Józef Niechoda był przesłuchiwany przez UB. Próbowano wmówić mu, że przynależy do podziemnej organizacji i posiada broń. Niechodę poddawano torturom, tak że w końcu powiedział to, co chcieli usłyszeć ubecy. Przyznał się do fałszywych oskarżeń, lecz następnie je odwołał. Przypłacił to życiem, bowiem funkcjonariusze torturowali go i bili aż do momentu zgonu.
Podczas sekcji zwłok potwierdzono ten fakt. Ciała bestialsko zamordowanego jednak nie wydano rodzinie.
- Ojciec został bestialsko zamordowany, a następnie potajemnie pochowany. Nigdy nie miał pogrzebu – powiedziała cytowana przez "Rzeczpospolitą" Halina Zarachowicz, córka Niechody.
Rodzina chciała uregulować tę sprawę. Złożyła do sanepidu wniosek o ekshumację, lecz otrzymała odmowę. „Urzędnicy uważają, że tego typu działania mogłyby naruszyć szczątki innych zmarłych, pochowanych obok. Ponadto, "umywają ręce" tłumacząc, że zgodę powinna wydać prokuratura albo sąd”.
Odmiennego zdania są historycy. Uważają, że takie tłumaczenia będą blokować wszystkie inne ekshumacje ofiar. Przy masowych pochówkach zawsze bowiem istnieje prawdopodobieństwo naruszenia spoczynku innych. Gdyby sanepid upierał się przy przepisach, niemożliwe byłyby prace na warszawskiej Łączce i przywrócenie tożsamości zamordowanym Żołnierzom Wyklętym.