, którym posługiwali się prorosyjscy terroryści.